
Friedrich Merz

– Te zakupy nie są niepotrzebne. One są po prostu niewystarczające, żeby mówić o odstraszaniu Federacji Rosyjskiej – twierdzi Marek Budzisz. Ekspert bije na...
Prowadzący:
Sytuacja polityczna w Niemczech staje się coraz bardziej napięta. Za naszą zachodnią granicą wyraźnie rośnie w siłę ugrupowanie Alternatywa dla Niemiec (AfD), którego prorosyjskie sympatie nie są dla nikogo tajemnicą.
Dla Warszawy oznacza to konieczność natychmiastowego zrewidowania dotychczasowej polityki wobec Berlina. Dotychczasowy, względny konsensus w niemieckich elitach dotyczący bezpieczeństwa Europy Środkowej może wkrótce przejść do historii.
W niemieckiej myśli strategicznej od dekad ścierają się dwie skrajne wizje. Pierwsza zakłada głęboką konsolidację świata zachodniego w twardej rywalizacji z Moskwą. Druga to powrót do historycznych tradycji układania się z Rosją ponad głowami Polaków.
Ta druga koncepcja, uosabiana dawniej przez kanclerza Ottona von Bismarcka, w ostatnich latach święciła triumfy w postaci projektów gazociągów Nord Stream. Dziś te nastroje znowu dochodzą do głosu w niemieckich kręgach biznesowych i politycznych.
– W Niemczech wciąż silna jest linia Bismarcka, zakłada ona porozumienie między Niemcami a Rosją, niewykluczone, że kosztem interesów państw Europy Środkowej – ocenia Marek Budzisz, analityk ds. międzynarodowych.
Zdaniem eksperta, prorosyjskie tendencje są widoczne nie tylko na skrajnej prawicy. Nadal pozostają one silne w rządzącej SPD, a także wewnątrz chadecji, co stawia Polskę w niezwykle trudnej pozycji negocjacyjnej.
Prawdziwym testem dla stabilności niemieckiej sceny politycznej będą nadchodzące, jesienne wybory landowe w Saksonii oraz Saksonii-Anhalt. Sondaże wskazują tam na gigantyczną przewagę skrajnej prawicy.
Jeśli AfD przejmie samodzielną władzę w którymś z tych regionów, federalny system Niemiec zostanie sparaliżowany. Landy posiadają bowiem ogromne kompetencje i realny wpływ na politykę całego państwa.
– W Saksonii-Anhalt istnieje ryzyko, że AfD będzie miała samodzielne rządy. To w sposób gruntowny przemodeluje niemiecką scenę polityczną – ostrzega Marek Budzisz.
Dla Polski kluczowe powinno być porzucenie złudzeń, że Niemcy są trwałym i niezmiennym partnerem. Warszawa musi aktywnie wpływać na sytuację wewnętrzną u sąsiada, wzorem innych dojrzałych demokracji.
Niestety, największą przeszkodą w prowadzeniu skutecznej polityki zagranicznej przez Polskę pozostaje nasze własne „piekiełko polityczne”. Spory partyjne paraliżują działania dyplomatyczne na kluczowych kierunkach.
Niemiecka klasa polityczna potrafi mówić jednym głosem w sprawach racji stanu, niezależnie od tego, kto akurat sprawuje władzę w Berlinie. W tym samym czasie w Warszawie dyplomacja staje się kolejną ofiarą wojen domowych.
– I w jednym, i w drugim przypadku MSZ był obszarem zdobyczy partyjnej, a nie obszarem polityki państwowej – punktuje Marek Budzisz, odnosząc się do rządów zarówno Zjednoczonej Prawicy, jak i obecnej koalicji rządzącej.
Ekspert podkreśla, że przenoszenie wewnętrznych konfliktów na arenę międzynarodową skrajnie nas osłabia w starciu z tak sprawnym graczem jak Niemcy. Dopóki polski MSZ nie zostanie odpartyjniony, Polska nie będzie w stanie skutecznie zabezpieczyć swoich interesów narodowych.