Nie tylko Polska staje przed perspektywą wyborów. Również w Argentynie odbędą się wybory być może jedne z najważniejszych w historii tego kraju. 27 października Argentyńczycy będą wybierać nowego prezydenta i parlament. Wybory, które pokażą światu, czy w Argentynie wygra głos rozsądku, czy populizm.
Przykład ekonomii Argentyny może być przestrogą zarówno dla innych krajów Ameryki Łacińskiej, jaki dla świata. Z pewnością Argentyna należy do najważniejszych politycznie i ekonomicznie państw tego regionu. Problem jest jednak gospodarka tego kraju, która od wielu dziesiątek lat dostaje mocnej zadyszki. Co więcej zadyszka ta coraz częściej zamienia się w poważny kryzys. Kryzys, który niestety jest skutkiem dylematu, co powinno wygrać: czy głos rozsądku, czy populizm. W przypadku Argentyny najczęściej niestety wygrywał ten drugi.
Argentyna jeszcze kilkadziesiąt lat temu należała do najzamożniejszych krajów na świecie. Bogactwo nie było jednak równomierne: nierówności społeczne były ogromne. Dlatego też wszelkie populistyczne obietnice zyskiwały poklask. W tym przypadku nie było dylematu o to, co powinno wziąć górę: czy głos rozsądku, czy populizm. Osobą, która po raz pierwszy dostrzegła tę zależność był być może najsłynniejszy przywódca Argentyny Juan Domingo Perón. Zbudował on swój kapitał polityczny na rzekomym wyrównywaniu szans ludności Argentyny. Tę politykę z powodzeniem kontynuowali jego następcy. O ile jednak początkowo gospodarka Argentyny była w stanie udźwignąć populistyczne rozdawnictwo, o tyle w kolejnych latach stawało się to już coraz trudniejsze.
Wydawać by się mogło, że po ciężkim kryzysie, jaki miał miejsce w 2001 roku w programach gospodarczo – społecznych nie powinno się pojawić pytanie, jaką politykę kontynuować: czy postawić na głos rozsądku, czy populizm. Ówczesny przywódca kraju – Néstor Kirchner postawił na głos rozsądku starając się doprowadzić gospodarkę Argentyny do porządku. Jednak rządząca po nim krajem jego małżonka – Cristina Fernández de Kirchner ukazała wyjątkowo populistyczne oblicze. Będąc politycznym sprzymierzeńcem wenezuelskich przywódców: Hugo Cháveza i Nicolása Maduro z powodzeniem wprowadzała ich idee ekonomiczno – polityczne. Rozdawnictwo oraz masowe upaństwawianie wielkich firm (w tym producenta naftowego YPF) doprowadziły do kolejnego kryzysu ekonomicznego. Jego skutkiem była m.in. utrata władzy przez peronistów.



