W poniedziałek do Warszawy przylatuje z wizytą kanclerz Angela Merkel, będzie to po Paryżu druga stolica, którą odwiedzi szefowa niemieckiego rządu od momentu zaprzysiężenia nowego gabinetu: Wizyta pani kanclerz jest sprawą bardzo poważną. Pamiętajmy, że była poprzedzona wizytą ministra spraw zagranicznych Heiko Maasa. To pokazuje, że to, co twierdzi totalna opozycja, o izolacji politycznej, jest po prostu nieprawdą. Polska jest istotnym partnerem dla Niemiec. (…) W ostatnich dniach niemiecki minister spraw wewnętrznych odniósł się do polityki Komisji Europejskiej wobec Polski i podkreślił, że ta polityka musi się zmienić. Możemy liczyć na ocieplenie relacji z Berlinem.
Zdaniem poseł Gosiewskiej, kwestia budowy kolejnych nitek gazociągu łączącego Rosję i Niemcy po dnie Bałtyku pozostanie punktem sporny między Berlinem a Warszawą: Stanowisko, że gazociąg Nord Stream II to projekt gospodarczy. Pani kanclerz Merkel zaprezentowała kilka miesięcy wcześniej, jeszcze w rozmowie z premier Beatą Szydło. Jednak widać, że coraz więcej krajów popiera polskie stanowisko krytyczne, wobec budowy tego gazociągu. Liczymy na zmianę stanowiska Wielkiej Brytanii, o co ostatnio apelowała grupa brytyjskich posłów.
Wiceprzewodnicząca sejmowej komisji spraw zagranicznych odniosła się również do wyborów w Rosji: To była walka o uzyskanie wcześniej przyjęty wyników oraz o odpowiednią frekwencję. O frekwencję władza szczególnie dbała, zachęcając ludzi do wzięcia udziału w głosowaniu. Można powiedzieć, że Putin to skromny polityk, bo mógł sobie zażyczyć wyniku w wysokości 110 procent, a on chciał tylko 70 proc poparcia.
Zdaniem gościa Poranka Wnet, warto sobie zadać pytanie: Czy cały chaos w Europie, nie wynika z konsekwentnej polityki Rosji. Rosja zawsze grała konfliktem i dobrze na tym wychodziła. Europa Zachodnia zawsze liczyła, że poprzez wciąganie Putina w zachodnią orbitę, uda się go obłaskawić. Dla Putina, każdy, kto rozmawia w zachodnioeuropejskich standardach, okazuje swoją słabość. To dobrze pokazuje sytuacja wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku. (…) Dlaczego nikt w sposób zdecydowany, nie zareagował na działania w kierunku aneksji Krymu? Można powiedzieć, że zabrakło wtedy Lecha Kaczyńskiego.




