Chociaż podobne systemy istnieją w Boliwii, Japonii i Stanach Zjednoczonych, reforma sądownictwa promowana przez rządzącą partię Morena jest wynalazkiem, za który nikt inny nie może przypisać sobie zasług.
Frekwencja na poziomie 13% populacji jest co najmniej sygnałem ostrzegawczym dla rządu Claudii Sheinbaum, który według kilku sondaży cieszy się poparciem na poziomie ponad 80%.
Wszystko można poprawić, wczoraj były pierwsze wybory, zostaną wyciągnięte wnioski, aby móc poprawić się w 2027 roku. To było świetne ćwiczenie, w którym wzięło udział wiele osób – powiedziała w poniedziałek prezydent.
Z wyjątkiem szacowanej frekwencji, wyniki niedzielnych wyborów nie są jeszcze znane: najpierw zostaną ujawnione nazwiska osób wybranych do Sądu Najwyższego, następnie nazwiska nowych organów kontroli sądowej, a następnie nazwiska sędziów w każdym stanie.
Jednak już przed niedzielą można było przewidzieć, że partia rządząca wygra, nie tylko dlatego, że połowa kandydatów została uznana za zwolenników Moreny, ale także dlatego, że opozycja – rozdrobniona i pozbawiona dyskursu – wezwała do wstrzymania się od głosu.
Według sondaży, prawie 70% Meksykanów popierało reformę wymiaru sprawiedliwości, a 60% stwierdziło, że wybory byłyby legalne, gdyby wzięła w nich udział ponad połowa wyborców.
Jak zatem można wytłumaczyć fakt, że tak niewiele osób wzięło udział w głosowaniu?
Wyjaśnienie Sheinbaum
Dla prezydent te 13% jest w rzeczywistości oznaką „sukcesu”. A dla sekretarz spraw wewnętrznych, Rosy Iceli Rodríguez, frekwencja „spełniła oczekiwania”.




