Tu 8 marca, czyli Międzynarodowy Dzień Kobiet, obchodzony jest zawsze. – Tak jak to było 50 lat temu, tak i teraz szef przychodzi z kwiatami i z czekoladkami. Przedtem może było trochę lepiej, bo były bilety do teatru i kina, ale teraz zakład się zmniejszył i ma mniejsze obroty – mówi pani Stanisława Zawadzka, w Pracy Kobiet od 49 lat, dziś odpowiadająca za kontakt z klientami. Wielu zna od lat, bo – jak mówi – zadowoleni z jakości usług i z sentymentu wracają do starego zakładu przy ul. Saskiej.
– Zakład, ten konkretnie, istnieje od 1968 r., ale w ogóle jako spółdzielnia pracy kobiet działa od 1948 r. Założyła go kobieta dla innych kobiet, bo po wojnie wiele z nich nie miało pracy. Początkowo warunki były przeokropne – panie prały w wannach, ręcznie; chemiczne czyszczenie było w benzynie. Musiały sobie radzić. Oprócz prania spółdzielnia dawała im pracę przy zbiorze ziemniaków czy truskawek – wyjaśnia pani Stanisława.
Jak mówi, spółdzielni zdarzyło się prać stroje ludowe czy 60-letnią suknię ślubną babci, w której do ołtarza chciała iść jej wnuczka. – Zdarzyło się także, że wnuki, po śmierci dziadka, przyniosły do prania jego garnitur. Spytałam, czy przejrzeli kieszenie, bo może postawił im jakiś spadek. Oglądam garnitur, patrzę w kieszenie – i faktycznie – plik banknotów był. Bardzo byli zaskoczeni – wspomina.




