Teraz na antenie:
Radio Wnet
Opinie

Krok po kroku… w stronę zagłady Zachodu?

Czy Zachód wkracza w fazę cywilizacyjnego upadku? Adam Gniewecki odwołując się do koncepcji brytyjskiego historyka Arnolda Toynbee'ego, analizuje współczesne przemiany polityczne, społeczne i kulturowe, wskazując, że wiele z nich przypomina symptomy schyłku cywilizacji opisane przez jednego z najwybitniejszych historiozofów XX wieku.
Krok po kroku… w stronę zagłady Zachodu?

Plac Zamkowy – obraz po upadku cywilizacji zachodniej, fot. AI

Według słynnego brytyjskiego historyka Arnolda Toynbee (1889–1972), nazywanego „historiozofem wszechczasów”, rozkład cywilizacji zawsze przychodzi od wewnątrz, a symptomy upadku można zawrzeć w pięciu krokach, streszczonych i znajdujących uproszczoną interpretację we współczesnej publicystyce i mediach społecznościowych.

Wspomniane pięć kroków to:

  1. degeneracja elit,
  2. upadek filozofii,
  3. upadek religii,
  4. upadek sztuki,
  5. napięcia społeczne.

Czynniki zewnętrzne – wojny, najazdy, migracje, kataklizmy – mogły „powalić jedynie cywilizację, już przeżartą zepsuciem od środka”.

Toynbee przez 20 lat analizował i szukał wyjaśnień uniwersalnych mechanizmów, które kierują cywilizacjami, sprawiając, że rozwijają się one lub upadają. Przebadał 21 cywilizacji, z których 13 już nie istnieje, a pozostałe osiem było za jego czasów w fazach schyłkowych.

Toynbee opisał sześć tysięcy lat historii, dając podstawy do snucia wniosków co do etapu, na jakim znajduje się dzisiaj nasza cywilizacja.

Spójrzmy na dzisiejszy stan cywilizacji zachodniej – czy, jeśli ktoś woli, chrześcijańskiej albo łacińskiej. Jakby jej nie nazwać, jest to nasza cywilizacja. Cywilizacja antyku grecko-rzymskiego, chrześcijaństwa i oświecenia.

Popatrzmy na „ewolucję” jej elementów i kierunek zmian. Co dzisiaj o naszej cywilizacji powiedziałby Arnold Toynbee?

Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy bulwersującą i świeżą „sprawę” Szpitala Południowego zaliczyć jako krok pierwszy – czyli degenerację elit – czy też jako krok piąty – czyli napięcia społeczne.

Ponieważ z właśnie ujawnionego horroru-skandalu wyłania się oszałamiający natężeniem barw, świateł i ekspresji obraz degeneracji „elit” politycznych (elit w znaczeniu wyodrębnionych grup), skutkujący narastającym napięciem w permanentnie przez nie oszukiwanym społeczeństwie, uznałem, iż trudno rozdzielić degenerację elit od napięć społecznych.

Zatem połączyłem krok pierwszy z krokiem piątym.

Krok 1. Degeneracja elit i napięcia społeczne

Skandal Szpitala Południowego to nie tylko obraz organizacji, a właściwie dezorganizacji ochrony zdrowia. To kwestia mentalności oraz wrażliwości ludzkiej i społecznej.

Jak można spokojnie zasnąć ze świadomością, że dzisiaj albo kiedyś spowodowało się albo przyczyniło do spowodowania cichej, urągającej ludzkiej godności śmierci człowieka bezbronnego w jakimś brudnym kącie? Pacjenta, który z ufnością powierzył ci BYDLAKU swoje życie.

To dotyczy wszystkich stron tego dramatu. Lekarzy i pacjentów, urzędników i administracji państwowej. Beneficjentów, organizatorów, wykonawców i milczących świadków.

Lepiej trwożliwie udać, że się nie widzi, że się nie wie. „Mogą mnie zwolnić.” „Jak się postawię, lekarz nie zbada mnie jak trzeba. ”Na kogo się oburzacie? Na siebie samych się oburzajcie! To wy, tak właśnie wy, zgotowaliście sobie ten los! Trzeba było w 2023 zachować się jak trzeba! Może nie byłoby idealnie, wszak nie myli się tylko ten, kto nic nie robi, ale byłoby lepiej, bardziej po ludzku, a już takich potworności nie byłoby na pewno.

Tu dedykuję rodakom słowa Georga Orwella: „Ludzie, którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów nie są ich ofiarami. Są ich wspólnikami.”

Krok 1. Degeneracja elit i napięcia społeczne

Poza – najświeższą wielką aferą Szpitala Południowego – napięcia społeczne są wywoływane przez nierówności ekonomiczne, wysokie koszty życia, na przykład: najwyższe na świecie ceny energii elektrycznej i niebotyczne różnice w zarobkach.

Problem nielegalnej, półlegalnej i legalnej emigracji oraz związane z nim słuszne obawy o bezpieczeństwo – kto chce nożowników na ulicach? – znacznie podnosi poziom i tak już wysokiego napięcia w podzielonym na dwa nieustępliwe obozy społeczeństwie.

Rozzuchwalone bezkarnością, zdegenerowane obecnie – pożal się Boże – rządzące ugrupowanie polityczne versus ciamajdowata, kunktatorska, zdolna jedynie do narzekania – pożal się Panie znowu – opozycja.

Przez osiem lat mieć wszystko i nie zrobić z tym nic, to zbrodnia i zdrada.

Zbrodnia, bo jak powiedział, odnosząc się do polityki, Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord – francuski polityk i mąż stanu, uznawany za jednego z najwybitniejszych dyplomatów w historii Europy: „To gorsze niż zbrodnia – to błąd.” Hasło Clintona „gospodarka głupcze” dobre jest w Stanach Zjednoczonych, którym, co jak co, ale utrata niepodległości nie grozi.

Ale w Polsce?! „Wolność i suwerenność głupcze” – po pierwsze.

Cała gospodarcza i finansowa reszta nie ma sensu, gdy upada suwerenność, a wolność jest coraz poważniej zagrożona. Jak dotychczas napięcia społeczne nie wywołują proporcjonalnie silnej reakcji.

Tak zwana sprawa Epsteina obnażyła zepsucie i degenerację światowych elit politycznych, finansowych, naukowych i artystycznych oraz resztek arystokracji. Z różnych części świata.

Nie mam złudzeń, że ujawnione opinii publicznej nazwiska to czubek góry lodowej. To jej malusieńki czubeczek, który szybko przykrył atak na Iran.

Tak dramatyczna decyzja, właśnie w tym momencie, wywołała wątpliwości ze strony ważnych amerykańskich polityków i dziennikarzy, a nawet byłego agenta Mosadu, co do „samodzielności” prezydenta USA w podjęciu decyzji o przyłączeniu się w tej wojnie do Izraela.

Były agent Mosadu powiedział otwarcie w wywiadzie na portalu X, że prezydent Trump działał w tej sprawie pod wpływem „izraelskiego szantażu” materiałami ze sprawy Epsteina.

Sprawa Epsteina obnażyła prawdziwe oblicze światowych degeneratów, zboczeńców i przestępców.

Powaliła autorytety. Kto nami rządzi? Kto nam mówi, co jest dobre, a co złe? Kto nas poucza, jak żyć? Kto rozstrzyga, co ładne, a co nie? Kto decyduje o kierunkach polityki? Wojnie czy pokoju?

Powiecie, że „drogowskaz nie musi biec w kierunku, który wskazuje”. Dobrze, ale nie może biec w kierunku przeciwnym. Żyjemy w cywilizacji zaprzeczającej kanonom i pojęciom, na których powinna się dogmatycznie opierać.

To pseudocywilizacja, w której „majestacie”, ubrani w uniformy obywatele jednego państwa, na wezwanie tzw. polityków – swoich przywódców – mordują obywateli państwa arbitralnie uznanego przez wodzów za „wrogie”.

Szeroko zamknięte oczy i zakryte uszy innych krajów „cywilizowanych” widzą i słyszą to, co im wiedzieć wygodnie, a reagują na tyle, na ile leży to w ich „dobrze pojętym” interesie.

Tuby „światowych przywódców” i szefów synekuralnych organizacji międzynarodowych automatycznie nadają koncerty wyświechtanych komunałów, a praktyka i tak opiera się na sile, pieniądzu, chwilowym interesie i innych wielkich oraz najnowszych zdobyczach cywilizacyjnych.

Czy to w ramach powszechnie głoszonej tolerancji i kanonów cywilizacyjnych świat akceptuje negowanie przez przywódców jednych krajów prawa do istnienia oraz wolności innych państw i ich narodów oraz przyrównywanie ich do zwierząt?

Wobec odmawiania innym prawa do życia, do należnego własnego państwa, do ludzkiej godności, wyrazy zaniepokojenia, potępienia, surowe i kategoryczne oburzenie itd. to o wiele za mało. Szczególnie, że działania i słowa tak zwanych cywilizowanych mężów stanu podążają na ogół w różne strony.

W 2024 roku odnotowano około 9 milionów zgonów rocznie z przyczyn związanych z głodem i niedożywieniem, a około 673 miliony ludzi doświadczały chronicznego głodu (niedożywienia). To wszystko w czasach kosmicznych podróży turystycznych.

Ten dramatyczny, słabo zauważany stan nie poprawia się, a wręcz odwrotnie – stale i tragicznie się pogarsza.

Są inne, większe zmartwienia, jak wolność w internecie, walka z praktycznie nieistniejącym już rasizmem i urojoną homofobią, rozstrzygnięcie, ile płci zmieści się w jednym człowieku, albo ile gazów cieplarnianych wydziela jedna średnio wypasiona, niepraworządna krowa o skłonnościach faszystowskich.

Jeśli to nie objawy degeneracji, to co to jest? Parlamenty – europejski i polski – stały się wylęgarniami, inkubatorami i przechowalniami przestępców.

Eva Kaili, wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, znalazła się w centrum śledztwa dotyczącego przyjmowania łapówek od przedstawicieli Kataru i Maroka. W jej mieszkaniu znaleziono torby i walizki wypchane pieniędzmi.

Pani Kaili w 2022 roku została odwołana ze stanowiska, choć jeszcze do końca kadencji, czyli do roku 2024, cieszyła się funkcją europosłanki.

Podejrzani w tej samej sprawie Marc Tarabella i Andrea Cozzolino także dotrwali w PE do końca kadencji w roku 2024. W sprawach tej trójki toczą się od dawna procesy przed sądami, a wyroków jak nie było, tak nie ma.

Jeszcze nieodkryci koledzy wyżej wymienionych, w europodziwie i otoczeni euroszacunkiem, pełnią radośnie europarlamentarne funkcje.

Doświadczeni w materii twierdzą, że to tylko mały ułamek powszechnej w tym środowisku korupcji, jako przykład podając dochodzenie w sprawie szczepionkowych kombinacji przypisywanych szefowej Komisji Europejskiej, które zbłądziło i ugrzęzło.

Rekord świata pobił bohater warszawskiej afery śmieciowej Włodzimierz Karpiński. Aresztowany w lutym 2023 r. opuścił areszt pod koniec tego samego roku bezpośrednio po to, by objąć mandat posła do Parlamentu Europejskiego – gdzie cieszy się immunitetem, wysokimi dochodami oraz szacunkiem należnym politykowi europejskiemu.

Warszawski parlament stara się brukselskiemu postępowi dotrzymać kroku. Do Sejmu wybrano obywatela, który od dawna przed rodzimą prokuraturą chronił się za granicą.

Następnie, już jako wybrany poseł, triumfalnie przybył „z ziemi włoskiej do Polski” pod immunizujące sejmowe skrzydła i został na Wiejskiej radośnie powitany.

Mamy także posłów i senatorów, których immunitety ratują przed rozliczeniem uzdrawiających kopert czy zagranicznych i krajowych apartamentów. I jak w przypadku PE, tak w naszym, zdaniem znawców, to co widać, to tylko wykryty i ujawniony malutki kawałeczek bagna.

„O tempora o mores” – powtórzyłby Cycero. Dewiacje stają się prestiżową, nietykalną normą, a normalność jest krępująca, jak kiedyś „wstydliwa choroba”.

Miażdżąca mniejszość dyktuje podkulonej większości, co dobre, a co złe, co normalne, a co nienormalne, co myśleć, a czego nawet w myśli nie myśleć, co to tolerancja, a co nietolerancja, co jeść można, a czego nie, co lubić, a czym pogardzać, jak i czy żyć oraz kiedy i jak umierać. Od poczęcia do grobowej deski – „niebo z widokiem na raj”!

Unia Europejska upiera się przy wprowadzaniu do gospodarek jej członków praw i zasad kłócących się nie tylko z ekonomią, ale i ze zdrowym rozsądkiem oraz prawem dotkniętych tym szaleństwem krajów.

Masowe przyjmowanie obcych kulturowo emigrantów, Zielony Ład, systemy ETS, umowa UE–MERCOSUR i pożyczka SAFE to milowe kroki ku samozagładzie, do cywilizacyjnego upadku. Rozglądnijcie się wokół. Czy on już się nie zaczął?

Krok 2. Upadek filozofii

Filozofia ma dziś znacznie mniejszy wpływ na debatę publiczną niż w starożytności czy epoce nowożytnej. Znaczy mniej niż w wieku XX, w czasach Arnolda Toynbee’ego.

Dzisiaj w kulturze masowej dominuje szybka informacja, rozrywka i przekaz emocjonalny, nie zaś pogłębiona refleksja. Wielu komentatorów zwraca uwagę na spadek zainteresowania klasycznymi pytaniami o prawdę, dobro i sens życia.

Debata publiczna bywa zdominowana przez polaryzację poglądów i media społecznościowe, co nie sprzyja filozoficznemu namysłowi. Odpowiedniejsze byłoby tu raczej pytanie: czy współczesne elity intelektualne potrafią tworzyć przekonujące odpowiedzi na największe wyzwania cywilizacyjne?

Nie, nie potrafią. Za to potrafią kluczyć między kłopotliwymi pytaniami i dawać głos poparcia sprawom, w które same nie wierzą.

Na przykład globalne ocieplenie i dwutlenek węgla jako jego sprawca, pokrętne definicje tolerancji i normalności, interpretacja prawa „pod zamówienie” itp., itd. Tak, można mówić o znacznym osłabieniu społecznego znaczenia szeroko rozumianej filozofii.

Krok 3. Upadek religii

Papież nie staje zdecydowanie w obronie coraz bardziej prześladowanych i mordowanych na całym świecie chrześcijan, a w Europie Zachodniej odsetek osób identyfikujących się jako chrześcijanie spadł z poziomu 80–95 proc. w latach 70.–80. XX w. do około 50–55 proc. obecnie.

Jednocześnie gwałtownie wzrosła liczba osób deklarujących brak religii. Spadek liczby powołań kapłańskich jest znacznie większy niż liczby wiernych. Na przykład we Francji w latach 60. odnotowywano około 1000 święceń rocznie, zaś w roku 2025 było ich tylko 90. W tym samym okresie liczba księży w tym kraju zmniejszyła się z około 65 do 12 tys.

Paradoks polega na tym, że chrześcijaństwo jako religia światowa nadal rośnie liczebnie, głównie dzięki szybkiemu wzrostowi w Afryce i części Azji, natomiast Europa Zachodnia doświadcza jednego z najsilniejszych procesów sekularyzacji na świecie, zarówno pod względem praktyk religijnych, identyfikacji z chrześcijaństwem, jak i liczby nowych powołań kapłańskich.

W ostatnich dekadach wiele państw o chrześcijańskich korzeniach doświadcza wyraźnego spadku religijności.Coraz mniej osób uczestniczy w praktykach religijnych, maleje liczba powołań kapłańskich, a wiara przestaje odgrywać centralną rolę w życiu społecznym.

Czy jest to nieunikniony skutek rozwoju cywilizacyjnego, czy raczej przejaw głębszego kryzysu wartości? Z jednej strony proces sekularyzacji wiąże się z rozwojem nauki, wzrostem poziomu wykształcenia oraz rosnącym znaczeniem indywidualizmu.

Współczesny człowiek częściej samodzielnie poszukuje odpowiedzi na pytania dotyczące sensu życia, nie odwołując się do autorytetów religijnych.

Z drugiej strony osłabienie roli religii może prowadzić do zaniku wspólnotowości oraz tradycji, które przez wieki stanowiły fundament europejskiej kultury.

Jest to także wynik natarczywej sekularyzacji prowadzonej przez marksistowskich budowniczych „nowego wspaniałego świata”, wmawiających „masom”, że świeckość oznacza większą wolność światopoglądową i otwartość na różnorodność. W rzeczywistości to droga do utraty moralnych drogowskazów i osłabienia więzi społecznych.

Niezależnie od przyjętej perspektywy upadek religijności w krajach kultury chrześcijańskiej jest jednym z najważniejszych procesów społecznych XXI wieku i z pewnością będzie wpływał na kształt przyszłych pokoleń.

Należy zadać sobie pytanie, czy niezaprzeczalny spadek religijności w krajach kultury chrześcijańskiej to znak czasu, upadku religii czy początku nowej epoki.

Krok 4. Upadek sztuki

W efekcie postępu technicznego, otwierającego możliwość docierania przekazu do szerokich grup odbiorców – nawet tych, którzy go sobie nie życzą – cywilizacja zachodnia przeżywa dominację kultury masowej nad sztuką wysoką.

Tak zwana „sztuka współczesna”, przekonując, że „wszystko jest sztuką”, upowszechnia łatwy relatywizm estetyczny oraz używa prowokacji i szoku jako substytutu wartości estetycznych.

Pogłębia się spadek znaczenia kanonu i warsztatu, ale za to rośnie komercjalizacja twórczości artystycznej.

W tym duchu pisali m.in. Oswald Spengler (1880–1936) – niemiecki filozof historii, historyk kultury i publicysta, najbardziej znany z dzieła Zmierzch Zachodu, czy Roger Scruton (1944–2020) – brytyjski filozof, pisarz i komentator publiczny, znany z prac z zakresu estetyki, filozofii polityki i konserwatyzmu, choć nie byli tożsami z Toynbeem.

Używając popularnej i rozszerzonej interpretacji przypisywanej Toynbeemu, można stwierdzić, że część cech współczesnej kultury zachodniej to „etap upadku sztuki”.

Z perspektywy samego Toynbeego trafniejsze byłoby stwierdzenie, że cywilizacja zachodnia wykazuje wyraźne symptomy fazy dezintegracji – polaryzację i napięcia społeczne, upadek autorytetów, degenerację i trudności elit w odpowiadaniu na nowe wyzwania, znaczny spadek religijności w cywilizacji Zachodu i postępujący upadek sztuki.

Ocena, czy jest to już nieodwracalny schyłek, pozostaje przedmiotem sporu wśród historyków i filozofów historii.

Adam Gniewecki

Przeczytaj więcej

PiS nie wie, gdzie walczyć o wyborców?
PiS nie wie, gdzie walczyć o wyborców?
Węgry zmieniają reguły gry. Prof. Grosse: To wykracza poza standardy demokracji
Węgry zmieniają reguły gry. Prof. Grosse: To wykracza poza standardy demokracji
Setki tysięcy emerytów ofiarami anarchistycznej polityki rządu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego
Setki tysięcy emerytów ofiarami anarchistycznej polityki rządu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego