Chaos wokół milionów stron
Jeffrey Epstein pozostaje jednym z najbardziej obciążających symboli amerykańskich elit. Ostatnie miesiące przyniosły publikację kolejnych partii dokumentów – w sumie chodzi o ok. trzy miliony stron z wielomilionowego zbioru.
Według Macieja Rusińskiego, proces ujawniania akt był obarczony pośpiechem i błędami.
To ogromny zbiór dokumentów. Ustawa nakładała nierealny, 30-dniowy termin na ich publikację. To z góry musiało rodzić chaos”.
W pierwszych transzach nie wszystkie dane ofiar zostały odpowiednio zanonimizowane, co wywołało krytykę pod adresem Departamentu Sprawiedliwości. Część dokumentów wycofywano i publikowano ponownie po korektach.





