Iga popełniła aż 41 niewymuszonych błędów, przy 25 przeciwniczki. Ukrainka zaliczyła 5 asów serwisowych, Iga rapem 2.
Dwie sytuacje są zaskakujące, dlaczego Polka prowadząc w pierwszym secie 5:3, przegrała 5:7. I jakim cudem przegrywając w drugim secie 1:4 doprowadziła do tie-breaku i go wygrała. Myślę, że wszystko leży w głowie zawodniczek. To Iga była faworytką, jest nr 1 WTA i to ona musiała. Elina mogła, nie miała tej presji, co Iga. Wróciła po przerwie macierzyńskiej, pół roku temu, nikt na niej nie wymusza wielkich wyników. Oczywiście daje natchnienie swoim rodakom, w strasznej wojnie z rosyjskim okupantem, ale na korcie, nie musi mieć to kluczowego znaczenia.
Iga wygrała 2 seta, a w trzecim kompletnie niewiele jej wychodziło. Pewnie właśnie zawiódł ten „mental”, była bezradna, tym, że Ukrainka grała kosmicznie, to był tenisowy Mont Everest.
Obie Panie, po meczu nie szczędziły sobie pochwał i słów uznania. Switolina , podziękowała Polce, że wspiera Ukrainę, Iga powiedziała, że będzie teraz kibicowała Elinie, by ta wygrała cały turniej.





