Podczas pobytu w Polsce rzadko opuszczam Warszawę, chodzę utartymi szlakami, obojętny na otoczenie, do którego przywykłem przez lata. Tournée promocyjne mojej książki rzuciło mnie teraz na inne szlaki. Mój przyjaciel, profesor z Minneapolis, na wiadomość, że jestem w jego mieście rodzinnym, napisał tylko: „Ach, ta Piotrkowska!” – z trzema wykrzyknikami.
Ta szeroka aleja, zbudowana w drugiej połowie XIX wieku, była przez dziesiątki lat przedmiotem pogardy i nienawiści architektów modlących się do Corbusiera i Niemeyera. Z braku środków, z biedy, ale przede wszystkim przez pogardę skazano ją na zagładę: przez zaniedbanie, przez brak utrzymania. Budownictwo tamtych lat, solidne, długo oparło się destrukcji, jednak ratunek przyszedł w ostatniej chwili.
Kamienice Łodzi i Poznania – i warszawska strata
Zachwycający jest wielkomiejski charakter tych kamienic Łodzi i Poznania, z których każda godna jest figurować w podręczniku historii architektury europejskiej. Ja w Warszawie, jak patrzyłem na nie z zazdrością, myślałem, że przecież cała ulica Marszałkowska, całe Śródmieście Warszawy zabudowane było z podobnym wielkomiejskim rozmachem, godnym serca Europy. Nic z tego nie zostało, poza kilkoma osobnymi domami na Mokotowskiej i w Alejach Jerozolimskich.



