„Hej Borzankowe imie nigdy nie zaginie!
Hej ani na wiersycku, ani na dolinie!”
Pan Michał Borzęcki, właścicielem karczmy, jest przedsiębiorcą z Nowego Targu i radnym powiatowym – działa społecznie, dlatego nie pobiera żadnych pieniędzy z kasy powiatu.
„Hej, popijoj, popijoj, Borzanka nie mijoj.
Hej, Borzanka nie minies, nie bój sie nie zginies?”
Tak śpiewali wędrowcy, przemierzający szlak winny i solny z Węgier z Egeru i Tokaju przez Niedzicę, Czorsztyn, Dębno, Nowy Targ do Wieliczki. Dzisiejsza arczma „U Borzanka” kiedyś była zabytkowym zajazdem z wozownią, wzniesionym pod koniec XVIII wieku z kamienia łupanego i cegły, tynkowanym, z korpusem poprzedzonym portykiem wspartym na dwu kolistych filarach, kryty gontem. Jego historia była bardzo burzliwa, ale dopiero „komuniści doprowadzili do tego, że zajazd zawalił się”.
W 1976 roku wywłaszczyli ówcześni władcy PRL-u Borzanka z zajazdu. Przechodził on z rąk do rak i systematycznie ulegał degradacji. „W 1990 roku w wyniku braku jakichkolwiek prac budowlanych oraz braku dozoru obiekt zawalił się”- czytamy na stronie internetowej karczmy. W 1992 roku odzyskał grunt i to co zostało z samej nieruchomości. Na uroczyste otwarcie musiał jednak poczekać ponad 10 lat.




