Ostatni weekend lutego miał być przełomowym czasem dla większości Wenezuelczyków. Obiecana i długo wyczekiwana pomoc humanitarna zawierająca m.in. żywność, leki i środki higieniczne miała wjechać na terytorium tego państwa. Jednak zamiast obiecanej pomocy rząd Wenezueli zgotował niektórym swoim rodakom prawdziwe piekło na ziemi. Pomoc humanitarną tymczasem zastąpiły narzędzia represji. Jednym z miejsc, do których doszło niemalże do rzezi miejscowej ludności było osiedle Kumarakapay w stanie Bolivar.
Należące do indiańskiego ludu Pemón osiedle Kumarakapay leży około godziny jazdy od Santa Elena de Uairén, w pobliżu granicy z Brazylią. Lud Pemón niemalże od początku wydarzeń z ostatnich kilku tygodni stanął po stronie tymczasowego prezydenta kraju, Juana Guaidó. Zaoferował on również swoją pomoc przy transporcie związanym z pomocą humanitarną, która miała wjechać na teren kraju od strony Brazylii.
Tymczasem, jak można się było tego domyślać, reżim Nicolása Maduro od początku nie chciał się zgodzić na wjazd pomocy humanitarnej na teren Wenezueli. Swoją niechęć argumentował on zwłaszcza fałszywym stwierdzeniem, że Wenezuelczycy takowej pomocy nie potrzebują. Co więcej ustawione na granicach blokady oraz uzbrojone po zęby oddziały Boliwariańskiej Gwardii Narodowej miały na celu niewpuszczenie konwojów z pomocą humanitarną na teren Wenezueli. W międzyczasie wszystkie osoby przeszkadzające w tejże akcji miały spotkać się z represjami.
Jednak takie represje dotknęły również przypadkowe osoby. Strzały oddane w stronę protestujących Indian Pemón dotknęły wielu z nich. Również i tych, którzy w demonstracjach nie brali udziału. Wynikiem tych działań jest śmierć kilku Indian Pemón oraz kilkanaście rannych osób z osiedla Kumarakapay.



