Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Piotr Witt: Europejski numer, czyli pętla postępu

Piotr Witt opowiada o francuskiej praktyce numerowania obywateli i pokazuje, jak cyfrowe „ułatwienia” zamieniają życie w labirynt kontroli, kolejek i absurdów.

Pętla totalitaryzmu zaciska się na szyi 27 narodów. Unia Europejska wprowadza europejski numer identyfikacyjny osób. Wkrótce i ja w Paryżu, i pan prezes w Warszawie otrzymamy ujednolicony numer, pod którym będziemy rozpoznawalni w rejestrach Unii. Do 2030 roku 360 milionów osób w Europie ma otrzymać swój numer. Nie wszyscy obywatele odnieśli się do projektu z entuzjazmem. Ministrowie nie szczędzą wysiłków, aby do niego zachęcić. Idee nieznanych zwierzchników oblekają w ciało rządy, gdyż to rząd jest egzekutywą, czyli organem, który dokonuje egzekucji.

Sprawa mało znana. Nie wiedział o niej nawet pewien polski poseł, zaskoczony przez dziennikarza pytaniem w drodze do Sejmu. Słyszałem niedawno w radiu ministra, który przekonywał do zalet projektu europejskiego PESELU. Początkowo także naród był niechętny – mówił – a dzisiaj każdy idzie do apteki, proszę, wszyscy są zadowoleni. Podobnie jak wcześniej w Europie Zachodniej.

Ostatnim argumentem polityków są przykłady zagraniczne. Dekret, który u nas budził zastrzeżenia – mówią na przykład – został wprowadzony za granicą i wszyscy go sobie chwalą. No, skoro sam pan minister tak mówi.

Francuski numer ma długą historię

Najwcześniej w Europie znumeryzowano obywateli Republiki Francuskiej. Gdyby pan minister zapytał mnie, jak to funkcjonuje… Skoro nie zapytał, podzielę się moimi doświadczeniami ze słuchaczami, niepytany. Są cyfry i jest także czynnik ludzki.

We Francji nadano obywatelom numery w czasie II wojny światowej. Kiedy Niemcy poprosili rząd marszałka Pétaina o dostarczenie spisu Żydów, zakupiono w Stanach Zjednoczonych, z którymi stosunki były wówczas doskonałe, maszyny rachunkowe cyfrowe firmy IBM na taśmę perforowaną i dokonano rejestracji. W Republice, której jednym z trzech filarów jest równość wszystkich, wyodrębnienie osobnej kategorii obywateli nastręcza trudności specyficzne. Poradzono sobie z nimi. Numer zarejestrowany na taśmie ujawniał płeć obywatela, wskazywał dzień, miesiąc, rok i miejsce jego urodzenia oraz informował, czy figurant jest, czy nie jest Żydem. Wynalazek się przyjął i, nieco tylko zmieniony, pozostał na stałe jako zdobycz administracji francuskiej w postaci numeru SS. SS to jest oficjalny akronim Sécurité sociale, czyli Ubezpieczalni Społecznej.

Po wprowadzeniu traktatu Schengen numer został także przyjęty w Polsce jako PESEL, numer identyfikacyjny obywatela. Po otrzymaniu recepty od lekarza leczącego udajemy się zatem do apteki. W aptece i u doktora numer SS ułatwia życie. Płacimy w aptece za lek. Aptekarz wysyła rachunek do właściwego terytorialnie urzędu SS, który z kolei przesyła polecenie zapłaty naszemu bankowi. Nasz numer SS jest piętnastocyfrowy, aptekarz ma swój wielocyfrowy numer, nasz numer bankowy jest co najmniej jedenastocyfrowy. Więc jest normalne, że w tym gąszczu cyfr zdarzy się pomyłka. Jakaś cyferka wyskoczy albo się pomyli – i cały proceder na nic. Tym bardziej że system jest wadliwy i stale się go reperuje.

Cyfry, pomyłki i urząd bez końca

Czytamy okresowy wyciąg z konta bankowego – wpłaty SS ani śladu. W następnym miesiącu również nic. Kończą się cyfry, w grę wchodzi czynnik ludzki. Mamy dosyć rozmów z maszynką, idziemy z mordą do naszego właściwego terytorialnie biura SS, aby rozmówić się z urzędnikiem.

Tę ewentualność nieznani zwierzchnicy także przewidzieli. Ilość pomyłek mierzy się długością kolejki przed urzędem. Urzędy są dzielnicowe, a każda z 20 dzielnic Paryża to jest duże miasto. Dzielnice są nierównej wielkości. Nasza piętnastka liczy 240 tysięcy mieszkańców. Sąsiednia siódemka tylko 48 tysięcy, a druga nasza sąsiadka, szesnastka – 160 tysięcy. Kilka lat temu jakiś zwierzchnik zlikwidował biura w 4. i 7., a petentów SS podłączył do 15. Po tym zabiegu nasza 15, pod względem SS, ze swymi 450 tysiącami petentów zrobiła się większa od miasta Nicea – 340 tysięcy ma Nicea. W związku z tym proporcjonalnie wydłużyły się kolejki do urzędu. Po długim oczekiwaniu na stojąco, jeśli siadanie jest zabronione, petent przychodzi do urzędnika tak naładowany, że trzeba było wywiesić na widocznym miejscu zawiadomienia, że nie wolno urzędnika zabić ani pobić, nie wolno go nawet obrzucić przekleństwami. Na straży porządku stoją goryle, więksi i silniejsi niż w słynnej dyskotece paryskiej „Piekło”.

Co robić? Ludzie bardzo zamożni po prostu nie korzystają z SS, płacą nie licząc i nie czekają na zwrot. Co także jest rozwiązaniem kosztownym.

Nasza bardzo zamożna znajoma została niedawno ukarana mandatem kilkunastu, a może kilkudziesięciu tysięcy euro, ponieważ nie korzystała z SS od wielu lat. Mniej zamożni biorą środki uspokajające. Francja przoduje w Europie i świecie w konsumpcji środków uspokajających. 80 ton kokainy, skonfiskowane przez policję i celników w ubiegłym roku, posłużyło zapewne niejednemu obywatelowi do spojrzenia na świat weselszym okiem. Tańszym środkiem na poprawienie humoru jest gaz rozweselający, który cieszy się obecnie dużym wzięciem.

Poufność, która jest dostępna dla wszystkich

W numerze SS zawarte są informacje najbardziej poufne i osobiste. Toteż ustawa chroniąca nasze dobra pozwala na dostęp do nich tylko nam, nikomu innemu. To znaczy nikomu, poza fiskiem, szkolnictwem, policją etc.

W tym etc. zawiera się wszystko. Jak wiele innych, ustawa nie pozwala na dostęp nikomu, to znaczy pozwala na dostęp wszystkim. Ta sprzeczność wewnętrzna jest zresztą bez znaczenia, gdyż wszystko to zostało zinformatyzowane i jest, z samej natury informatyki, ogólnie dostępne, jeśli ktoś wie, jak się do tego zabrać. Jesienią z naszej SS hakerzy wydobyli 7 milionów akt osobowych.

Od tego czasu otrzymuję fałszywe maile SS, wzywające mnie do uiszczenia rozmaitych opłat albo innych czynności szkodliwych i kosztownych. Nie przejmuję się wcale. Po wykradzeniu przez hakerów 16,5 miliona akt osobowych z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nieraz otrzymuję fałszywe maile podpisane przez Interpol albo dyrekcję policji, lub samego prefekta osobiście – aż wstyd powiedzieć jakie. Główny Urząd Statystyczny ujawnił we wtorek, że fałszywe maile otrzymywało w 2025 roku czterech obywateli na dziesięciu, czyli 28 milionów osób. Wielu znajomych otrzymało od hakerów mandaty za pedofilię, podobno z wyjątkiem osobistych znajomych Jeffrey’a Epsteina, dla zmylenia tropów.

Kontrola, czyli uszczelnianie

Czemu służy cała ta szopka z numerowaniem obywateli? Służy kontroli, czyli uszczelnieniu. Lekarza leczącego kontroluje kontroler – funkcjonariusz SS, inny kontroler kontroluje aptekarza, inny mnie. Ci kontrolerzy mają nad sobą innych kontrolerów, co jednak nie przeszkodziło rodzinie aptekarzy z Bayonne oszukać SS na 1,2 miliona euro. Proces zaczął się przedwczoraj.

Ujednolicenie numeru europejskiego znacznie kontrolę uszczelni. Trzeba jednak nie aż do tego stopnia, aby ktoś zapytał panią przewodniczącą Unii, po co zakupiła u laboratorium szkodliwy lek Remdesivir, czy dlaczego zakupiła w aptece Pfizera 10 razy więcej szczepionek, niż jest obywateli, dlaczego do tej pory nie rozliczyła się z 35 miliardów euro wydanych w aptece. Tutaj, we Francji, mówią nam, że gdzie indziej, za granicą, naród jest bardzo zadowolony z numeryzacji.

Morał stary jak świat

Jaki morał wynika z tej historii? Jeden tylko, godny polecenia, znam od bardzo dawna: lepiej być bogatym i zdrowym niż biednym i chorym, no bo co przyjdzie biednemu z jego choroby?

A teraz jeszcze, szanowni państwo, zapraszam wszystkich słuchaczy oraz czytelników, ich rodziny i znajomych na spotkanie, które będzie miało miejsce 5 marca o godzinie 18 w sali Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Warszawie przy ulicy Foksal 3/5.

Piotr Witt

/ad

Autorzy:

Przeczytaj więcej

ZAIKS pod presją pytań. Dominika Barabas, ePUAP i postulaty zmian. Część 2
ZAIKS pod presją pytań. Dominika Barabas, ePUAP i postulaty zmian. Część 2
Lumina Metals i gorączka złota pod Nową Solą. Prof. Pieńkowski ostrzega przed „folderem reklamowym”
Lumina Metals i gorączka złota pod Nową Solą. Prof. Pieńkowski ostrzega przed „folderem reklamowym”
Czarnek: Afera Szpitala Południowego nie polega na wadach systemu. To złodziejstwo i oszustwo
Czarnek: Afera Szpitala Południowego nie polega na wadach systemu. To złodziejstwo i oszustwo