W środę Honda ogłosiła rozstanie z Marc’iem Marquezem. Tym samym końca dobiegł jeden z najbardziej ikonicznych mariaży w historii motocyklowych mistrzostw świata. Hiszpan debiutował w królewskiej klasie MotoGP właśnie na motocyklu Hondy. Rzecz miała miejsce w sezonie 2013.
Już w swoim pierwszym roku startów, mając dwadzieścia lat, kierowca z Katalonii sięgnął po mistrzostwo świata. Dwanaście miesięcy później powtórzył ten wyczyn. W swoich pierwszych siedmiu sezonach w MotoGP Marquez nie zdobył tytułu tylko raz. Wszystkie tryumfy osiągał na motocyklach Hondy.
Od 2020 roku sytuacja się pogarszała. Maszyny Hondy zaczynały odstawać od motocykli innych producentów, a Marquez borykał się z kontuzjami, które od tamtego sezonu w sumie wykluczyły go z niemal trzydziestu weekendów Grand Prix.
Podobnie wygląda obecny sezon. Marquez upadek zaliczył już w pierwszym Grand Prix. W rezultacie nie pojawił się na kolejnych trzech wyścigowych weekendach, a gdy już wrócił, potrafił zaliczyć nawet pięć wywrotek w jeden weekend – przy okazji GP Niemiec. Przede wszystkim wynikały one z bardzo słabych osiągów Hondy, a gdy motocykl nie pozwala walczyć z najlepszymi, jeździec częściej ryzykuje, chcąc zrekompensować straty wynikające z ograniczonych możliwości swojej maszyny.



