Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

Pod niebem Dublina – hołd dla Phila Lynotta i polskie gitarowe serce pośród gwiazd rocka. Rozmowa z Michałem Kulbaką

Są koncerty, które przechodzą do historii. I są takie wieczory, które nie tylko celebrują muzykę, ale też pamięć, legendę i ducha epoki.
Pod niebem Dublina – hołd dla Phila Lynotta i polskie gitarowe serce pośród gwiazd rocka. Rozmowa z Michałem Kulbaką

Michał Kulbaka – w pełnej krasie. Fot. That Sound Podcast

Tak było w Dublinie podczas wyjątkowego koncertu upamiętniającego czterdziestą rocznicę śmierci Phila Lynotta, charyzmatycznego lidera Thin Lizzy.

 

Na scenie pojawili się giganci. Spójrzcie tylko na fotografię, a tam Ricky Warwick (pierwszy z lewej), Richard Fortus (Guns N’ Roses, pierwszy z prawej), brodacz z grzywą Marco Mendoza a obok niego samym środku polskie serce i polska gitara: Michał Kulbaka. Muzyk, który od lat konsekwentnie buduje swoją pozycję pod niebem Szmaragdowej Wyspy, łącząc

bluesowy nerw z rockową energią i hardrockową bezkompromisowością.

Jego solówki tego wieczoru brzmiały jak most między epokami – z jednej strony wierne duchowi Thin Lizzy, z drugiej świeże, drapieżne i osobiste.


Tutaj do wysłuchania rozmowa z Michałem Kulbaką:


 

 

Michał Kulbaka i Marco Mendoza podczas koncertu dublińskiego „Remembering Phil Lynott” – 4 01 2026.

 

Jak Polak trafia do panteonu rocka

Podczas rozmowy Michał Kulbaka opowiadał o drodze, która zaprowadziła go na tę scenę. Historia zaczyna się od Irlandii, do której przeniósł się w 2006 roku, ale jej muzyczne korzenie sięgają dużo głębiej. Przełomowym momentem było przesłuchanie do zespołu Briana Downeya, perkusisty Thin Lizzy. To właśnie współpraca z Downeyem otworzyła kolejne drzwi – do koncertów z legendami, do dużych scen, do projektów, które wymagają nie tylko warsztatu, ale i charakteru.

Ci uznani muzycy juź mnie słyszeli i wiedzieli, jak gram, Na finalnym przesłuchaniu po prostu chcieli mnie poznać nie tylko jako muzyka, ale i jako człowieka. – wspomina Michał.

To nie była kariera zbudowana na jednym przypadku. To była determinacja, setki godzin ćwiczeń, koncertów i konsekwentnej pracy.

 

Trzy gitary, jeden duch i rockowy ogień

Koncert ku pamięci Phila Lynotta, który odbył się w 3Arena 4 stycznia 2026, był także wyzwaniem technicznym. Trzech gitarzystów na jednej scenie, każdy z własnym stylem, historią i brzmieniem, to wymagało muzycznej dyscypliny i wzajemnego słuchania się. Michał zdradzał kulisy przygotowań: ograniczony czas prób, spontaniczne decyzje sceniczne, opóźnione loty, szybkie jamy tuż przed koncertem. A jednak efekt był hipnotyzujący.

 

„Każdy interpretuje Thin Lizzy trochę inaczej – trzeba było znaleźć wspólną harmonię.”

Publiczność słyszała selektowne, potężne brzmienie, przywodzące na myśl najlepsze momenty Thin Lizzy, Iron Maiden czy klasycznego hard rocka, ale

z duchem Dublina i cieniem Lynotta unoszącym się nad sceną.

Jednym z najbardziej poruszających momentów wieczoru był występ dziecięcego chóru, który wykonał jeden z największych hymnów Thin Lizzy „Back Are Back in Town”. Ponad setka młodych głosów na scenie była symbolem przekazywania muzycznego ognia i siły kolejnemu pokoleniu.

Była to chwila, która ściskała gardło i szkliła oczy – dowód na to, że rock’n’roll to nie tylko dźwięk, ale dziedzictwo, emocje i pamięć. Sam Michał podkreślał, jak wiele rzeczy wydarzyło się spontanicznie – improwizacje, niespodziewane wejścia na scenę, momenty, których nie da się zaplanować, ale które tworzą magię koncertu.

 

 

Irlandia, Thin Lizzy i pierwsze inspiracje

W rozmowie wróciliśmy także do początków fascynacji Michała Thin Lizzy. Pierwsza kaseta, odkrycie zespołu, zachwyt nad solówkami Briana Robertsona, energia „The Rocker”, „Emerald” i „Boys Are Back in Town”. Irlandia i Dublin pojawiają się w tej historii niemal proroczo,  najpierw jako nazwa na okładce, potem jako realne miejsce, które stało się jego drugim domem i muzyczną bazą.

Thin Lizzy było ze mną od początku – pierwszy zespół, który zobaczyłem w Irlandii? Thin Lizzy cover band.

Muzyczna droga prowadziła dalej: Gary Moore, Jimi Hendrix, Stevie Ray Vaughan, Jeff Beck, Michael Schenker – mistrzowie, którzy ukształtowali jego styl, ale nigdy go nie zdominowali.

 

Nowe projekty i twórcza wolność

Michał nie żyje wyłącznie przeszłością i hołdem dla legend. Coraz większą wagę przykłada do autorskiej twórczości, do budowania własnego języka muzycznego. W rozmowie na antenach Radia Wnet i rlandzkiego NEAR FM opowiadał o współpracy ze znakomitym basistą Tomaszem Dniem  (znany scenicznie jako: T.Day) oraz o ich nowych nagraniach, w tym o utworze „Run To You”, świeżym, dynamicznym, osadzonym między bluesem a nowoczesnym rockiem. T.Day obok naszego Michała Kulbaki zebrał wokół siebie doborową śmietankę muzyków. A przy mikrofonie Rudiger, który brzmi nie gorzej niż David Coverdale.

 

Oryginalna muzyka daje mi największą radość. To coś, co buduję na przyszłość. – mówi Michał.

I Michał Kulbaka jawi się tu jako artysta, który łączy szacunek do klasyki z odwagą do eksperymentu. Dla mnie – i dla wielu słuchaczy – Michał Kulbaka to dowód na to, że polscy muzycy nie mają żadnych powodów do kompleksów. Jego gra ma charakter, maestrię, głębię i ogień. To gitara, która nie udaje mistrzów. Ona z nimi rozmawia i koresponduje.

Ta rozmowa była nie tylko opowieścią o koncercie Thin Lizzy, ale także o muzycznej drodze, emigracji, pasji i konsekwencji. O człowieku, który z Polski trafił na dublińskie sceny i gra jak równy z legendami.

Tomasz Wybranowski

Przeczytaj więcej

Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks