Teraz na antenie:
Radio Wnet

Stanisław Janicki nie żyje. Tak nauczył Polskę starego kina

Odszedł Stanisław Janicki — człowiek, którego głos i sposób opowiadania o kinie zapisały się w pamięci kilku pokoleń widzów. Miał 92 lata. Dla jednych był legendą Telewizji Polskiej, dla innych przewodnikiem po przedwojennym filmie, a dla jeszcze innych po prostu kimś, kto w niedzielne popołudnie otwierał drzwi do świata starego kina. Program „W Starym Kinie”, który prowadził od 1967 do 1999 roku, był jednym z najdłużej nadawanych programów filmowych w historii polskiej telewizji.

W rozmowie z Radiem Wnet Olga Gaertner ze StaryKino.pl i Muzeum Warszawy mówi o nim nie tylko jako o postaci telewizyjnej, ale też jako o człowieku bliskim, autentycznym i niezwykle ważnym dla całego środowiska miłośników dawnego kina. „Wspólne głosy są takie, że Stas Janicki nauczył ich starego kina” – podkreśla. I dodaje, że gdyby nie on, „większość z nas o starym kinie wiedziałaby niewiele albo nawet nic”.

Stanisław Janicki nie żyje. Tak nauczył Polskę starego kina
26.05.2026
11 min
Stanisław Janicki nie żyje. Tak nauczył Polskę starego kina

Prowadzący:

„W Starym Kinie” – program, który wszedł do pamięci widzów

Dla bardzo wielu osób wspomnienie Stanisława Janickiego zaczyna się od charakterystycznego początku programu. W rozmowie przywołane zostaje nawet jego klasyczne wejście: „Witam państwa serdecznie w Starym Kinie”. Ten krótki wstęp, połączony z muzyką, która dziś natychmiast przywołuje skojarzenie z jego programem, stał się czymś więcej niż telewizyjną formułą. Dla wielu widzów był po prostu elementem rytuału, do którego wracali przez lata.

Olga Gaertner mówi o tym bardzo osobiście. Przyznaje, że kiedy tylko usłyszała ten fragment i muzykę kojarzoną z „W Starym Kinie”, „aż jej się oczy zaszkliły”. To pokazuje, że dla pokolenia wychowanego w latach 80. i 90. Stanisław Janicki nie był tylko prezenterem. Był stałym elementem domowej pamięci i kulturowym punktem odniesienia.

Kim był Stanisław Janicki dla widzów

W tej rozmowie bardzo mocno wybrzmiewa jeden wątek: Janicki nie był figurą z telewizji, która poza ekranem staje się kimś innym. Według Olgi Gaertner był dokładnie takim samym człowiekiem w prywatnej rozmowie, jakim pozostawał w programie. „Ten głos pana z telewizora to był dokładnie ten głos i ten ton, jakim Staś Janicki mówił do wszystkich ludzi. To był dokładnie ten człowiek” – mówi.

To ważne świadectwo, bo tłumaczy, dlaczego tak wiele osób reaguje dziś na jego śmierć z autentycznym wzruszeniem. Janicki nie budował wizerunku opartego na dystansie, pozie czy medialnej kreacji. „On nikogo nie udawał, on nikogo nie grał, nie szukał rozgłosu, nie szukał poklasku, on się po prostu dzielił swoją wiedzą, swoją pasją, swoim zainteresowaniem” — słyszymy w rozmowie.

Fenomen programu „W Starym Kinie”

Olga Gaertner tłumaczy, że siła programu nie polegała wyłącznie na samym doborze filmów. Kluczowy był sposób, w jaki Stanisław Janicki wprowadzał widzów w świat danego obrazu. To były krótkie zapowiedzi, ale bardzo precyzyjnie zbudowane. Potrafił wydobyć z filmu to, co najciekawsze, i podać to w taki sposób, by natychmiast zainteresować widza. „Stanisław w tych swoich krótkich wprowadzeniach wiedział, na co zwrócić uwagę, żeby widza zainteresować” – podkreśla rozmówczyni.

W tym sensie „W Starym Kinie” było czymś więcej niż pasmem z archiwalnym filmem. To był autorski kurs patrzenia na kino. Dla widza, który nigdy wcześniej nie widział danego tytułu, te kilka minut wprowadzenia mogło całkowicie zmienić sposób oglądania. Dzięki Janickiemu nawet „szeleszczące”, przerywane klatki dawnego filmu przestawały być dla odbiorcy barierą. Zaczynały mieć kontekst, wagę i znaczenie.

Przypadek, który zmienił polską telewizję

Co ciekawe, sam Stanisław Janicki nie wszedł do programu jako jego zaplanowany od początku gospodarz. Jak przypomina Olga Gaertner, stało się to „całkowitym przypadkiem”, bo początkowo miał jedynie zastąpić kogoś w innym programie o tematyce filmowej. To właśnie później jego fascynacja kinem przedwojennym wybuchła z pełną siłą. Dużą rolę odegrał tu profesor Teplitz, który zachęcił Janickiego do napisania pracy magisterskiej o Eugeniuszu Cękalskim. To od tego momentu przedwojenne kino stało się jego wielką życiową pasją.

Gaertner zaznacza, że choć Janicki interesował się także kinem włoskim i filmem lat 50. oraz 60., to o kinie przedwojennym opowiadał „z takim błyskiem w oku”, który był od razu wyczuwalny. I zapewne właśnie ten błysk sprawił, że jego program nie był suchą lekcją historii, ale żywym spotkaniem z kinem.

Spotkania z gwiazdami i opowieści, których nikt inny nie miał

Jedną z rzeczy, które czyniły Janickiego wyjątkowym, była także jego osobista styczność z ludźmi kina, których dla młodszych widzów znano już tylko z ekranu. Olga Gaertner przypomina, że opowiadał o spotkaniach z Lidią Wysocką, Elżbietą Barszczewską czy Jackiem Woszczerowiczem. To znaczy, że nie był tylko komentatorem archiwum. Był kimś, kto jeszcze zahaczył o realny świat przedwojennej i powojennej kultury filmowej, a potem potrafił to doświadczenie przekazać dalej.

Dzięki temu jego anegdoty nie były tylko kompilacją przeczytanych źródeł. Miały ciężar bezpośredniego świadectwa. Może właśnie dlatego były tak sugestywne i tak dobrze zapadały w pamięć.

25. edycja Jarmarku Świętego Dominika na warszawskim Służewie
25. edycja Jarmarku Świętego Dominika na warszawskim Służewie

Jarmark Świętego Dominika kojarzy się przede wszystkim z Gdańskiem, ale jego warszawska odsłona od lat przyciąga tłumy m…

„Teraz on się uczy od nas”

W rozmowie wybrzmiewa też bardzo ciepły, prywatny obraz Stanisława Janickiego. Olga Gaertner wspomina, że poznała go 14 lat temu, kiedy ukazała się jej książka – biografia Aleksandra Żabczyńskiego. Do tego czasu był dla niej po prostu „panem z telewizji”. Tymczasem Janicki pojawił się na warszawskiej Pradze, zaciekawiony książką i nowymi informacjami o aktorze. Później przeczytał ją i – jak opowiada Gaertner – był za te uzupełnienia bardzo wdzięczny. A z czasem miał powiedzieć, że „teraz on się uczy od nas”.

Ta scena dużo mówi o jego charakterze. Z jednej strony był mistrzem dla całych pokoleń widzów i badaczy kina, z drugiej — pozostał otwarty, ciekawy, gotowy słuchać innych. Nie zamykał się w pozycji autorytetu, lecz wciąż żył swoją pasją i był gotów ją uzupełniać.

Głos, który został w pamięci

Wspomnienie Janickiego w tej rozmowie ma bardzo mocny wymiar emocjonalny. Olga Gaertner mówi o „kilku tysiącach głosów”, które wspominają niedzielę z programem „W Starym Kinie”, intro i ciepły głos prowadzącego. To nie jest przesada. Janicki rzeczywiście przez lata stał się częścią zbiorowej pamięci telewizyjnej i filmowej. I właśnie dlatego jego odejście zostało odebrane nie tylko jako śmierć dziennikarza czy popularyzatora, ale jako zamknięcie pewnej epoki.

Szczególnie mocno wybrzmiewa w tej rozmowie zdanie: „Nie ma ani jednego negatywnego komentarza na temat Stasia Janickiego”. Trudno o mocniejszy dowód tego, jak wyjątkową pozycję miał wśród widzów i ludzi związanych z kulturą filmową.

Nie tylko pamięć, ale też zachęta do oglądania

Olga Gaertner zwraca uwagę, że nawet jeśli młodsze pokolenie nie zna dobrze Janickiego z własnego doświadczenia, to warto wrócić do fragmentów jego programów. „Można znaleźć fragmenty tych programów. Można wrócić do głosu Stanisława Janickiego” — mówi. To ważna uwaga, bo przypomina, że jego dorobek nie jest zamknięty wyłącznie w pamięci starszych widzów. Nadal można go usłyszeć i zobaczyć, a tym samym zrozumieć, na czym polegał jego fenomen.

I być może właśnie teraz, po jego śmierci, nastąpi kolejna fala powrotów do „W Starym Kinie” — już nie tylko z nostalgii, ale także z potrzeby ponownego odkrycia stylu opowiadania o filmie, który dziś jest niemal niespotykany.

Autorzy:

Przeczytaj więcej

Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks