Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika Do Rzeczy, w rozmowie w Radiu Wnet ostro ocenia zarówno politykę Donalda Tuska, jak i kondycję Prawa i Sprawiedliwości. Jego zdaniem premier buduje swoją siłę na strachu i propagandzie, a opozycja sama oddaje mu pole. Na tym tle rośnie znaczenie Grzegorza Brauna i Konfederacji – zarówno jako realnej oferty dla rozczarowanych wyborców, jak i wygodnego straszaka dla obozu rządzącego.
„Reparacje polegają na tym, że ktoś płaci Polsce, a nie Polska płaci”
Punktem wyjścia był głośny w Polsce fragment konferencji w Berlinie – zapowiedź Donalda Tuska, że jeśli Niemcy nie wypłacą świadczeń dla ofiar nazizmu, Polska zrobi to sama, z własnych środków.
Lisicki nie zostawia na tym pomyśle suchej nitki:
To jest jeden z absurdów, z których słynie obecna polityka Donalda Tuska. Reparacje co do zasady polegają na tym, że ktoś je wypłaca Polsce, a nie że Polska je wypłaca.
Jego zdaniem to przekaz skrojony pod własny elektorat, który „kupi” narrację o sprytnej, skutecznej zagrywce:
Rozumiem, że to jest skierowane do elektoratu Platformy, który jest gotów przyjąć tu każdą bzdurę i kupić, że to jest mądre wyjście: ci nie chcą dać, to my sami damy.
Całość Lisicki określa jako próbę przerabiania klęski (brak reparacji) w „propagandowe zwycięstwo”.
https://wnet.fm/2025/12/02/nie-stac-nas-na-leczenie-wszystkich-polakow-lekarz-o-brutalnej-prawdzie-nfz/
Zwrot po kampanii prezydenckiej: od słabości do „efektu flagi”
Lisicki przypomina, że jeszcze niedawno Tusk wyglądał na polityka poważnie poturbowanego – zwłaszcza po przegranej kampanii prezydenckiej, którą sam uczynił plebiscytem „za czy przeciwko Tuskowi”.
Ten plebiscyt został przez Tuska sromotnie przegrany. Zachowywał się tak, jakby dostał bardzo potężny cios i nie potrafił się z niego otrząsnąć
– ocenia publicysta.
To wtedy – jak podkreśla – nawet liberalni komentatorzy mówili, że w „normalnej demokracji” premier po takiej porażce podałby się do dymisji.
Przełom, zdaniem Lisickiego, nastąpił we wrześniu. Tusk „złapał się jak pijany płotu” opowieści o bezpośrednim rosyjskim zagrożeniu wobec Polski – punktem zapalnym był głośny nalot dronów.
Donald Tusk doskonale zrozumiał efekt tzw. gromadzenia się przy fladze. W sytuacji zagrożenia ludzie w naturalny sposób wspierają rząd
– mówi Lisicki.
Zwraca uwagę, że wersja o celowym ataku rosyjskim jest w istotnym stopniu polską interpretacją, ale „najbardziej służy rządowi” i daje paliwo do mobilizacji.
Podobnie – jego zdaniem – wykorzystano narrację o dywersji na kolei: szybkie zatrzymanie, wypuszczenie, dużo emocji i przekaz: „jesteśmy w stanie bezpośredniego zagrożenia, rząd musi być silny”.
https://wnet.fm/2025/12/02/sluzby-sa-sparalizowane-po-czystkach-nowej-wladzy-rosjanie-robia-co-chca/
Bodnar, „Żurek” i łamanie prawa, które się elektoratowi podoba
Lisicki wskazuje też na drugi filar tej strategii: twarde, ostentacyjne rozliczanie poprzedników.
W jego opisie „zamiana Bodnara na Żurka” oznacza przejście do fazy działań „bez żadnych ograniczeń” – takich, które on sam określa jako przykład brutalnego łamania prawa, ale dobrze przyjmowanych przez twardy anty-PiS-owski elektorat:
To są działania, które obiektywnie można by uznać za formę całkowicie bezwzględnego, brutalnego łamania prawa. Ale to się jego elektoratowi podoba.
Tutaj Lisicki widzi też „element zemsty na establishmentcie” i zawiści wobec PiS – emocji, na których łatwo budować poparcie dla ostrej linii.
https://wnet.fm/2025/12/02/zamiast-reparacji-jalmuzna-ostre-slowa-budzisza-o-polityce-tuska-wobec-niemiec/
PiS kontra Konfederacja, Konfederacja kontra PiS. „Trzeci korzysta”
Kluczowy zarzut pod adresem Prawa i Sprawiedliwości dotyczy reakcji – a właściwie jej braku – po porażce obozu rządzącego w wyborach prezydenckich i po zwycięstwie kandydata obozu rządowego w TVP.
Zdaniem Lisickiego to był moment, w którym PiS – jako największa partia opozycyjna – powinno było zażądać przyspieszonych wyborów, zbudować narrację o „przegranym plebiscycie Tuska” i twardo uderzyć w rząd.
Zamiast tego energia poszła w konflikty na prawicy:
Zamiast skierowania wszystkich sił przeciwko Tuskowi, Prawo i Sprawiedliwość zajęło się Konfederacją, Konfederacja zajęła się PiS-em. A gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Tym trzecim jest dziś Donald Tusk
– podsumowuje Lisicki.
https://wnet.fm/2025/12/02/mariusz-blaszczak-koalicja-z-grzegorzem-braunem-bylaby-jedna-wielka-kompromitacja/
Grzegorz Braun – konkurent dla PiS i wymarzony „straszak” dla Tuska
Osobny wątek to rola Grzegorza Brauna i jego środowiska. Publicysta zwraca uwagę, że:
-
Braun „żywi się” głównie rozczarowanym elektoratem PiS,
-
w kilku punktach (relacje z Izraelem, imigracja, UE) wyraża poglądy tej części wyborców mocniej i konsekwentniej,
jednocześnie jest idealnym „straszakiem” dla liberalnego elektoratu, ułatwiającym mobilizację po stronie Tuska.
Rozczarowani wyborcy PiS odpływają do Grzegorza Brauna, bo w kilku sprawach mówi głośniej i wyraziściej to, co oni myślą
– uważa Lisicki.
Zwraca też uwagę, że niektóre działania Izraela czy instytucji międzynarodowych – jak kontrowersyjna komunikacja Yad Vashem – tylko wzmacniają narrację Brauna o rzekomej „uległości polskiej polityki wobec Izraela”.
Podobnie jest – jego zdaniem – z Unią Europejską. Decyzje i wyroki TSUE w sprawach światopoglądowych napędzają eurosceptycyzm:
Coraz więcej ludzi dochodzi do wniosku: nie do takiej Unii wchodziliśmy. Miała być pomoc w rozwoju gospodarczym, a jest ideologiczna pętla – mówi Lisicki, wskazując, że na tym zyskuje zarówno Braun, jak i Konfederacja.
PiS między zużyciem a „drugą szansą”
Czy dla PiS jest jeszcze polityczna przyszłość? Lisicki odpowiada: tak, ale nie w dotychczasowej formule.
Z jednej strony partia wciąż ma duże struktury, zakorzenienie i „sentyment” części wyborców. Z drugiej – grozi jej powolne „obumieranie”:
PiS może spadać z 27 na 25, potem na 23 procent, i tak dalej. Taki scenariusz jest jak najbardziej możliwy
– ocenia.
Warunkiem odwrócenia tej tendencji jest – jego zdaniem – prawdziwa wewnętrzna debata, rozliczenie błędów z ostatnich ośmiu lat i odejście od dogmatu o „nieomylności” dotychczasowego kierownictwa.
Lisicki wskazuje, że brak takiej rozmowy skutkuje tym, co wyborcy widzą jako marazm i wewnętrzne przepychanki:
Zamiast dyskusji mamy walki frakcyjne. Ktoś komuś podkłada nogę, ktoś kogoś szturcha, ktoś kogoś poddusza – a na zewnątrz wygląda to jak sparaliżowana partia, której brakuje energii.
Dopiero uczciwa diagnoza własnych błędów – przekonuje – otworzyłaby drogę do „nowych twarzy”, czyli polityków, którzy nie są bezpośrednio obciążeni wszystkimi decyzjami ostatniej władzy i mogą wiarygodnie mówić o twardych negocjacjach z Brukselą, Zielonym Ładem czy migracją.
Jeśli tak się nie stanie, PiS – w wizji Lisickiego – pozostanie ugrzęźnięte między przeszłością a odpływającym do Konfederacji i Brauna elektoratem, podczas gdy Donald Tusk dalej będzie budował swoją pozycję na strachu i dobrze skrojonej propagandzie.
/ad




