Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Piekło kongijskiego więzienia oczami Mariusza Majewskiego. Głód, pragnienie i ciała zmarłych na podłodze

Ludzie umierali z głodu i chorób, a trupy leżały na podłodze więzienia – opowiada Mariusz Majewski. Podróżnik przez ponad trzy miesiące był więziony w Demokratycznej Republice Konga. Dziś opisuje warunki, które – jak mówi – miały złamać więźniów fizycznie i psychicznie.
Piekło kongijskiego więzienia oczami Mariusza Majewskiego. Głód, pragnienie i ciała zmarłych na podłodze

Mariusz Majewski/ fot. Tomasz Owsiński

Mariusz Majewski trafił do Demokratycznej Republiki Konga w lutym 2024 roku. Jak relacjonuje, podczas podróży został zatrzymany na wojskowym posterunku. Twierdzi, że o jego losie przesądził polski paszport i napięta sytuacja polityczna między Kongiem a Ruandą po wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy. Kongijskie służby oskarżyły go o szpiegostwo. Przez ponad trzy miesiące był przetrzymywany w kilku więzieniach, gdzie – jak mówi – doświadczył skrajnego głodu, pragnienia i przemocy. Ostatecznie został skazany na dożywotnie więzienie, choć później wrócił do Polski. W rozmowie skupił się jednak przede wszystkim na tym, co przeżył za więziennymi murami.

„Trupy leżały na podłodze”. Tak wyglądało piekło więzienia w Kongu

Ponad trzy miesiące spędzone w więzieniach Demokratycznej Republiki Konga Mariusz Majewski zapamiętał przede wszystkim jako nieustanną walkę o przetrwanie. Polski podróżnik twierdzi, że więźniowie byli głodzeni, pozbawiani wody, bici, a śmierć była tam codziennością.

– Codziennie było tam jakieś morderstwo. Ludzie umierali z głodu, z chorób i trupy leżały na podłodze więzienia. To było właściwie małe miasteczko – mówi Mariusz Majewski.

Pół litra wody na dwa dni

Pierwsze więzienie, do którego trafił, było przeznaczone dla osób oskarżanych o szpiegostwo i zdradę państwa. Jak relacjonuje, od początku więźniowie byli poddawani warunkom, które miały ich psychicznie i fizycznie złamać.

– Dostawaliśmy bardzo małe porcje jedzenia, raz dziennie miskę fasoli. Przy ponad 40-stopniowym upale otrzymywaliśmy tylko pół litra wody na dwa dni – mówi.

Jak podkreśla, pragnienie szybko stawało się nie do zniesienia.

– To było za mało, żeby umrzeć, ale też niezbyt dużo, żeby żyć. Pragnienie było ogromne – dodaje.

Majewski opisuje, że odwodnienie powodowało nie tylko ból fizyczny.

– Najpierw pojawia się suchość w ustach, później robi się gula w gardle, boli szyja i głowa. Bardzo szybko człowiek przestaje logicznie myśleć – zaznacza.

Więzienie bez strażników

Jeszcze większym szokiem okazało się kolejne więzienie, do którego został przeniesiony. Był tam jedynym białym więźniem.

– Zostałem od razu dość dotkliwie pobity – wspomina.

Najbardziej zaskoczyło go jednak to, że wewnątrz nie było funkcjonariuszy pilnujących porządku.

– W tym więzieniu nie było ani jednego strażnika. Cokolwiek się tam wydarzyło, zostawało między więźniami. Dlatego było tak niebezpiecznie – mówi.

Według jego relacji zakład karny był skrajnie przepełniony.

– Wybudowano go dla 1,5 tysiąca osób, a przebywało tam co najmniej 15 tysięcy więźniów – podkreśla.

Kryzys rosyjskich wpływów w Afryce? Arkadiusz Szyszka przybliża coraz gorszą sytuację Rosjan na Czarnym Lądzie
Kryzys rosyjskich wpływów w Afryce? Arkadiusz Szyszka przybliża coraz gorszą sytuację Rosjan na Czarnym Lądzie

Wpływ Rosjan w Sudanie, Mali i Burkina Faso zmienia się wraz z sytuacją wojenną na Ukrainie. Arkadiusz Szyszka – dzienni…

„Każdego dnia groziła śmierć”

Majewski przyznaje, że pierwsze tygodnie oznaczały przede wszystkim walkę z głodem i pragnieniem. W drugim więzieniu najważniejsze stało się już coś innego.

– Najbardziej bałem się o własne bezpieczeństwo. Właściwie każdego dnia groziła śmierć – mówi.

Jak dodaje, śmierć współwięźniów nikogo nie dziwiła.

– Codziennie było tam jakieś morderstwo. Ludzie umierali z głodu i chorób, a trupy leżały na podłodze więzienia – podkreśla.

To właśnie te obrazy, jak przyznaje, zostały z nim na długo po powrocie do Polski.

Wspomnienia, które nie znikają

Choć od tamtych wydarzeń minęły dwa lata, podróżnik przyznaje, że najbardziej zapamiętał nie sam wyrok czy kolejne przesłuchania, ale codzienność za murami kongijskich więzień.

– Te widoki zostaną ze mną do końca życia – mówi Mariusz Majewski. Swoje doświadczenia opisał w książce „Kongijskie piekło. Polak w afrykańskim więzieniu”.

Więzienie zmieniło jego spojrzenie na życie

Pobyt w kongijskim więzieniu pozostawił nie tylko traumatyczne wspomnienia, ale także zmienił sposób, w jaki Mariusz Majewski patrzy dziś na samego siebie. Przyznaje, że dopiero po powrocie zrozumiał, jak wielką cenę za jego podróż zapłacili również najbliżsi.

– To nie jest książka o idealnym bohaterze. Jestem tam człowiekiem z krwi i kości, który ma swoje wady. Po Kongu przede wszystkim zobaczyłem, jak wielkim byłem egoistą. Wydawało mi się, że konsekwencje takich wyjazdów ponoszę tylko ja – mówi Mariusz Majewski.

Jak podkreśla, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. O jego uwolnienie walczyła rodzina, partnerka i polskie służby dyplomatyczne, a skutki dramatycznych wydarzeń odczuwali wszyscy najbliżsi.

– Okazało się, że nie tylko ja leczyłem PTSD, ale cała moja rodzina. Mój syn do dzisiaj nie może spać – dodaje.

Zdaniem podróżnika właśnie ta świadomość była jedną z najboleśniejszych lekcji wyniesionych z pobytu w Kongu. Dziś przyznaje, że patrzy na swoje wcześniejsze wyprawy z zupełnie innej perspektywy i znacznie mocniej dostrzega odpowiedzialność, jaką ponosi wobec bliskich.

WESPRZYJ NAS NA PATRONITE

Przeczytaj więcej

Mocne słowa polityka Konfederacji o Ukrainie. „Jeden przełącznik w dół”
Mocne słowa polityka Konfederacji o Ukrainie. „Jeden przełącznik w dół”
Świrski: To było mocne przeżycie. Znalazłem się w sytuacji bezradności
Świrski: To było mocne przeżycie. Znalazłem się w sytuacji bezradności
Borkowski: Polska zapłaci 6 mld zł za nieodebrane szczepionki. „Można było negocjować z Pfizerem”
Borkowski: Polska zapłaci 6 mld zł za nieodebrane szczepionki. „Można było negocjować z Pfizerem”