Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

Full H.D. – serce, ciało i język polski. Rozmowa z Hubertem Spiętym Dobaczewskim o jego najnowszej płycie

Nieczęsto zdarza się, że siadamy w studiu i czujemy, że za chwilę będziemy uczestniczyć w spotkaniu z jednym z najciekawszych wirtuozów współczesnej polskiej muzyki.
Full H.D. – serce, ciało i język polski. Rozmowa z Hubertem Spiętym Dobaczewskim o jego najnowszej płycie

Miałem zaszczyt rozmawiać z Hubertem Dobaczewskim, znanym szerzej jako Spięty, człowiekiem, którego twórczość zawsze balansuje na granicy poezji, groteski i rockowego niepokoju.

Album Full H.D. to nie tylko jego najnowsze dzieło. To prawdziwie znakomita płyta, platynowa kandydatka do miana wydawnictwa roku 2026, a dla mnie – człowieka, który od lat śledzi polski rock i literaturę – jest dowodem na to, że język polski w rękach Spiętego staje się instrumentem o nieograniczonych możliwościach.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Hubertem Spiętym Dobaczewskim:

 

Zaczynamy od serca, bo pierwsze nuty płyty biją rytmem, który nie pozwala nam przejść obojętnie obok ludzkiej wrażliwości. Utwór Sercenośny rozpoczyna się od prostego wyznania: „Mam serce”. Ale Spięty natychmiast wprowadza twist, który dla mnie, filologa, jest absolutnie zachwycający. Spięty kontrastuje poetyckie serce z ciałem, pokazując, że największym mięśniem jest… pośladek.

To zderzenie wysokiego z niskim, moralności z anatomią, sacrum z codziennością, jest czymś, co sprawia, że Polska, jaką znamy z jego tekstów, jawi się jako kraj emocji tłumionych pod maską żartu, ironii i melancholii.

I nagle uświadamiam sobie, że Spięty nie tylko pisze, on językiem maluje – obrazy człowieka i kraju, w których każdy detal jest ważny, każda metafora ma wagę, a każdy neologizm buduje sens, którego nie powstydziliby się mistrzowie poezji lingwistycznej. A przy okazji to wzorcowy polonez z tym przejmującym i synkopującym werblem. Rewelacja!

 

 

Pastelowość przełamana w zmierzch myśli

Kolejne utwory, jak Zapalenie przedrostka, rozwijają tę koncepcję, pokazując życie w całej jego tragikomedii. To jest rockowa, taneczna poezja, gdzie szczęście i przemijanie splatają się w jedno, a codzienność bywa lustrem dla naszych refleksji. Słowo staje się tu narzędziem, nie tylko środkiem wyrazu, ale sposobem komentowania rzeczywistości.

Jest coś fascynującego w tym, że Spięty, inspirowany tradycją Mirona Białoszewskiego i Stanisława Barańczaka, potrafi połączyć subtelne gry językowe z pulsującym rockowym nerwem, nie tracąc przy tym ani odrobiny emocjonalnej autentyczności.

 

 

Nie sposób też pominąć Atrapy łajdaka, utworu, który dla mnie jest jednym z najciekawszych portretów współczesnej męskości w polskiej muzyce. Spięty w ironicznym tonie bada role, jakie mężczyźni odgrywają w społeczeństwie. Jest zazdrość, pożądanie i próżność. A wszystko to jawi się jako teatr, którego uczestnicy nie zawsze zdają sobie sprawę z własnej gry.

Polska w tym utworze to kraj, w którym emocje chowają się pod płaszczem codzienności, gdzie czułość jest często niewypowiedziana, a ironiczny, romantyczny smutek jest jedynym językiem, w którym możemy wyrazić prawdę o sobie, która

 

Przetrąca spokój i dusze w podróży

Każda rozmowa z Hubertem Spiętym Dobaczewskim zawsze jest czymś więcej niż tylko wywiadem. To podróż przez jego życie, doświadczenia, przemyślenia o dorastaniu, ojcostwie, samotności twórcy i odpowiedzialności za słowo. Mówił mi o tym, jak życie po pięćdziesiątce pozwala na większą swobodę emocjonalną, jak łatwiej mówić wprost, ale też jak ważna jest odpowiedzialność za każde słowo. Z humorem i dystansem, ale też z ogromną szczerością, opowiadał o irlandzkich przygodach, trasach koncertowych, spotkaniach z publicznością, gdzie każda nuta i każdy werset są próbą dotarcia do drugiego człowieka.

Jego muzyka to samotne podróże – tak mówi o swoich procesach twórczych – a jednocześnie podróże, które dzieli z wybitnymi muzykami, takimi jak Bartek Kapsa, Emil Wojtczak czy Patryk Kwaśniewski. To współpraca, która wciąga słuchacza w świat pełen kontrastów: od refleksji nad codziennością, przez poetyckie dygresje, po rytmy, które wprost zachęcają do tańca.

I w tym wszystkim jest coś, co w radiu nazywam „użyciem duszy niezgodnym z instrukcją” – połączenie spontaniczności, erudycji i wrażliwości, które daje pełnię doświadczenia muzycznego.

 

Spięty z zespołem – Bartkiem Kapsą, Emilem Wojtczakiem i Patrykiem Kwaśniewskim. Fot. Jowita-Steszewska

Rok pański pełen różnorodności

Full H.D. to nie tylko muzyka i słowa – to także opowieść o Polsce, w której ironia miesza się z melancholią, gdzie miłość i pożądanie są światłem w ciemnym, pełnym napięć krajobrazie współczesności. Spięty pozwala nam spojrzeć na kraj i siebie samych z dystansem, ale też z empatią. Jego język, pełen neologizmów i poetyckich subtelności, zmusza do refleksji i otwiera nowe perspektywy.

Nie mogę nie wspomnieć o tym, że każda solowa płyta Spiętego – czy to Antyszanty, Black Mental, Heartcore, czy teraz Full H.D. – jest inna. Stylowo odmienna, eksplorująca różne rejestry muzyczne, a jednocześnie każda wnosi coś nowego do naszego rockowo-muzycznego firmamentu. To dowód na to, że Hubert Dobaczewski nie powtarza samego siebie, lecz nieustannie poszerza granice polskiego rocka i poezji muzycznej, inspirując kolejne pokolenia słuchaczy i twórców.

Rozmawiając ze Spiętym, zawsze mam poczucie, że uczestniczę w czymś wyjątkowym. Jego twórczość uczy nas, że muzyka nie jest tylko dźwiękiem, a słowa nie są tylko słowami. To instrumenty, które pozwalają opowiadać historię człowieka, emocji, kraju i świata.

 

Hubert „Spięty” Dobaczewski / Fot. materiały własne

 

Full H.D. to album, który w pełni zasługuje na miano platynowego, a jednocześnie jest świadectwem dojrzałości, odwagi i artystycznej wolności – wolności, która pozwala na bycie prawdziwym w każdym utworze, w każdym wersecie i w każdej nucie.

I tak kończyła się moja sobotnio – radiowa, bo Wnetowa rozmowa z Hubertem Dobaczewskim, wczesnym popołudniem dzień po premierze. Była ona pełna metafor, refleksji, poezji i rockowego pulsowania serca. Spięty znowu zachwycił! Przyszedł z Full H.D., spojrzał na słuchaczy i zwyciężył. Jak zwykle!

To album, który chce, aby słuchać go uważnie. To płyta, która wciąga, prowokuje, gimastykuje umysł z językiem (jeśli chcemy pospiewać z Artystą) i po prostu zachwyca. I chociaż każda solowa płyta Spiętego jest inna, to razem tworzą spójną opowieść o świecie i Polsce Artysty, który nie boi się wyzwań, nie boi się eksperymentować i, przede wszystkim, nie boi się mówić prawdy. Choć czasem – jak śpiewa – podmiot liryczny naucza „po wódzie” nie chodząc po wodzie jak Jezus.

Każda jego solowa płyta – od Antyszant, przez Black Mental, Heartcore, aż po Full H.D. – jest odmienna, ubogacająca polski rockowo-muzyczny firmament i pokazuje, że język polski może brzmieć jak lśniący diament. Jak nigdy dotąd.

Tomasz Wybranowski

 

Przeczytaj więcej

Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks