Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polityka

Trwa pierwsza tura wyborów parlamentarnych we Francji. Frekwencja niższa niż oczekiwano do 17 głosowało tylko 40 procent

Partia prezydencka stoi przed szansą zdobycia większości, co umożliwiłoby jej samodzielne rządy i realizację reform gospodarczych, które były głównym tematem kampanii w zmaganiach o Pałac Elizejski.
Trwa pierwsza tura wyborów parlamentarnych we Francji. Frekwencja niższa niż oczekiwano do 17 głosowało tylko 40 procent

Fot. PAP/EPA/CHRISTOPHE PETIT TESSON

Frekwencja w pierwszej turze wyborów parlamentarnych, które odbywają się w niedzielę we Francji, jest niższa niż podczas głosowania w 2012 roku; o godz. 17 wyniosła 40,75 proc. – podało francuskie ministerstwo spraw wewnętrznych.

Na tym etapie wyborów pięć lat temu zagłosowało już 48,31 proc. Francuzów. Do południa głos oddało tylko 19,24 proc. uprawnionych – to o wiele mniej niż 23 kwietnia, w pierwszej turze wyborów prezydenta. Do południa głosowało wtedy 28,54 proc. wyborców.

[related id=”23900″]We Francji w niedzielę od 8 rano rozpoczęła się pierwsza tura wyborów Parlamentarnych. O 577 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym ubiegać się będzie 6500 kandydatów. Wybory odbędą się w systemie większościowym, w okręgach jednomandatowych. Do zdobycia mandatu potrzeba w pierwszej turze ponad 50% głosów. Jeśli w okręgu nikt nie uzyska takiego wyniku, 18 czerwca odbędzie się tam druga tura wyborów.

Głosowanie rozpoczęło się o godz. 8, a zakończy o godz. 20; w mniejszych miejscowościach możliwe jest zakończenie głosowania już o godz. 18, jeżeli lokalne władze tak zadecydują. Projekcje wyników znane będą po zakończeniu głosowania.

Frekwencja w I turze wyborów parlamentarnych do godz. 12 wyniosła 19,24% uprawnionych do głosowania – poinformowało MSW. W poprzednich wyborach parlamentarnych przed pięcioma laty frekwencja w tym czasie była wyższa – 21,06% uprawnionych do głosowania.


Francuzi bez entuzjazmu głosują w I turze wyborów parlamentarnych. Dziennikarka radia publicznego powiedziała Polskiej Agencji Prasowej, że nie może wybaczyć Jean-Lucowi Melenchonowi rozbicia lewicy.

Dotąd – tłumaczyła – „głosowałam na wspólną listę PC (partia komunistyczna) i Front de Gauche (Front Lewicy). A on wprowadził rozłam. Tak jestem wściekła, że zagłosowałam na Partię Piratów (marginalne stronnictwo występujące pod hasłem „piratować, hakować, dzielić się”). – Tak zrobiłam w I turze, a za tydzień? Nie wiem, ale chyba wrzucę białą kartkę – powiedziała.

Gerard Blanc, działacz związku zawodowego CFTC (Francuska Konfederacja Pracowników Chrześcijańskich) przy SNCF (kolejach państwowych) przyznaje, że w tym roku był „zagubiony, jak nigdy dotąd”. Pierwszym powodem jest „prezentacja kandydatów”, którą otrzymał w pękatej kopercie. Jak mówił, zauważył, że tylko PS, ekolodzy i komuniści występują pod szyldami swych partii. – Czy oni się boją własnych szyldów? – pyta retorycznie Gerard i tłumaczy, że „w wyborach do parlamentu głosuje się przecież przede wszystkim na przedstawicieli ugrupowań, a dopiero potem na nazwiska”.

[related id=”13680″]

– Najpierw zauważyłem, że aż trzech kandydatów przedstawia się jako „większość prezydencka”, wśród nich „stary, socjalistyczny kacyk, niegdyś minister SW, Daniel Vaillant – opowiada związkowiec o swym „przedwyborczym torze przeszkód”.

Ten „straszny bigos” powiększa jeszcze fakt, że choć jest mieszkańcem XIX dzielnicy Paryża, jego rejon wyborczy to głównie dzielnica XVIII „z doklejonym kawałeczkiem dziewiętnastki”. – Geografia elektoralna to też kawał polityki – komentuje związkowiec.

Isabelle Chopin jest właścicielką ekologicznego gospodarstwa w Normandii i działaczką związku rolniczego Confédération Paysanne (Konfederacja Chłopska). Jej mąż Patrick postanowił nie głosować w tych wyborach, a ona wciąż się waha: „- ie ufam Jean-Lucowi Melenchonowi. Choć podobają mi się jego idee i dynamika, uważam, że ma przerost ego. Może zagłosuję na bardziej klasyczną lewicę, choć wciąż nie wiem, czy wybierać mam znaną twarz, czy też stawiać na kogoś nowego.

– Rzeczywistość jest mętna – rozwija swą myśl pani Chopin – system jest zgniły, ale to my daliśmy mu zgnić. Jesteśmy niewinni, ale odpowiedzialni za to – stwierdza i zastanawia się, czy codzienna praca nie jest ważniejsza od głosowania na deputowanych. – W akcji związkowej łatwiej mówić, co się robi i robić, co się mówi – kończy Isabelle Chopin.

Inny dziennikarz – rozmówca PAP nie ma wątpliwości: – Głosowałem na Macrona od I tury wyborów prezydenckich. Żeby być konsekwentnym, dziś oddałem głos na LREM (La Republique en Marche, partia prezydencka). No i przede wszystkim, żeby dać mu możliwość skutecznego sprawowania władzy.

PAP/WJB/JN, MoRo

Przeczytaj więcej

Danzig zamiast Gdańska. Wpadka Tuska przy Macronie wywołuje burzę
Danzig zamiast Gdańska. Wpadka Tuska przy Macronie wywołuje burzę
Prof. Piotr Gliński: premier doprowadził państwo do bankructwa
Prof. Piotr Gliński: premier doprowadził państwo do bankructwa
Robert Winnicki: PiS bez przełomu, Trump bez planu
Robert Winnicki: PiS bez przełomu, Trump bez planu