Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

O Bartoszu Marmolu, Dildo Bagginsie, sztuce opowiadania i płycie, co nie boi się zaglądać pod powierzchnię pozornie nudnej codzienności

Niektóre muzyczne historie, które pojawiają się na chwilę, rozbłyskują jak fajerwerk i równie szybko znikają. Ale – na szczęście! – przydarzają się projekty, których narodzinom człowiek przygląda się przez lata, słysząc pierwsze szkice piosenek, pierwsze wątpliwości, pierwsze zachwyty i pierwsze rozczarowania. Dla mnie właśnie taką historią pozostaje Dildo Baggins.
O Bartoszu Marmolu, Dildo Bagginsie, sztuce opowiadania i płycie, co nie boi się zaglądać pod powierzchnię pozornie nudnej codzienności

Nie ukrywam, że patrzę na ten projekt z perspektywy szczególnej. Razem z Radiem Wnet i moją autorską audycją „Muzyczna Polska Tygodniówka” emitowaną na antenie irlandzkiego radia Near FM w Dublinie byliśmy swego rodzaju ojcami chrzestnymi tego przedsięwzięcia. Nie na chwilę, nie przy okazji jednej premiery czy jednego wywiadu. Raczej na dobre i na złe. Od pierwszych nagrań, przez kolejne albumy, po dziesiątki godzin rozmów o muzyce, życiu, literaturze, poezji i tym wszystkim, co sprawia, że człowiek chce jeszcze słuchać, czytać i marzyć.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Bartoszem Marmolem aka Dildo Bagginsem:

Przez te lata rozmawialiśmy z Bartkiem Marmolem nie tylko o piosenkach. Rozmawialiśmy o pracy, która potrafi człowieka zmęczyć, o muzyce, która potrafi go uratować, o wyobraźni pozwalającej wyrwać się poza własny horyzont. Rozmawialiśmy nad kuflem piwa w dublińskich pubach, pomiędzy półkami z winylami, podczas niekończących się poszukiwań kolejnych gitar, które – jak wiadomo – kupuje się nie dlatego, że są potrzebne, lecz dlatego, że człowiek wciąż wierzy, iż gdzieś czeka ten jeden, idealny instrument.

Pamiętam wieczory, podczas których przeglądaliśmy kolejne wydania płyt U2, The Waterboys czy Van Morrisona. Pamiętam rozmowy o Leonardzie Cohenie, Grabarzu, Kaczmarskim i Marku Grechucie. Pamiętam zachwyty nad starymi winylami, które noszą na sobie ślady poprzednich właścicieli niczym zmarszczki na twarzy człowieka. Pamiętam również długie dyskusje o tym, czy współczesna piosenka może jeszcze być literaturą.

Po latach słuchania kolejnych odsłon Dildo Bagginsa wiem jedno: absolutnie może! Jego najnowszy album „Pijak i Złodziej” jest tego najlepszym dowodem.

Od debiutu do „Pijaka i Złodzieja”

Historia Dildo Bagginsa zaczęła się od projektu, który w założeniu miał być czymś niemal prywatnym. Kilka piosenek, trochę osobistych historii, być może forma artystycznego oczyszczenia. Tymczasem debiutancki album „Dla wszystkich dziewczyn, nie dla wszystkich chłopców” okazał się jednym z najgłośniejszych niezależnych wydawnictw początku lat dwudziestych.

Płyta ukazała się w czerwcu 2021 roku. Na albumie 13 utworów, z których każdy niesie ze sobą zupełnie inną, muzyczną opowieść, która tworzy spójną i nostalgiczną całość.

Jak zaznaczał wówczas Bartosz Marmol, znany także z kreacji Administratorra, Administratorra Electro i albumów z liderem Komet Lesławem, album Dildo Bagginsa powstał w życzliwym płomieniu i przyjacielskim wsparciu redakcji muzycznej Radia WNET:

Radio Wnet jest rzeczywiście ojcem i matką chrzestną całego projektu. (…) Dildo Baggins zaczął publikować swoją muzykę już w grudniu. Wtedy wyszedł „Bezglutenowy”. Od tamtego momentu można rzec, że za każdym małym krokiem Dilda Bagginsa podążało Radio Wnet. – komentuje Bartosz Marmol.

Kolejna płyta „Samozadowolenie” tylko umacniła pozycję Bartka Marmola jako autora o wyjątkowej wrażliwości literackiej.

„Pijak i Złodziej” stanowi naturalną kontynuację tej drogi. To album bardziej świadomy, dojrzalszy, ale jednocześnie zachowujący charakterystyczną dla autora lekkość opowiadania o sprawach ciężkich. Sam tytuł narodził się z prostego pomysłu – dwóch folderów w telefonie. Do jednego trafiały piosenki bardziej „bujające”, do drugiego te ostrzejsze i bardziej gitarowe. Z czasem oba światy połączyły się w jedną opowieść.

I właśnie ta pozorna prostota okazuje się jedną z największych (obok wielu) zalet Marmola:

On naprawdę potrafi znaleźć metafizykę w zwyczajności, a poezję w historii o promocji na masło czy wymyślonym chłopaku z czasów szkolnych.

Tekst jako miejsce prawdy

Najciekawszym aspektem twórczości Dildo Bagginsa pozostaje jednak sposób pracy ze słowem. Marmol nie pisze tekstów po to, by ozdobić muzykę. To raczej muzyka staje się przestrzenią dla historii.

Na „Pijaku i Złodzieju” szczególnie wyraźnie słychać zmianę metody twórczej. Autor przyznaje, że wiele utworów zaczynało się od pojedynczych fraz zapisywanych w telefonie lub notesie. Zasłyszane zdania, obrazy, skojarzenia – wszystko mogło stać się początkiem piosenki. Tak narodziło się „Niejednemu psu na imię miłość”, jeden z najbardziej przejmujących utworów na płycie. To piosenka oparta na jednej frazie, która z czasem rozrosła się do pełnej opowieści o relacjach, tęsknocie i ludzkiej potrzebie bliskości.

W tym właśnie tkwi siła Marmola. Nie moralizuje. Nie wygłasza manifestów. Raczej pokazuje fragment rzeczywistości i pozwala słuchaczowi dopowiedzieć resztę. Dlatego jego utwory bywają interpretowane na dziesiątki sposobów. Każdy słyszy w nich własne doświadczenia, własne lęki i własne wspomnienia.

Zapowiadając Go na antenie mawiam, że „to muzyka, która nie daje gotowych odpowiedzi a raczej zadaje pytania.”

„Pijak i złodziej” – najlepsza płyta Dildo Bagginsa?

Choć dyskografia Dildo Bagginsa już wcześniej zawierała znakomite momenty, to „Pijak i Złodziej” wydaje się albumem najbardziej kompletnym. Przede wszystkim dlatego, że udało się tu osiągnąć rzadką równowagę między ironią a powagą. Marmol nadal potrafi być zabawny, przewrotny i autoironiczny, ale pod powierzchnią niemal każdej piosenki kryje się coś znacznie głębszego.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje utwór „Ja jestem poniedziałek”. To prawdopodobnie najważniejsza kompozycja na całej płycie. Autor wykorzystuje figurę znienawidzonego dnia tygodnia jako metaforę zbiorowych frustracji, niespełnionych ambicji i społecznego zmęczenia. Poniedziałek staje się tu symbolem człowieka, który ciągle czegoś oczekuje od życia, a jednocześnie nie potrafi zrobić kroku naprzód.

To właśnie w takich piosenkach Bartek Marmol pokazuje w pełnym słońcu pełnię swoich możliwości jako autora tekstów. Nie buduje wielkich narracji, bowiem wystarczy mu jedno trafne zdanie, jeden obraz czy jedna metafora.

Równie mocno wybrzmiewa „Masło”, którego geneza jest niemal komiczna, a efekt końcowy zaskakująco poważny. Historia rodzinna, sklepowa promocja i walka o kostki masła stają się punktem wyjścia do refleksji o strachu, niepewności i ludzkich mechanizmach obronnych.

Powrócę też do piosenki „Niejednemu psu na imię miłość”, nagranej z udziałem Kafi Ficaj z duetu „BAiKA”. To jedna z najbardziej emocjonalnych piosenek w katalogu Dildo Bagginsa, niby delikatna jak naszyjnik rosy na pajęczej sieci, ale jednocześnie przejmująca i pełna trwogi analizując współczesność pozbawioną duchowej głębi oraz miłość, która skazywana jest na zapomnienie na tartanie codziennego sprintu. Pytanie, gdzie tak się spieszymy? A może wciąż biegniemy niekoniecznie szukając mety, bo nie wiemy, co jest naszym pragnieniem i sensem…   

Album nie jest jednak wolny od ryzyka. Marmol momentami świadomie rezygnuje z przebojowości na rzecz opowieści. Niektóre utwory wymagają czasu i kilku przesłuchań. Ale właśnie dzięki temu „Pijak i Złodziej” pozostaje w głowie na długo po zakończeniu odsłuchu. To płyta, która nie próbuje przypodobać się wszystkim. I właśnie dlatego działa.

Ludzie, którzy pomagają budować muzykę

Istotnym bohaterem tej historii jest również studio Serakos oraz duet Magda i Robert Srzedniccy. Dla Marmola to znacznie więcej niż producenci. To współtwórcy świata Dildo Bagginsa.

Ich relacja przypomina długoletnie partnerstwo oparte na zaufaniu. Po kilkunastu wspólnie zrealizowanych albumach słowa przestają być najważniejsze. Wystarczy pomysł, szkic utworu, kilka zdań. Reszta dzieje się niemal intuicyjnie. W czasach, gdy wielu artystów nieustannie zmienia producentów i muzyczne otoczenie, taka konsekwencja wydaje się wartością samą w sobie. Słychać ją również na „Pijaku i Złodzieju”. Album brzmi spójnie, naturalnie i bez zbędnego efekciarstwa.

Na uwagę zasługuje także udział gości. Szczególnie symboliczna okazała się współpraca z Krzysztofem Grabowskim (Strachy na Lachy, Pidżama Porno). Dla Bartosza Marmola było to spełnienie wieloletniego marzenia. Efekt nie sprawia jednak wrażenia marketingowego zabiegu ku chwale mas i algorytmów. To spotkanie dwóch artystycznych wrażliwości, które wzajemnie się uzupełniają.

Muzyka jako sposób na życie

Jednym z najciekawszych wątków rozmowy jest historia samego Bartosza Marmola, chłopaka ze wsi, który bardzo wcześnie nauczył się ciężkiej pracy (tak było i ze mną i dopisuję to dumą). Człowieka, który wszedł w świat biznesu, odniósł sukces, a później świadomie zrezygnował z części zawodowych ambicji, by odzyskać przestrzeń dla rzeczy naprawdę ważnych.

W jego opowieści muzyka nie jest hobby. Jest sposobem rozumienia świata.

To właśnie dzięki niej – jak sam przyznaje – potrafił wyobrazić sobie inne życie. Lepsze, ciekawsze, bardziej zgodne z własną naturą. Muzyka stała się narzędziem budowania przyszłości, jeszcze zanim ta przyszłość miała szansę zaistnieć. Może dlatego w jego piosenkach tak często pojawia się temat marzeń. Nie tych wielkich, spektakularnych, ale małych i codziennych. Takich, które pozwalają przetrwać poniedziałek, ciężką pracę czy życiowe rozczarowania.

Bartosz Marmol nie romantyzuje rzeczywistości. Wie, czym jest wysiłek, frustracja i zmęczenie. Ale równie dobrze wie, że bez wyobraźni człowiek staje się jedynie wykonawcą kolejnych obowiązków.

Historia zmyślonego chłopaka i siła opowieści

Na zakończenie rozmowy pojawia się historia, która mogłaby być gotowym scenariuszem krótkiego filmu. Dziewczyna z liceum, która nie miała partnera na studniówkę, wymyśliła sobie chłopaka. Opowiadała o nim znajomym, tworzyła jego historię, czekała na jego przyjście. Nigdy się nie pojawił.

Po latach właśnie ta opowieść stała się inspiracją dla jednej z piosenek na albumie. To bardzo charakterystyczne dla Marmola. Nie interesują go wielkie wydarzenia. Szuka emocji ukrytych w drobnych sytuacjach. W rzeczach, które większość ludzi uznałaby za nieistotne. A przecież właśnie z takich historii składa się życie.

Między śmiechem a wzruszeniem

„Pijak i Złodziej” jest albumem o człowieku. O jego słabościach, kompleksach, marzeniach i poczuciu humoru. To płyta, która potrafi jednocześnie rozbawić i wzruszyć. W jednej chwili opowiada historię o maśle, by chwilę później mówić o samotności, lęku czy potrzebie miłości.

Największą wartością tej muzyki pozostaje jednak autentyczność. W czasach przesytu treści, marketingowych narracji i starannie wyliczonych emocji Dildo Baggins przypomina, że najciekawsze historie nadal rodzą się z uważnego patrzenia na świat.

„Pijak i Złodziej” nie jest tylko kolejną płytą w dyskografii Bartosza Marmola. To zapis pewnego etapu życia. Dojrzałego, świadomego, ale wciąż pełnego ciekawości.

I właśnie dlatego słucha się go tak, jak czyta dobre książki… Dd pierwszej strony do ostatniego dźwieku.

Tomasz Wybranowski

Bartosz Marmol, jako Dildo Baggins. Fot. Igor Toporowski

Przeczytaj więcej

Dildo Baggins kontratakuje krążkiem „Pijak i złodziej”. Kilka notatek z Dublina o Bartku Marmolu i płycie, która przyszła we właściwym czasie
Dildo Baggins kontratakuje krążkiem „Pijak i złodziej”. Kilka notatek z Dublina o Bartku Marmolu i płycie, która przyszła we właściwym czasie
Czesław Ryszka i jego porywająca biografia Zofii Kossak. Wydawnictwo Biały Kruk
Czesław Ryszka i jego porywająca biografia Zofii Kossak. Wydawnictwo Biały Kruk
Sacro Expo 2026 w Kielcach. Trzy dni spotkań, sztuki i inspiracji
Sacro Expo 2026 w Kielcach. Trzy dni spotkań, sztuki i inspiracji