Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

Saryusz-Wolski o SAFE: „To mechanizm kontroli i budowy superpaństwa”

– Warunkowość, uznaniowość i ryzyko utraty suwerenności – mówi o programie SAFE Jacek Saryusz-Wolski. Jego zdaniem unijny program ogranicza też wybór uzbrojenia, a jest na stole alternatywa „SAFE 0%”.
Saryusz-Wolski o SAFE: „To mechanizm kontroli i budowy superpaństwa”

Po sześciu miesiącach służby poza granicami kraju żołnierze KFOR LII wrócili do Polski, fot. x.com/@_6BPD_

Posłuchaj całej rozmowy:

Presja czasu, nerwowe komunikaty rządu i spór o to, kto będzie trzymał rękę na dźwigni polskich zbrojeń. Dr Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta Karola Nawrockiego ds. europejskich, przekonuje, że w SAFE chodzi nie tylko o pieniądze, ale o polityczną kontrolę nad obronnością. I że tempo, które narzuca premier Donald Tusk, „wygląda podejrzanie”.

„Podejrzana presja czasu”

Saryusz-Wolski zaczyna od kwestionowania samej ramy, w jakiej rząd stawia dyskusję. Jego zdaniem presja „teraz albo nigdy” ma przykryć to, że na stole jest alternatywa: krajowy mechanizm finansowania, który – w narracji Pałacu – nie wciąga Polski w długie zobowiązania polityczne i prawne wobec Brukseli.

Bardzo podejrzana jest ta presja czasowa, którą wywiera premier Tusk

– mówi Jacek Saryusz-Wolski.

Na stole leży alternatywa wobec bardzo groźnego, niebezpiecznego programu sejf unijnego, w postaci bezpiecznego sejfu polskiego, opartego na krajowe pożyczki, opartego na aktywa Narodowego Banku Polskiego

– zaznacza.

Cztery osie krytyki SAFE

W jego argumentacji SAFE jest „nie do przyjęcia” na kilku płaszczyznach naraz. Po pierwsze – jako narzędzie wpływu Unii Europejskiej na obronność państw członkowskich. Po drugie – jako rozwiązanie sprzeczne z polską konstytucyjną logiką suwerenności w sprawach bezpieczeństwa. Po trzecie – jako mechanizm, który może ograniczać realne potrzeby wojska. Po czwarte – jako finansowanie o nieprzewidywalnym koszcie.

On stanowi element kontroli nad zbrojeniami i obroną przez Unię Europejską poprzez mechanizm warunkowości i mechanizm uznaniowej jej wypłaty – mówi Saryusz-Wolski. – Stanowi element budowy superpaństwa, jest sprzeczny z traktatami, które zakazują Unii Europejskiej finansowania jakichkolwiek spraw wojskowych

– dodaje.

Wątek konstytucyjny rozwija jeszcze mocniej: według niego SAFE uderza w zasadę, że decyzje o bezpieczeństwie nie mogą być „wynoszone” poza państwo.

 Z punktu widzenia Konstytucji Polskiej jest sprzeczny z Konstytucją, ponieważ zakazuje nasza konstytucja przekazywania komukolwiek poza Polską (…) jakichkolwiek wpływów na decyzje dotyczące bezpieczeństwa i obronności – mówi Saryusz-Wolski. – Narusza również prerogatywy prezydenta jako zwierzchnika sił zbrojnych

„Pożyczka na 45 lat”

Saryusz-Wolski podważa też sens finansowy SAFE: wskazuje na długi horyzont spłaty i koszt, którego – jego zdaniem – nie da się dziś wiarygodnie policzyć.

Jest to pożyczka o nieprzewidywalnych kosztach, zmiennej stopie procentowej, rozpisana na 45 lat do 2070 roku

– mówi.

 Według pobieżnych obliczeń spłacilibyśmy (…) dwa razy tyle

– ocenia.

W tym miejscu kontrastuje to z narracją o „SAFE 0%”, który ma być finansowo i politycznie bezpieczniejszy.

Finansowo to się nie opłaca, już w ogóle nie wytrzymuje konkurencji zerowym kosztem mechanizmu Polski Sejf 0%

– zaznacza Saryusz-Wolski.

Spór o granice kompetencji

Rząd – jak wynika z rozmowy – powołuje się na argument, że część generałów oraz biznes czekają na pieniądze z SAFE. Saryusz-Wolski rozdziela te dwa naciski: przedsiębiorców rozumie, ale wojsku przypomina konstytucyjne ramy cywilnej kontroli.

Ze strony przedsiębiorców jest to zrozumiałe, ale polityka rządzi się innymi sprawami i musi przede wszystkim brać pod uwagę (…) suwerenność, której strażnikiem (…) jest prezydent RP

– mówi.

A o generalskich wypowiedziach dotyczących źródeł finansowania mówi wprost, że to przekroczenie kompetencji.

 Generalicja ma prawo mówić, czego chce i jakie uzbrojenie. Natomiast jeżeli mówi o źródłach finansowania, wykracza poza swoje kompetencje i gwałci przepis konstytucyjny mówiący o cywilnej kontroli nad armią

– podkreśla.

Wybór źródeł finansowania (…) należy wyłącznie do organów państwa

– dodaje.

Swoboda wyboru uzbrojenia

W odpowiedzi na argument, że i tak kupujemy sprzęt zagraniczny (np. amerykański), Saryusz-Wolski przesuwa ciężar sporu: jego zdaniem problemem nie jest „zagranica”, tylko to, czy Polska ma wolną rękę w doborze technologii, partnerów i warunków.

To jest fałszywa narracja, bo nie chodzi o to, czy się zbroić, czy nie zbroić (…) tylko o to, czy mieć swobodę wyboru

– mówi.

Po stronie unijnego programu SAFE są same znaki zapytania (…) po stronie mechanizmu Polski SAFE 0% wszystko jest jasne

– zaznacza.

Podkreśla też, że swoboda wyboru przekłada się na możliwość wzmacniania polskiego przemysłu obronnego i utrzymanie interoperacyjności w ramach już podjętych decyzji zakupowych.

Daje możliwość w dużo większym stopniu inwestowania w polski przemysł obronny

– mówi.

Daje pełną swobodę, czy będzie koreański, amerykański, czy francuski, czy niemiecki

– dodaje.

Ryzyko uzależnienia od Berlina i Paryża

W najbardziej politycznym fragmencie Saryusz-Wolski sugeruje, że unijny mechanizm będzie w praktyce korzystny dla przemysłu największych państw.

Wersja unijna to jest przymuszenie do zakupów sprzętu, który niekoniecznie nam odpowiada i niekoniecznie jest z najwyższej technologicznej półki

– mówi.

Według analiz wygląda na to, że będą jego beneficjentami przemysłu obronnego, zwłaszcza Niemiec i Francji

– zaznacza.

Na poparcie tej tezy przywołuje przykład ograniczeń w dysponowaniu sprzętem z przeszłości – gdy Polska nie mogła przekazać Ukrainie części uzbrojenia bez zgody państwa producenta.

Kiedy chcieliśmy leopardy podarować Ukrainie, Niemcy wykorzystały klauzulę w umowie i zabroniły nam ich przekazania

– mówi Saryusz-Wolski.

Podobnie było z poenerdowskim sprzętem kupionym od Finlandii, która też zabroniła oddania go Ukrainie

– dodaje.

„Co nagle, to po diable”. O co chodzi z terminami?

Saryusz-Wolski mówi wprost: zbrojenia trzeba robić szybko, ale w SAFE widzi tempo, które – jego zdaniem – ma „związać ręce i nogi” Polsce już po wiosennym oknie podpisywania umów.

Oczywiście ważne jest, żeby to robić szybko, ale stare polskie porzekadło mówi: co nagle to po diable

– podkreśla i dodaje, że „ten pośpiech jest bardzo podejrzany”.

I rozwija tezę o „oknie czasowym” do końca maja, po którym – w jego interpretacji – Polska miałaby już negocjować kontrakty w formule współzależności z innymi państwami UE.

Mamy od połowy marca do końca maja zawrzeć wszystkie najważniejsze kontrakty, a potem już będziemy musieli każdy kontrakt negocjować przynajmniej z jednym państwem unijnym na spółkę

– mówi i dodaje, że to oznacza, że „będziemy mieć związani ręce i nogi”.

W tle sugeruje też scenariusz polityczny: rząd miałby próbować ominąć konstytucyjną ścieżkę ustawową i rolę prezydenta.

Chcą to zrobić tylnymi drzwiami (…) uchwałą, etc. (…) chcą się go pominąć i dokonać tych wielkich zadłużeń

– mówi Saryusz-Wolski.

To wszystko jest bardzo podejrzane i bardzo szkodliwe

– dodaje.

/ad

Przeczytaj więcej

Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks