Jan Bogatko o lewackim terrorze na uniwersytetach niemieckich. Porównuje obecną sytuację do rewolucji 1968 r. Założyciel AfD Bend Lucke „który był profesorem uniwersytetu, został brutalnie potraktowany przez bojówki antify na uniwersytecie w Hamburgu”. Jego wykład został przerwany przez bojówkarzy krzyczących, że profesor jest „nazistowską świnią”. Później „podobnie lewacy potraktowali byłego ministra spraw wewnętrznych CDU Thomasa de Maiziere’a”, któremu nie pozwolili wejść na prezentację jego książki, tarasując wejście i zmuszając go od ucieczki.
Frank-Walter Steinmeier poruszył ten temat. Normalnie wali się w prawicę, której w Niemczech praktycznie nie ma.
Winą za tą sytuację korespondent obciąża pośrednio media niemieckie, mówiąc o zdecydowanie lewicowych ciągotach dziennikarzy niemieckich, z których większość wybrałaby Die Linke lub SPD.
Die Linke to po prostu następczyni SED, komunistycznej partii Niemiec. To zupełnie jakby ktoś po wojnie utworzył jakąś partię, która zasadza się na ideałach NSDAP i mówił, że oni już się zmienili.




