Jacka Magierę poznałem, gdy był piłkarzem Legii. W 2002 roku, drużyna z Warszawy stawiała pieczęć
na swoim mistrzostwie wygrywając w Zabrzu z Górnikiem, Jacek był jednym z najważniejszych piłkarzy.
Po meczu , kiedy wśród gości panowała wielka radość , Jacek ze stoickim spokojem, udzielał wywiadów.
Wtedy pomyślałem, ależ On ma siłę spokoju, jak mnich tybetański, choć głowę miał przypruszoną
siwizną. Tak się mijaliśmy, na szlaku naszych profesji. Jacek zawsze otwarty, chętny do rozmów, na
antenie I poza nią.

Przyczyną śmierci b. zawodnika i szkoleniowca Legii Warszawa, a także trenera m.in. Śląska Wrocław, było zatrzymanie akc…
Kiedy został trenerem, praktycznie w tym samym czasie, gdy kończył profesjonalną grę w piłkę, wszyscy wiedzieliśmy, że to najlepsza , naturalna droga , bo Jacek to urodzony trener.
Powoli, wdrapywał się, na szczyt trenerskich możliwości. Najpierw jako asystent, póżniej już
samodzielny coach. Podchodziłem, z prośbą o rozpisanie taktyki, rozmawialiśmy o systemach,
ustawieniu, możliwościach poszczególnych zawodników. Jacek zawsze spokojny, wyważony, serdeczny,
czasem z ciętą ripostą. Choć czasami nie emanował uśmiechem, ale zawsze mądrością. Czy emocje dusił
w sobie, być może… Był dobrym człowiekiem.
Legia, Liga Mistrzów, Liga Europy, reprezentacja młodzieżowa, Śląsk Wrocław. Wszędzie z sukcesami,
ale też ze stresem, z oczekiwaniami, z wymaganiami. Zwalniany I na powrót zatrudniany.
Kiedy zdobył wicemistrzostwo ze Śląskiem Wrocław, miałem okazję spotkać Jacka i dłużej porozmawiać .
Zapytałem, czy to ta sama droga sukcesów Śląska , jak za trenera Lenczyka, Jacek mówił, że nie
porównywałby tych drużyn, bo jednak, dzielili je sporo czasu. Życie dopisało scenariusz, Śląsk był ostatni w Ekstraklasie, w efekcie spadł , Jacek został zwolniony, choć z rodziną pozostał we
Wrocławiu. Polska piłka nożna, jednak nie mogła pozostać bez Jacka, Jego wiedzy, szacunku do niej I
profesjonalizmu.






