A jednak tutaj, bardziej niż gdziekolwiek indziej, widać wyraźnie, że zmiana pory roku nie zawsze oznacza zmianę rzeczywistości.
Chociaż dni stają się dłuższe, a światło coraz śmielej zagląda w zaułki pieknego starego miasta, to codzienność nadal wygrywa dźwięki alarmów i niepokojące echo dronów gdzieś ponad dachami kamienic. To miasto nauczyło się żyć pomiędzy strachem a nadzieją, pomiędzy wojną a próbą normalności.
A jednak Lwów trwa. Zachwyca. Oddycha swoją historią i pięknem. Na ulicach znów słychać rozmowy, w kawiarniach toczy się życie, młodzi ludzie próbują odnaleźć rytm codzienności. I gdzieś w tym wszystkim są Oni — Polacy, nasi rodacy, którzy byli tam zawsze.
I nie jako wspomnienie dawnych czasów, ani rozdział w podręczniku historii. To realna, żywa i wspaniała wspólnota ludzi, którzy od pokoleń są częścią tego miasta. Polacy, którzy nie wyjechali i każdego dnia na nowo wybierają Lwów jako swoje miejsce na ziemi.





