Pętla totalitaryzmu zaciska się na szyi 27 narodów. Unia Europejska wprowadza europejski numer identyfikacyjny osób. Wkrótce i ja w Paryżu, i pan prezes w Warszawie otrzymamy ujednolicony numer, pod którym będziemy rozpoznawalni w rejestrach Unii. Do 2030 roku 360 milionów osób w Europie ma otrzymać swój numer. Nie wszyscy obywatele odnieśli się do projektu z entuzjazmem. Ministrowie nie szczędzą wysiłków, aby do niego zachęcić. Idee nieznanych zwierzchników oblekają w ciało rządy, gdyż to rząd jest egzekutywą, czyli organem, który dokonuje egzekucji.
Sprawa mało znana. Nie wiedział o niej nawet pewien polski poseł, zaskoczony przez dziennikarza pytaniem w drodze do Sejmu. Słyszałem niedawno w radiu ministra, który przekonywał do zalet projektu europejskiego PESELU. Początkowo także naród był niechętny – mówił – a dzisiaj każdy idzie do apteki, proszę, wszyscy są zadowoleni. Podobnie jak wcześniej w Europie Zachodniej.
Ostatnim argumentem polityków są przykłady zagraniczne. Dekret, który u nas budził zastrzeżenia – mówią na przykład – został wprowadzony za granicą i wszyscy go sobie chwalą. No, skoro sam pan minister tak mówi.
Francuski numer ma długą historię


