Zanim napisałem choć jedno zdanie o wystąpieniu Olgi Tokarczuk w Wałbrzychu, musiałem sięgnąć po wielu mądrych ludzi. Nie po to, by szukać potwierdzeń i afirmacji własnych i gorących emocji, lecz by sprawdzić sensy, ciężary pojęć i konsekwencje słów.
15 grudnia 2025 r., podczas centralnych obchodów 80. rocznicy przyłączenia Ziem Zachodnich i Północnych do Polski, w przestrzeni Starej Kopalni padły bowiem sformułowania, które nie są jedynie literacką refleksją. Są propozycją nowej ontologii wspólnoty.
Hasło uroczystości — „Tu jest Polska – 80 lat!” — wyraźnie wskazywało intencję: podkreślenie ciągłości, odpowiedzialności i zakorzenienia. W tym kontekście wykład Olgi Tokarczuk, dotyczący tożsamości „transgresyjnej”, wielości i negocjowalności przynależności, zabrzmiał jak kontrnarracja wobec samej idei wspólnoty narodowej jako ramy.
Nie sposób nie zauważyć, że sposób, w jaki Olga Tokarczuk mówi o II Rzeczypospolitej i powojennej Polsce, przywodzi na myśl dawne narracje delegitymizujące polską państwowość, włącznie z określeniem użytym przez Wiaczesława Mołotowa w 1939 r., gdy nazwał Polskę „bękartem Traktatu Wersalskiego”.









