W Atavii natomiast ten sam głos zostaje odsłonięty, niejako pozbawiony ochronnej warstwy dźwiękowej monumentalnej ściany i zaczyna funkcjonować w zupełnie innej przestrzeni. Bardziej intymnej, pierwotnej, mniej oswojonej, ale rozpoznawalnej przez wielką naszą ludzką podświadomość.
Atavia nie jest więc ani projektem pobocznym, ani eksperymentem stylistycznym. Jest równoległym językiem, który nie potrzebuje monumentalności, by dotykać tematów granicznych. To muzyka, która nie podnosi głosu, a mimo to pozostaje słyszalna długo po wybrzmieniu.
Tutaj do wysłuchania rozmowa z Michaliną Mają Rutkowską:
Geneza projektu





