Stefan Truszczyński
Witold Kieżun
Dzieciństwo sielskie, anielskie?
Wspomnienia profesora Witolda Kieżuna o dzieciństwie na Wileńszczyźnie oraz o stosunkach narodowościowych na wschodzie przedwojennej Polski. O przeszłość pytał Stefan Truszczyński.
We wcześniejszych rozmowach wspominaliśmy różne okresy Pana życia – Afrykę, Pana pracę na wielu stanowiskach, mówiliśmy o strasznym czasie gułagów, ale należałoby zacząć od początku. Gdzie się Pan urodził, w jakiej rodzinie?
Moja rodzina od wieków mieszkała na Wileńszczyźnie. Urodziłem się w Wilnie. Mieszkaliśmy na jego przedmieściu, Zwierzyńcu. Mój ojciec był lekarzem, a w momencie moich urodzin – lekarzem wojskowym, oficerem. Codziennie przyjeżdżał konno żołnierz z drugim koniem, ojciec wsiadał na konia i jechał do szpitala.
Był bardzo znanym człowiekiem, także dlatego, że był bardzo wysoki – miał 2 metry wzrostu. W ówczesnych czasach to był fenomen. Ja mam metr dziewięćdziesiąt, niestety (śmiech) nie doszedłem do wzrostu ojca.
Ojciec był też filistrem Korporacji Polonia, bo skończył studia w Dorpacie, gdzie powstała ta korporacja, i brał udział w corocznej defiladzie 3 maja razem z całym korpusem. Zawsze niósł sztandar, ponieważ był najwyższy i silny. Imponował wszystkim, bo przechodząc przed wojewodą i dowództwem wojskowym, z generałem, trzymał ten ciężki sztandar jedną ręką. Wszyscy go oklaskiwali. W Wilnie był człowiekiem bardzo popularnym.




