„W 2013 roku przyjechaliśmy tutaj pierwszy raz, żeby zrobić rozeznanie. Na dwa miesiące. Byliśmy miesiąc w Cuenca, miesiąc tutaj, w Vilcabambie. I po tych dwóch miesiącach zdecydowaliśmy, że trzeba pozamyka pewne rzeczy tam, w Teksasie i przyjechać tu na stałe” powiedziała mi w wywiadzie Katarzyna Matląg, znana w okolicy jako Kasia. Z Polski wyjechała dwadzieścia pięć lat temu. Mieszkała w Stanach Zjednoczonych, a cztery lata temu zdecydowała się na przeprowadzkę do Ekwadoru.
Siedzimy w eleganckim mieszkaniu w maleńkiej Vilcabambie. „Nieeuropejskość” zdradzają jedynie luksfery w kącie pokoju – w podłodze. Dosyć często spotykane w Ekwadorze zabudowanie świetlika. Pijemy herbatę, a właściwie napar z różnych ziół, wśród których rozpoznaję trawę cytrynową i rumianek. Do tego naturalny miód pszczeli. Smaczny napój – i zdrowy. To właśnie głównie kwestie zdrowotne sprawiły, że Kasia postanowiła wyjechać do Ekwadoru. Zdrowa, pełnowartościowa żywność, świeże powietrze i górska woda.

Katarzyna Matląg znana jako Kasia. Od czterech lat mieszka w Ekwadorze
Z czegoś trzeba się tu utrzymać
„Duży procent ludzi, którzy tu są to emeryci, którzy z tej emerytury się utrzymują. Powiedziałabym, że więcej niż połowa ludzi [przyjezdnych] w Vilcabambie to są emeryci. A może nawet sześćdziesiąt, siedemdziesiąt procent”.
W przypadku Polaków proporcje są trochę inne. Mieszka tu na stałe Bogdan, którego nie miałem okazji poznać, a który rzeczywiście jest na emeryturze. Przebywał akurat w Kanadzie, gdzie jednak zdecydował się jeszcze trochę dorobić. Emerytami są Basia i Jurek, którzy na co dzień mieszkają w Kanadzie, jednak na kilka miesięcy w roku przyjeżdżają do Vilcabamby. Kupili tu kawałek ziemi, aktualnie budują do niej drogę. Jednak pozostali utrzymują się z różnej działalności zawodowej. Jacek pracuje głównie z domu, z komputerem.
Kasia jest brokerem ubezpieczeniowym, więc, jak sama mówi, spędza dużo czasu przed komputerem i z telefonem w ręku. Ale to nie jej jedyne zajęcie. Jeszcze podczas wywiadu opowiada mi o akupunkturze dłoni. Później proponuje, że może ją na mnie przeprowadzić – wspomniałem mimochodem o chronicznych bólach kolan. Chwilę później siedziałem przy biurku, a Kasia naciskała różne punkty na moich palcach, by potem wbić igły w te najbardziej bolesne. Akupunkturę rąk poznała w Polsce kilkanaście lat temu. Do tamtego momentu nie mogła chodzić bez wkładek ortopedycznych. Po kilku zabiegach już ich nie używa.
Igły w palcu nie bolą, chociaż wbijanie nie należy do najprzyjemniejszych. Potem pół godziny siedzenia z lewą ręką zawieszoną w powietrzu i jestem wolny. Wyciąganie igieł jest jeszcze gorsze niż ich wbijanie. Jeżeli bolałyby mnie aktualnie kolana, to na pewno zapomniałbym o tym bólu. Nie ma dużo krwi, ranki zasklepiają się błyskawicznie.








