Już dziś w południe pod Zamkiem Królewskim w Warszawie gromadzą się tłumy na wielkim marszu Solidarności. Głównym powodem protestu są m.in. rosnące ceny energii i presja związana z wdrażaniem unijnego Zielonego Ładu. Napięcie społeczne rośnie jednak od kilku dni. Symbolem tego oporu stało się tzw. Miasteczko Gniewu zlokalizowane przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.
Służby państwowe podjęły próbę usunięcia namiotów protestujących pod pretekstem względów bezpieczeństwa związanych z wizytą premiera Węgier, Victora Orbana. Operacja zakończyła się jednak fiaskiem. Jak te działania ocenia ekspert?
Dlaczego rząd chciał zlikwidować Miasteczko Gniewu?
Profesor Henryk Domański uważa, że siłowe rozwiązanie problemu namiotów przed KPRM to nie tylko kwestia dyplomatycznego protokołu, ale przede wszystkim polityczna kalkulacja, która ma pokazać twardą rękę własnym wyborcom.
– To jest sprzeciw obywatelski, co znowu źle świadczy o funkcjonowaniu rządu. W dodatku przyjeżdża premier zaprzyjaźnionego kraju – zauważył socjolog, odnosząc się do argumentów strony rządowej. – Walka z anarchią jest tutaj argumentem. Miasteczko Gniewu jest przykładem, symbolem anarchii w interpretacji rządu zapewne. Prawdopodobnie chodzi też o uspokojenie swojej części elektoratu, głównie Koalicji Obywatelskiej, że z anarchią trzeba walczyć – wyjaśnił prof. Domański.




