Sprawa, która zelektryzowała opinię publiczną, nabiera nowego tempa. Prokuratura i sąd, decydując o trzymiesięcznym areszcie dla publicysty, mogły dopuścić się uchybień, które – zdaniem obrony – bezwzględnie kwalifikują tę decyzję do uchylenia. Leszek Kraskowski usłyszał zarzuty, jednak kulisy policyjnych i sądowych czynności budzą coraz więcej pytań.
Dowód na glinianych nogach
Najnowsze ustalenia dziennikarza Radia Wnet, Jakuba Pilarka, rzucają zupełnie nowe światło na rzekome dowody winy. Głównym filarem oskarżenia miał być mail z groźbami wysłany do komendanta policji ze skrzynki w serwisie Proton.me. Prokuratura twierdziła, że dowodem na autorstwo Kraskowskiego jest użyta w mailu sygnatura akt, którą dysponował dziennikarz.
Tymczasem, jak ustalił Jakub Pilarek, śledczy do dzisiaj nie stworzyli nawet listy osób, które miały dostęp do tej sygnatury. Na pytanie portalu Wnet.fm, czy w tym gronie mógł znajdować się osobisty wróg dziennikarza, rzecznik prokuratury odpowiedział lakonicznie, że „trwa ustalanie”.

Prokuratura nadal nie zna listy osób, które mogły znać sygnaturę akt, wskazaną w mailu rzekomo wysłanego przez Leszka Kr…
Przecież jeżeli sygnatura była znana osobie, do której Kraskowski wzywał policję, to równie dobrze można postawić tezę, że to ta osoba założyła skrzynkę w serwisie Proton.me, podpisała konto „Leszek Kraskowski” i wysłała maila z sygnaturą, by zemścić się na swoim wrogu – pisze w swoim tekście Jakub Pilarek.




