Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

Maciej Hen z Nagrodą Reymonta. „Tratwą z pomarańczami” wraca do dzieciństwa

Maciej Hen został laureatem Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta za książkę „Tratwą z pomarańczami”. W rozmowie w Radiu Wnet mówił, że choć formalnie napisał powieść, nie ma w niej zdarzeń zmyślonych – to zapis dzieciństwa, pamięci i osobistego świadectwa.
Maciej Hen z Nagrodą Reymonta. „Tratwą z pomarańczami” wraca do dzieciństwa

Maciej Hen, fot. Radio Wnet

Nagroda, której się nie spodziewał

Maciej Hen przyznał, że wyróżnienie było dla niego zaskoczeniem. Wśród nominowanych byli także Marek Stokowski oraz Mikołaj Grynberg, którego książkę „Rok, w którym nie umarłem” autor uważał za jednego z faworytów.

– Nie spodziewałem się. Stawiałem w 90 procentach na Mikołaja. No ale wcale się nie martwię, że jednak na mnie padło – powiedział Maciej Hen.

Dodał, że nagroda ma dla niego także wymiar osobisty.

– Myślę, że jest dużym wsparciem mojego mocno osłabionego ego. Jest to pierwsza nagroda, którą faktycznie zdobywam po dziesięciu latach – przyznał.

Książki nienarodzone i rękopis płaszczowy. Niezwykłe zbiory we Wrocławiu
Książki nienarodzone i rękopis płaszczowy. Niezwykłe zbiory we Wrocławiu

Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego posiada jeden z najcenniejszych zbiorów rękopisów w Polsce, w tym największą kolek…

Powieść, ale bez zmyślenia

„Tratwą z pomarańczami” Hen określa jako powieść autobiograficzną. Formalnie zalicza ją do fikcji literackiej, ale podkreśla, że nie wymyślał opisanych zdarzeń.

Najważniejszym zabiegiem było przyjęcie perspektywy dziecka. Autor nie chciał dopisywać do wspomnień wiedzy dorosłego człowieka, lecz odtworzyć sposób widzenia świata z tamtego czasu.

– To absolutnie jest powieść autobiograficzna i chociaż zaliczam ją do gatunku fikcji, to nie ma tam ani jednego zdarzenia zmyślonego. Wszystko, co opisałem, to są zdarzenia, które pamiętam z mojego życia albo z życia otoczenia – mówił.

„Chcę, żeby moje świadectwo dotarło do świata”

Autor przyznał, że pytanie o potrzebę napisania autobiograficznej książki jest jednym z najtrudniejszych. Jego zdaniem w człowieku istnieje jednak chęć wypowiedzenia własnej prawdy i zaprotestowania przeciwko uproszczeniom, które słyszy się po latach.

– Jest w człowieku potrzeba wylania z siebie pewnych rzeczy, pewnych prawd i potrzeba zaprotestowania przeciwko temu, co się gdzieś tam słyszy, a co wydaje mi się, że ja to wiem lepiej, bo ja pamiętam, jak to było – powiedział.

Hen zaznaczył, że nie rości sobie prawa do opowiadania historii za wszystkich.

– To jest tylko jednostkowa perspektywa. Ja nie jestem mądrzejszy od mądrości zbiorowej, ale chcę, żeby moje świadectwo dotarło do świata – podkreślił.

Pisanie jako butelka wrzucona do oceanu

W rozmowie Hen porównał twórczość do wysyłania wiadomości w nieznane. Autor nie wie, kto ją odbierze, w jakim momencie i jak ją odczyta.

– Pisanie, myślę, że każda twórczość, jest czymś w rodzaju rzucenia butelki do oceanu. Butelki z wiadomością, która nie wiadomo do kogo dotrze i w jakim stanie – mówił.

Przyznał też, że nie był pewien, czy opowieść o jego dzieciństwie zainteresuje czytelników. Do pracy nad książką zachęcały go bliskie osoby.

Dzieciństwo opowiedziane obrazami

Rozmówcy zwracali uwagę, że w książce ważne są sceny, szczegóły i obrazy. Hen przyznał, że celowo pisał tak, by czytelnik mógł „zobaczyć” świat przedstawiony.

– Mnie się wydaje, że dzięki temu zyskuję u czytelnika jakąś wiarygodność, bo pokazuję mu to, co pamiętam, to, co widziałem. I to są obrazy. A obrazy przemawiają – zaznaczył.

Później dopowiedział, że taki sposób pisania miał wynagrodzić czytelnikowi sięgnięcie po książkę o dzieciństwie autora.

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska o swojej najnowszej książce: „To subtelne science fiction, które coraz bardziej staje się rzeczywistością”
Magdalena Ostrowska-Dołęgowska o swojej najnowszej książce: „To subtelne science fiction, które coraz bardziej staje się rzeczywistością”

Najnowsza powieść Magdaleny Ostrowskiej-Dołęgowskiej Game Master, to historia, w której granica między technologią a lud…

Fioletowa okładka i smak pamięci

Kolor okładki nie jest przypadkowy. Odwołuje się do wspomnianej w książce butelki pejsachówki produkcji Polmosu, którą ojciec autora kupił kiedyś z sentymentu.

Hen poprosił graficzkę wydawnictwa, by odtworzyła kolory dawnej etykiety: fiolet, biel i złoto.

– Poprosiłem, żeby postarała się odtworzyć odcienie z tamtej etykiety. To było tylko dla mnie, ale jak widać, fajnie wyszło – wyjaśnił.

Na pytanie, czy dzieciństwo opisane w „Tratwie z pomarańczami” było dobre, odpowiedział bez prostego sentymentalizmu.

– To było dobre dzieciństwo, ale w każdym życiu i w każdym etapie życia są rzeczy dobre i złe. W moim dzieciństwie było dużo elementów dramatycznych, ale też dużo dobrych rzeczy, których wielu mogłoby mi pozazdrościć – podsumował Maciej Hen.

Przeczytaj więcej

Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks