Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Zawadzki o tekstach WP ws. Zondacrypto: „To totalne niezrozumienie tematu”

Sławek Zawadzki ostro polemizuje z tym, co o sprawie Zondy piszą dziennikarze Wirtualnej Polski. Prezes Kanga Exchange przekonuje, że zawetowana ustawa i nadzór KNF nie uchroniłyby klientów tej giełdy przed stratami.
Zawadzki o tekstach WP ws. Zondacrypto: „To totalne niezrozumienie tematu”

Kryptowaluty, fot. Konrad Tomaszewski/Radio Wnet

Zawadzki ostro o tekstach WP

Najmocniejszy fragment rozmowy o kryzysie wokół Zondy dotyczył nie tylko samej giełdy, ale też tego, jak sprawę opisują media. Sławek Zawadzki, prezes Kanga Exchange, wprost zakwestionował tezy pojawiające się w publikacjach Wirtualnej Polski, według których zawetowana ustawa i nadzór KNF mogły ograniczyć skalę strat klientów.

Dziennikarze akurat mijają się tutaj z prawdą i mówię to z pełną odpowiedzialnością, z pełnym przekonaniem. To, co mówią dziennikarze – ja wiem, że pani powołuje się między innymi na wypowiedź pana Jadczaka, którego szanuję – ja się z tym po prostu nie zgadzam. Myślę, że jest to totalne niezrozumienie tematu

– mówi Sławek Zawadzki.

W ten sposób odniósł się do argumentu, że gdyby obowiązywała w Polsce ustawa wdrażająca przepisy MiCA, Komisja Nadzoru Finansowego mogłaby wcześniej zobaczyć problem z rezerwami Zondy i zareagować.

Brzoska: polski InPost zapłacił setki mln zł CIT, niemiecki DHL 0 zł CIT
Brzoska: polski InPost zapłacił setki mln zł CIT, niemiecki DHL 0 zł CIT

– Pół miliarda złotych – tak Rafał Brzoska podsumował kwotę CIT, którą InPost miał odprowadzić do polskiego budżetu za 2…

„Ta ustawa nic by nie zmieniła”

Zawadzki przekonuje, że taki scenariusz jest błędny już na poziomie podstawowych faktów. W jego ocenie polska ustawa nie objęłaby Zondy realnym nadzorem, bo spółka działała w Estonii, a do tego nie miała licencji MiCA.

– Gdyby weszła ustawa podpisana przez prezydenta Nawrockiego, nic by nie zmieniła w tej sytuacji – mówi prezes Kangi.

I zaraz wyjaśnia, dlaczego.

Zondacrypto działała w Estonii. Co więcej, ten nadzór regulacyjny obowiązuje te giełdy, które dostały licencję. Zonda Krypto do tej pory nie dostała licencji. A to oznacza, że regulator nawet gdyby chciał zastosować jakieś środki, to nie mógłby tego zrobić, bo oni nie mieli jeszcze licencji MiCA

– tłumaczy Zawadzki.

W jego ocenie także teza, że KNF „musiałby zobaczyć” spadek rezerw Zondy, nie trzyma się realiów tej sprawy.

– KNF nie nadzorowałby Zondacrypto. Nawet biorąc ten scenariusz, że KNF odpytałby estońskiego regulatora, to estoński regulator nie może wiedzieć o tym, jakie przepływy ma w tej chwili Zondacrypto, bo do tej pory nie dał jej licencji, więc nie nadzoruje jej w taki sposób, jak przewiduje MiCA – mówi.

Problemem nie było veto, tylko brak środków

Zawadzki podkreśla, że istota sprawy leży nie w polskim sporze o ustawę, ale w samym modelu działania giełdy i w tym, że środków po prostu miało zabraknąć.

– Cała sprawa została wyjaśniona już wczoraj wieczorem, wtedy kiedy prezes Zondacrypto powiedział, że nie ma dostępu do gigantycznej ilości bitcoinów, co w gruncie rzeczy oznacza, że te środki są po prostu już niedostępne i że wszyscy ci, którzy nie zdążyli do tej pory wypłacić swoich środków, to już tego nie zrobią – mówi.

Dodaje też, że z jego punktu widzenia to już nie jest chwilowy kryzys, ale spektakularny upadek.

– Myślę, że jesteśmy świadkami wielkiego upadku i oczywiście to wstyd dla całej branży. Źle to wygląda – ocenia.

„Nie ma pełnego pokrycia w środkach użytkowników”

Prezes Kangi zwraca uwagę, że – niezależnie od regulacji – giełda kryptowalut ma obowiązek posiadać pełne pokrycie środków klientów i nie może działać jak bank z rezerwą cząstkową.

– Giełda, która nie ma pełnego pokrycia w środkach użytkowników, to jest giełda, która łamie zasady, pewien kodeks, który obowiązuje wszystkie giełdy kryptowalut. Giełdy kryptowalut nie mogą stosować tak jak banki rezerwy cząstkowej, one muszą mieć wszystkie środki – mówi Zawadzki.

I dodaje jeszcze mocniej:

– Jeżeli giełda powinna mieć tysiąc bitcoinów i dwa tysiące eterów, to nie może zamieniać sobie bitcoina na etery i etera na bitcoiny. Tych środków teraz nie ma, więc zostały złamane zasady, które obowiązują wszystkie giełdy kryptowalut – podkreśla.

Zawadzki wskazuje na audyty

Jednym z ciekawszych wątków rozmowy była też kwestia audytów. Zawadzki zwrócił uwagę, że skoro Zonda miała być wielokrotnie sprawdzana, to dziś trzeba pytać, kto i w jaki sposób to robił.

Pan Kral wczoraj pokazał adres tego portfela, na którym jest dużo bitcoinów, i powiedział, że spółka była wielokrotnie audytowana. Więc ja bym zadał pytanie, kto ten audyt robił. Bo każdy, kto audytuje spółkę kryptowalutową, może sprawdzić, czy ta spółka ma dostęp do tych bitcoinów

– mówi.

W jego ocenie możliwe jest, że giełda była w stanie pokazywać adresy portfeli, ale bez realnego udowodnienia, że rzeczywiście ma do nich dostęp.

– Podejrzewam, że Zondacrypto wcześniej u regulatora pokazywała, że ma takie i takie adresy, pokazywała różne dokumenty, ale nikt nie sprawdził, czy oni mają do tego dostęp – stwierdza.

Roszczenia raczej poza Polską

Zawadzki ocenia też, że klienci Zondy najprawdopodobniej będą musieli dochodzić swoich praw poza Polską, bo właśnie tam była zarejestrowana spółka.

– Takie jest moje rozumienie. Zresztą nie tylko moje, ale z tego co widzę, taki jest konsensus w tej chwili – mówi, pytany o to, czy miejscem dochodzenia roszczeń będzie Tallinn.

„Żadne regulacje nie dadzą pełnego bezpieczeństwa”

Choć Zawadzki ostro krytykuje tezę o zbawczym wpływie polskiej ustawy, nie twierdzi, że rynek nie potrzebuje żadnych reguł. Jednocześnie podkreśla, że nawet najlepsze przepisy nie zwolnią użytkowników z odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo.

Żadne regulacje, nawet najlepsze, nie sprawią, że klienci będą bezpieczni. Jedynie klient kryptowalutowy może zadbać sam o siebie

– mówi.

I przypomina podstawową zasadę rynku krypto:

– Na giełdzie kryptowalut trzymamy tylko te środki, które chcemy zbyć w tej chwili, i natychmiast po transakcji wypłacamy je na swój prywatny portfel. I wtedy te środki są bezpieczne – podkreśla.

Z tej perspektywy przekaz prezesa Kangi jest jednoznaczny: problem Zondy nie wynikał z tego, że w Polsce zabrakło jednej ustawy, lecz z tego, że giełda działała bez licencji, poza krajowym nadzorem i – jak dziś wynika z wypowiedzi samej spółki – bez realnego dostępu do środków, które miały zabezpieczać klientów.

Przeczytaj więcej

Referendum to dopiero początek? „Mieszkańcy powiedzieli dość”. Kraków czeka na polityczne trzęsienie ziemi
Referendum to dopiero początek? „Mieszkańcy powiedzieli dość”. Kraków czeka na polityczne trzęsienie ziemi
Jest śledztwo w sprawie działania policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza
Jest śledztwo w sprawie działania policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza
KAS jako narzędzie opresji wobec przedsiębiorców? Szefowa związku zawodowego protestuje
KAS jako narzędzie opresji wobec przedsiębiorców? Szefowa związku zawodowego protestuje