Radek Ruciński: Cześć Richard. Wasz nowy album nosi tytuł The Truth Doesn’t Matter (Prawda nie ma znaczenia). Żyjemy w epoce fake newsów i dezinformacji. Czy ten tytuł jest wyrazem Twojej osobistej frustracji obecnym stanem świata, czy raczej chłodną obserwacją tego, jak dzisiaj konsumujemy informacje i karmimy się iluzjami?
Richard Silverthorn: Tak, dokładnie tak to wygląda. Trafiłeś w sedno. To takie oparte na obserwacji spojrzenie na to, jak komunikujemy się jako ludzie, a wiesz, w dużym stopniu polegamy na mediach i mediach społecznościowych. Myślę, że w dzisiejszych czasach, wraz z eksplozją sztucznej inteligencji, zawsze zadajesz sobie to pytanie… zwłaszcza, gdy widzisz teraz pewne rzeczy: „Czy to w ogóle jest prawdziwe?”. Z jednej strony niektóre z tych rzeczy są całkiem zabawne, ale jest w tym też bardzo, bardzo złowieszczy podtekst. Myślisz sobie, że to może być również naprawdę niebezpieczne. Więc tak, to jest właśnie nasze spojrzenie na tę kwestię.
Radek Ruciński: Przed premierą całego albumu wypuściliście w świat serię świetnych singli, takich jak „Exile”, „This World” czy „Hey Stranger”. Zawsze mieliście niezwykły talent do pisania piosenek z mrocznym podtekstem, które są jednocześnie chwytliwe od pierwszego przesłuchania i idealnie sprawdzają się w klubach. Biorąc pod uwagę te nowe utwory, powiedz mi, jaki jest Wasz sekret na napisanie idealnego elektronicznego refrenu, który zmusza nas, słuchaczy, do natychmiastowego nucenia?
Richard Silverthorn: Myślę, że to może kwestia mojego wychowania i rzeczy, których kiedyś słuchałem. Moi rodzice zawsze puszczali muzykę, a ja zawsze lubiłem potężne refreny, wielkie melodie i tym podobne rzeczy. Ale z drugiej strony jest też we mnie część, która lubi tę nieco mroczniejszą stronę. Więc myślę, że to tak naprawdę połączenie tych dwóch elementów. Do tego uważam, że Mark Hockings pisze bardzo niejednoznaczne teksty, więc nie do końca rozumiesz, o czym dokładnie jest piosenka, ale w jakiś sposób się z nią łączysz. Często, gdy wysyła mi różne pomysły, są one bardzo melodyjne i dość „lekkie” – nie mam na myśli niczego złego, po prostu bardzo melodyjne. A potem, kiedy zabieram się za muzykę, staram się uczynić ją nieco mroczniejszą, nadać jej ten niemal melancholijny podtekst. Dzięki temu wciąż mamy ten wielki refren, wciąż mamy tę melodię i rzeczy, które można łatwo podchwycić i które zapadają w pamięć, ale jednocześnie niesie to ze sobą bardzo poważną treść.




