Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

Introligatorstwo w Polsce. Jak ratuje się stare książki

Introligatorstwo w Polsce wciąż żyje, choć to zawód coraz rzadszy. W Dniu Książki Jerzy Budnik opowiada o ratowaniu starodruków, oprawach ze skóry i książkach z XV wieku.
Introligatorstwo w Polsce. Jak ratuje się stare książki

Sekrety Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego, fot. pixabay.com

Introligatorstwo w Polsce pozostaje rzemiosłem niszowym, ale wciąż potrzebnym – zwłaszcza tam, gdzie trzeba ratować stare, cenne książki. Jerzy Budnik mówi, że do jego pracowni trafiają przede wszystkim książki historyczne, często mające ponad sto lat.

„Osoby, które zbierają książki zabytkowe czy druki z XVIII-XIX wieku, czy powiedzmy do okresu międzywojennego XX wieku, szukają introligatorów, którzy potrafią tego typu książki wykonać w sposób zgodny z duchem epoki czy z technologią, która była stosowana w tamtych czasach”

– mówi Jerzy Budnik. Jak podkreśla, nie chodzi już o dawne, masowe introligatorstwo kojarzone z oprawą prac dyplomowych czy dzienników ustaw. Dziś to przede wszystkim precyzyjna praca konserwatorska, wymagająca wiedzy, cierpliwości i znajomości dawnych technik.

Ratowanie starych książek wymaga czasu i wiedzy

Introligator opowiada, że przy takich zleceniach liczy się nie tylko wygląd oprawy, ale przede wszystkim bezpieczeństwo samej książki.

„Książka ma 100 lat, to jest jedno, ale druga sprawa, trzeba zrobić wszystko tak, żeby jej nie zniszczyć, bo źle wykonana oprawa to jest zniszczenie książki. Ona traci w takim przypadku na wartości i nie cieszy oka bibliofila”

– ocenia Jerzy Budnik. W jego pracowni pojawiają się oprawy z pełnej skóry albo półskórki, ręcznie wykonywane złocenia i papiery przygotowywane zgodnie z dawną technologią. To właśnie dlatego praca nad jedną książką może trwać nie tydzień czy miesiąc, ale nawet rok.

Najstarsza książka? Pergaminowy egzemplarz z XV wieku

W rozmowie pada też pytanie o najstarszy egzemplarz, jaki trafił do jego rąk. Odpowiedź robi wrażenie: była to książka z około 1430 roku, bogato iluminowana, pisana na pergaminie.

„To była bogato iluminowana książka i trzeba było naprawić oprawę pergaminową, wzmocnić wszystkie karty pergaminowe”

– mówi Jerzy Budnik i dodaje, że tego typu prace są szczególnie trudne, bo pergamin jest materiałem wymagającym ogromnej ostrożności. Jak podkreśla introligator, w takim przypadku nie chodzi już tylko o oprawę, ale o realne ratowanie zabytku.

Introligator też powinien czytać

Jerzy Budnik przyznaje też, że sam czyta książki – zarówno zawodowe, jak i te, które trafiają do oprawy.

„Znam introligatorów, którzy nie czytają książek, co dla mnie jest karygodne”

– mówi rozmówca Konrada Mędrzeckiego.

Dodaje, że często sięga po książki, które właśnie oprawia, bo dzięki temu może lepiej wejść w ich świat. Jako przykład podaje „Ferdydurke” w pierwszym wydaniu. W jego ocenie stare książki pozwalają nie tylko obcować z historią edytorstwa, ale też inaczej przeżywać sam tekst.

Introligatorstwo to zawód starzejący się

W końcowej części rozmowy introligator zwraca uwagę, że problemem jest dziś nie tylko mała liczba specjalistów, ale też wiek środowiska.

„W Polsce średnia wieku introligatorów to jest chyba około 45-48 lat. Ja już mówię o tych dobrych introligatorach. A to jest taka tendencja też zauważalna na świecie, że to starzejący się”

– mówi Jerzy Budnik. Mimo to podkreśla, że książki wciąż można naprawiać, oprawiać na nowo i przygotowywać jako prezenty czy element domowej biblioteki. Trzeba tylko pamiętać, że dobre introligatorstwo nie jest tanie, bo wymaga czasu, materiałów i doświadczenia. Ale właśnie dzięki temu książka może dostać drugie życie.

Przeczytaj więcej

Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks