Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

„Pierwsze ofiary wśród chrześcijan”. Bejrut pęka pod naporem uciekinierów

700 tys. ludzi ma już szukać schronienia na północy Libanu. Kazimierz Gajowy: chrześcijanie uciekają, a Izrael chce „zniszczyć finanse Hezbollahu”
„Pierwsze ofiary wśród chrześcijan”. Bejrut pęka pod naporem uciekinierów

Kazimierz Gajowy / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio Wnet

Posłuchaj całej rozmowy:

Korespondencja Kazimierza Gajowego z Biblos zaczyna się od słów, które wyznaczają ton całego obrazu: sytuacja „wygląda bardzo źle” i – jak mówi – „niestety stało się”. Gajowy relacjonuje, że po raz pierwszy ofiary pojawiły się wśród chrześcijan. W miejscowości Kleja zginął proboszcz, który tuż przed śmiercią miał deklarować, że nie opuści parafii razem z wiernymi. W wersji krążącej lokalnie – jak podkreśla Gajowy, niepotwierdzonej – obiekty parafialne miały zostać na moment zajęte przez bojowników Hezbollahu, co potem stało się pretekstem do uderzenia.

Wczoraj mieliśmy też pierwsze ofiary wśród chrześcijan (…) zginął proboszcz tej parafii

– relacjonuje Kazimierz Gajowy.

Równolegle kolejne miejscowości dostają ultimatum. Gajowy mówi o Al-Masha – przygranicznej wsi chrześcijańskiej, która ma zostać opuszczona „do godziny dziewiątej czasu lokalnego”, pod eskortą UNIFIL. To oznacza kolejny napływ ludzi na północ – do szkół, urzędów, budynków publicznych przerobionych na prowizoryczne schronienia.

Ci dołączą (…) do 700 tysięcy obecnych tutaj mieszkańców południa

– mówi Gajowy, powołując się na dane resortu spraw socjalnych.

W tej relacji wybrzmiewa też powracający motyw jego korespondencji: że chrześcijanie – jak mówi – często „nie mają kto się zająć”, dlatego jego środowisko przygotowuje kolejne miejsca schronienia w rejonie Biblos.

Tak jakoś dziwnie bywa, że najczęściej to właśnie chrześcijanami nie ma kto się zająć

– zaznacza.

Prezydent Libanu: gotowość do rozmów, ale „bez Syrii się nie uda”

Gajowy przechodzi potem do wątku politycznego. Zwraca uwagę na deklarację prezydenta Libanu o gotowości do rozmów z Izraelem. W jego relacji prezydent miał to ogłosić wobec dyplomatów wielu państw, prosząc o nacisk na Izrael – a w praktyce także na USA – by w ogóle otworzyć negocjacyjny kanał.

Prezydent Libanu (…) jest gotowy usiąść do stołu i dialogować z Izraelem

– relacjonuje.

Jednocześnie Gajowy podkreśla, że lokalna prasa widzi w tym układzie brakujący element: Syrię. Pada argument, że trwałe porozumienie będzie możliwe dopiero w konfiguracji trzech graczy – Liban, Syria, Izrael. I wskazuje na sygnał z Damaszku: Syria miała ogłosić, że została ostrzelana rakietami z terytorium kontrolowanego przez Hezbollah, co może ją wciągać do gry.

Ten problem będzie rozwiązany w tej trójce: Liban, Syria, Izrael

– mówi Gajowy.

W jego słowach pojawia się też istotna emocja społeczna: zmęczenie „tymczasowością”. Ludzie – jak mówi – mają dość rozwiązań na chwilę, które kończą się tylko kolejnym „antraktem” wojny.

Żeby to zakończenie nie było tylko antraktem w tej tragicznej sztuce

– zaznacza.

Przyzwyczajenie do bombardowań i logika „do końca”

Jednym z najmocniejszych fragmentów relacji jest opis normalizacji przemocy: Gajowy mówi, że najbardziej przykre jest to, iż ludzie się przyzwyczajają. Zapowiedzi kolejnych uderzeń przestają być newsem – zwłaszcza po tym, gdy Izrael przestał publikować listę konkretnych dzielnic i miejscowości do ewakuacji, a zaczął komunikować: „wszyscy”.

To jest chyba najbardziej przykre, że się przyzwyczajamy

– mówi.

Jednocześnie przypomina brutalną logikę ogłaszaną przez Hezbollah: zwycięstwo „albo w niebie, albo na ziemi”. W tej optyce strach nie działa tak, jak w zachodnim rozumieniu – bo „korona męczeństwa” staje się elementem narracji mobilizacyjnej.

Hezbollah będzie zawsze zwycięzcą, bo albo korona męczeństwa, albo zwycięstwo na ziemi

– relacjonuje Gajowy.

Najważniejszy cel: „zniszczyć finanse, zniszczyć organizację”

Na końcu korespondencji Gajowy wskazuje temat, który – jego zdaniem – może mieć strategiczne znaczenie: uderzenie w finansową infrastrukturę Hezbollahu. Mówi o Al-Qard Al-Hasan – „parabanku”, który był żyłą finansową nie tylko dla struktur wojskowych, ale również dla całego systemu socjalnego, który budował wpływy Hezbollahu: szkoły, szpitale, sieć tanich supermarketów At-Tawfir.

To była swego rodzaju akcja pomocy socjalnej: finansowanie szkół, szpitali (…) sieci tanich supermarketów

– mówi.

Gajowy dodaje szczegół, który ma wywołać w Polsce efekt „zderzenia z realem”: mówi, że takie obiekty rosną także w rejonach chrześcijańskich, a nawet że w tych szyickich sieciach pojawiają się „polskie marki”. W jego ocenie to pokazuje, jak Hezbollah działał „mamoną” – poszerzając wpływy.

Żeby tą mamoną zdobywać nowych partyzantów, kusić ludzi (…) nawet chrześcijan

– relacjonuje.

W tej logice uderzenie w finanse jest próbą uderzenia w całą organizację, a nie tylko w jej zaplecze militarne.

Zniszczyć finanse to znaczy: chcieć zniszczyć organizację

– mówi Gajowy.

I puentuje to zdaniem, które wraca jak refren w wielu wojnach: ostatecznie rozstrzyga nie tylko siła i liczebność, ale pieniądz.

Wiadomo, że tak naprawdę zwycięża kasa

– dodaje.

/ad

Przeczytaj więcej

Referendum to dopiero początek? „Mieszkańcy powiedzieli dość”. Kraków czeka na polityczne trzęsienie ziemi
Referendum to dopiero początek? „Mieszkańcy powiedzieli dość”. Kraków czeka na polityczne trzęsienie ziemi
Jest śledztwo w sprawie działania policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza
Jest śledztwo w sprawie działania policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza
KAS jako narzędzie opresji wobec przedsiębiorców? Szefowa związku zawodowego protestuje
KAS jako narzędzie opresji wobec przedsiębiorców? Szefowa związku zawodowego protestuje