W cieniu kryzysu humanitarnego i politycznego na Kubie coraz mocniej wybrzmiewają głosy tych, którzy domagają się końca dyktatury. Jednym z nich jest Alien Alejandro Collazo, dyrektor wykonawczy Cuban Freedom March. Z przedstawicielem organizacji promującej wolność, demokrację i prawa człowieka na Kubie oraz poza jej granicami rozmawiała Hanna Tracz, dziennikarka Radia Wnet.
Hanna Tracz, Radio Wnet: Jaka jest Pana historia? Gdzie obecnie Pan mieszka i czym się Pan teraz zajmuje? Dlaczego jest Pan w Warszawie?
Alien Alejandro Collazo, dyrektor wykonawczy Cuban Freedom March: Cóż, moja historia jest taka: urodziłem się na Kubie. Opuściłem ją, gdy miałem osiem lat, płynąc łodzią wraz z matką i 43 innymi osobami. Właściwie 44, ponieważ na łodzi była kobieta w siódmym miesiącu ciąży. Podobnie jak wielu Kubańczyków, którzy uciekali przed dyktaturą przez ostatnie 67 lat, wyruszyliśmy w drogę i należeliśmy do tych szczęśliwców, którym się udało. W Cieśninie Florydzkiej zginęły setki tysięcy osób. Nasza łódź uległa awarii, nie dotarliśmy na Florydę, ale ostatecznie dopłynęliśmy do Meksyku, skąd udało nam się przedostać do Stanów Zjednoczonych i ponownie połączyć z moim ojcem. Dorastałem w środkowej części Florydy, w okolicach St. Petersburg. Później wyjechałem na studia z zakresu stosunków międzynarodowych na Florida International University w Miami. To właśnie tam obecnie mieszkam i z przerwami żyję tam od mniej więcej ostatniej dekady.




