Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

Od Radia Zet do Radia Wnet. Skowroński: bunt to coś, co mi towarzyszy

– Radio powinno być miejscem prawdziwego spotkania z rzeczywistością, a nie tylko dobrze zaprogramowaną maszyną do nadawania treści – mówił Krzysztof Skowroński w rozmowie z Katarzyną Adamiak. W wywiadzie opowiadał o zmianach w polskich mediach po 1989 roku, kulisach odejścia z Radia Zet oraz budowie własnej rozgłośni.
Od Radia Zet do Radia Wnet. Skowroński: bunt to coś, co mi towarzyszy

Krzysztof Skowroński w studiu Radia Wnet

Od przypadku do Radia Zet

Krzysztof Skowroński wspominał, że jego wejście do świata mediów było w dużej mierze dziełem przypadku. Jak opowiadał, początki pracy radiowej nie wynikały z wcześniejszych planów czy marzeń o zawodzie dziennikarza. Wszystko zaczęło się od ogłoszenia o naborze do Radia Gazeta, które usłyszał przypadkiem podczas słuchania Programu Trzeciego Polskiego Radia.

Skowroński przyznawał, że początkowo sam pomysł „radia-gazety” wydawał mu się absurdalny. Mimo to postanowił pojawić się na naborze organizowanym przez zespół tworzący późniejsze Radio Zet. Jak wspominał, atmosfera początku lat 90. sprzyjała eksperymentom, a media dawały poczucie ogromnej wolności i możliwości tworzenia czegoś całkowicie nowego.

– Usłyszałem w radiu, że jest nabór do Radia Gazeta. Pomyślałem sobie: ktoś będzie siedział w radiu i czytał gazety. To jest kompletny nonsens – wspominał.

Ile kosztuje wolność? Krzysztof Skowroński przed 17 urodzinami odsłania kulisy budżetu Radia Wnet
Ile kosztuje wolność? Krzysztof Skowroński przed 17 urodzinami odsłania kulisy budżetu Radia Wnet

– My żyjemy w deficycie. To jest prawdopodobnie 30-40 tysięcy złotych miesięcznie – ujawnia Krzysztof Skowroński. Twórca…

Jak opowiadał, na miejscu spotkał m.in. Marię Wiernikowską oraz Janusza Weissa. Właśnie wtedy rozpoczęła się jego wieloletnia przygoda z radiem. Skowroński podkreślał, że początki Radia Zet były zupełnie inne niż współczesne media komercyjne — mniej sformalizowane, bardziej spontaniczne i oparte przede wszystkim na osobowościach ludzi tworzących antenę.

– To było radio wolnych ludzi. Można było zrobić dowolne rzeczy, nawet przeczytać wierszyk w trakcie wiadomości i nikt się specjalnie tym nie przejmował – mówił Skowroński.

Radio jako przestrzeń eksperymentów

W rozmowie z Katarzyna Adamiak Skowroński szeroko opowiadał o atmosferze panującej w pierwszych latach Radia Zet. Jak podkreślał, była to przestrzeń ogromnej kreatywności, improwizacji i eksperymentów, które dziś byłyby trudne do wyobrażenia w dużych komercyjnych mediach działających według sztywnych formatów.

Wspominał m.in. nietypowe akcje antenowe, dynamiczne audycje i dużą swobodę prowadzących. W jego ocenie tamten okres był wyjątkowy także dlatego, że radio tworzyli ludzie wychowani jeszcze w realiach PRL, którzy po 1989 roku nagle dostali przestrzeń do pełnej swobody twórczej.

– To było radio młodych ludzi i wielkich eksperymentów. Andrzej Wojciechowski lubił takie rzeczy, które wywracały wszystko do góry nogami – opowiadał.

Skowroński wspominał także własne audycje, m.in. „Śniadanie” czy „Jazdę Polską”. Jak podkreślał, w radiu najważniejsze było dla niego to, by rozmowa żyła własnym rytmem, a dziennikarz nie dominował nad gośćmi. W jego ocenie dobre radio powinno wydobywać emocje, charakter i autentyczność rozmówców, a nie być jedynie odczytywaniem przygotowanego scenariusza.

– W radiu najważniejsze jest, żeby samo grało. Żeby z gości wyszła osobowość i żeby ta dusza pokazała się w radiu – mówił.

Bunt przeciw formatowaniu mediów

Duża część rozmowy dotyczyła konfliktu w Radiu Zet i odejścia grupy dziennikarzy w 2000 roku. Skowroński przekonywał, że spór nie dotyczył wyłącznie kwestii personalnych, ale przede wszystkim wizji radia i sposobu traktowania dziennikarzy. W jego ocenie media zaczęły coraz mocniej podlegać komercjalizacji, a antena była podporządkowywana badaniom marketingowym i oczekiwaniom reklamodawców.

Jak wspominał, radio zaczęło stopniowo odchodzić od autorskiego charakteru i swobody twórczej na rzecz ścisłego formatowania anteny. Coraz większe znaczenie miały długość wejść, tempo audycji czy playlisty muzyczne układane według biznesowych wskaźników.

– Miało być zgęszczone radio: 30 sekund, 15 sekund, wszystko uporządkowane i do tego koszmarna playlista – wspominał.

Skowroński podkreślał, że bunt dziennikarzy był próbą obrony podmiotowego traktowania ludzi pracujących przy mikrofonie. Jak zaznaczał, wielu dziennikarzy miało poczucie, że radio zaczyna być produktem zarządzanym jak korporacja, a nie miejscem twórczej pracy.

– Chodziło o to, żeby dziennikarz nie był tylko kimś, kto ma wykonać polecenie w określonym czasie – mówił.

Jak przypominał, z Radia Zet odeszło wówczas 28 osób. Pojawił się także pomysł stworzenia własnej rozgłośni, która zachowałaby bardziej autorski i niezależny charakter.

– Powstała spółka G28 i wystąpiliśmy o koncesję radiową. Byliśmy bardzo blisko – wspominał Skowroński.

„Dziennikarze przestali pytać”

Redaktor naczelny Radia Wnet szeroko komentował także zmiany, jakie zaszły w polskich mediach po 1989 roku. W jego ocenie jednym z najważniejszych momentów było stopniowe przechodzenie dziennikarzy od zadawania pytań do politycznego komentowania rzeczywistości.

Skowroński podkreślał, że dawniej fundamentem pracy dziennikarskiej była dociekliwość i umiejętność słuchania rozmówcy. Jego zdaniem współczesne media coraz częściej opierają się natomiast na gotowych tezach, emocjonalnych sporach i szybkim komentowaniu wydarzeń jeszcze zanim pojawi się próba ich zrozumienia.

– Moja mama powiedziała: „to koniec dziennikarstwa, bo przestajecie pytać, a zaczynacie opowiadać” – wspominał.

W ocenie Skowrońskiego właśnie wtedy media zaczęły coraz mocniej wchodzić w logikę politycznego konfliktu. Jak zaznaczał, dziennikarz przekonany o własnej nieomylności przestaje być ciekawy rozmówcy i rzeczywistości.

– Jak ktoś już wie wszystko, to po co ma zadawać pytania? – mówił Skowroński.

Program Trzeci i narodziny Radia Wnet

W rozmowie pojawił się także wątek kierowania Programem Trzecim Polskiego Radia. Skowroński wspominał, że po objęciu stanowiska dyrektora chciał przywrócić antenie autorski charakter i większą swobodę dla dziennikarzy. Jego zdaniem Trójka miała ogromny potencjał i nie powinna kopiować modelu stacji komercyjnych walczących wyłącznie o słuchalność.

Podkreślał, że radio publiczne powinno mieć ambicję tworzenia bardziej wymagających audycji i szukania własnej tożsamości programowej. W jego ocenie Program Trzeci miał wyjątkową markę i ogromne możliwości, których nie wykorzystywano w pełni.

– Trójka była jak lotniskowiec. Miała ogromne możliwości i nie powinna ścigać się z komercyjnymi stacjami – mówił.

Po odejściu z Programu Trzeciego część dziennikarzy zdecydowała się pójść razem ze Skowrońskim. Tak rozpoczęła się historia Radia Wnet. Jak podkreślał, od początku chodziło o stworzenie medium bardziej niezależnego, otwartego na różne środowiska i mniej podporządkowanego politycznej czy komercyjnej presji.

– Radio Wnet powstało z potrzeby wolności i robienia radia po swojemu – podkreślał.

„Radio powinno być teatrem życia”

Pod koniec rozmowy Krzysztof Skowroński mówił o przyszłości radia i wyzwaniach związanych z rozwojem nowych technologii. Jak zaznaczał, media muszą dziś odnaleźć się w świecie YouTube’a, mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji, ale nie mogą utracić swojego podstawowego charakteru.

W jego ocenie siłą radia nadal pozostaje bezpośredniość, spontaniczność i możliwość opowiadania świata „na żywo”. Skowroński podkreślał, że radio powinno oddawać emocje, atmosferę wydarzeń i prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem, a nie być wyłącznie perfekcyjnie wyprodukowanym produktem medialnym.

– Chciałbym, żeby radio było teatrem rozmaitości i miejscem prawdziwego spotkania z rzeczywistością – mówił Skowroński.

Przeczytaj więcej

Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks