Paweł Bobołowicz, korespondent Radia WNET na Ukrainie, był przez kilka świątecznych dni (chodzi o święta wschodnich chrześcijan) w przyfrontowej strefie niedaleko Doniecka. W relacji dla Radia WNET mówił jak wygląda życie żołnierzy i mieszkańców miejsca gdzie toczy się niekończąca wojna
Ojciec Siergiej Dmitriev (Valerija Dmitrieva-Moskvitina) kierownik Eleos-Ukraina i kapelan niezależny, w czasie Świąt Wielkanocnych na ukraińskie pozycje wojskowe jeździ nie tylko z modlitwą, ale też z darami świątecznymi, które mają przypomnieć żołnierzom o normalnym życiu w ich domach i rodzinnych świętach. Modlitwie na froncie często towarzyszy huk wystrzałów i eksplozji.
Marjinka to miejscowość położona na przedmieściach Doniecka, punkcie kontrolnym dzielącym Donbas na zajęty i należący do Ukrainy. Pozycje separatystów położone są w niej czasem zaledwie 100 metrów od ostatnich punktów ukraińskiej obrony. Obrzeża miasta cały czas narażone są na ostrzał snajperów i pomimo, że o wiele rzadziej niż rok temu, to jednak stałym elementem jest huk eksplozji.
Miasto jest ostrzeliwane z moździerzy, a ostatniej nocy strzelano również z granatników. I właściwie nie ma pewności, że nagle gdzieś nie spadnie zabłąkany, albo celowo wystrzelony pocisk.



