Introligatorstwo w Polsce pozostaje rzemiosłem niszowym, ale wciąż potrzebnym – zwłaszcza tam, gdzie trzeba ratować stare, cenne książki. Jerzy Budnik mówi, że do jego pracowni trafiają przede wszystkim książki historyczne, często mające ponad sto lat.
„Osoby, które zbierają książki zabytkowe czy druki z XVIII-XIX wieku, czy powiedzmy do okresu międzywojennego XX wieku, szukają introligatorów, którzy potrafią tego typu książki wykonać w sposób zgodny z duchem epoki czy z technologią, która była stosowana w tamtych czasach”
– mówi Jerzy Budnik. Jak podkreśla, nie chodzi już o dawne, masowe introligatorstwo kojarzone z oprawą prac dyplomowych czy dzienników ustaw. Dziś to przede wszystkim precyzyjna praca konserwatorska, wymagająca wiedzy, cierpliwości i znajomości dawnych technik.
Ratowanie starych książek wymaga czasu i wiedzy
Introligator opowiada, że przy takich zleceniach liczy się nie tylko wygląd oprawy, ale przede wszystkim bezpieczeństwo samej książki.





