Według informacji niemieckiego nadawcy radiowo-telewizyjnego SWR obywatel Afganistanu mieszkający w Niemczech od około dziesięciu lat został oskarżony o zabójstwo studenta politologii. Tragedia odbiła się szerokim echem również dlatego, że z rodzicami ofiary spotkał się kanclerz Niemiec. To wydarzenie natychmiast ożywiło dyskusję o skuteczności systemu deportacji. Politycy zapowiedzieli zwiększenie liczby lotów odsyłających do Afganistanu osoby skazane za przestępstwa oraz te, które nie uzyskały prawa pobytu.
Talibowie jako partner
Zapowiedzi brzmią stanowczo, ale praktyka okazuje się znacznie trudniejsza. Jak opisuje tygodnik Die Zeit, każda deportacja do Afganistanu wymaga współpracy z władzami kontrolowanymi przez talibów. To właśnie ich przedstawiciele muszą potwierdzić tożsamość deportowanych oraz wystawić dokumenty umożliwiające powrót do kraju.
Bez takiej zgody samolot po prostu nie odleci. To oznacza, że państwo, które oficjalnie nie utrzymuje normalnych relacji dyplomatycznych z talibskim reżimem, jest jednocześnie zmuszone do praktycznej współpracy z jego administracją. Eksperci zwracają uwagę, że taki mechanizm daje stronie afgańskiej znaczną kontrolę nad całym procesem. Jeżeli władze w Kabulu odmówią potwierdzenia tożsamości konkretnej osoby albo opóźnią wydanie dokumentów, deportacja staje się niemożliwa.
Według Die Zeit obecny system funkcjonuje głównie w pojedynczych przypadkach i daleko mu do sprawnego mechanizmu umożliwiającego masowe wydalenia.




