Dla Kingi Hałacińskiej (Instytut Pamięci Narodowej i przedstawicielki rodzin katyńskich) pamięć o Smoleńsku i pamięć o Katyniu splatają się w jedno doświadczenie – osobiste, rodzinne i narodowe. W rozmowie opowiada nie tylko o tym, jak przeżyła 10 kwietnia 2010 roku, ale też przypomina, że delegacja lecąca do Smoleńska miała oddać hołd ofiarom zbrodni katyńskiej. Jej zdaniem zarówno 10, jak i 13 kwietnia powinny pozostać w Polsce dniami zadumy, pamięci i historycznej refleksji.
Smoleńsk w rodzinnej pamięci
Hałacińska przyznaje, że sama nie była wtedy w Katyniu, choć początkowo miała tam pojechać pociągiem. Jak wspomina, wielu przedstawicieli rodzin katyńskich chciało lecieć samolotem razem z delegacją, ale miejsc było niewiele. Pierwszeństwo miał jej ojciec. On jednak nie chciał wracać na Wschód.
Mój tata był wywieziony w drugiej wywózce, do Kazachstanu, i powiedział sobie, że nigdy w życiu nie przekroczy już naszej wschodniej granicy, jeżeli nie będzie musiał. Powiedział, że woli pomodlić się w Warszawie
– mówi Kinga Hałacińska.




