Posłuchaj całej rozmowy:
Nieobecność Wołodymyra Zełenskiego na forum w Davos była w tym roku wyraźnie zauważalna. Według Tadeusza Iwańskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich decyzja prezydenta Ukrainy nie wynika z braku zainteresowania rozmowami międzynarodowymi, lecz z bardzo konkretnych uwarunkowań.
Na Ukrainie trwa poważny kryzys energetyczny, szczególnie w Kijowie i innych dużych miastach. W tej sytuacji Zełenski pozostaje na miejscu i koordynuje działania związane z funkcjonowaniem państwa. Jednocześnie – jak podkreśla Iwański – prezydent Ukrainy nie chce jechać do Davos bez gwarancji, że jego obecność będzie miała realny sens polityczny.
Jeśli będą kluczowe rozmowy, jeśli dojdzie do spotkania z prezydentem Trumpem, wtedy jest gotowy w każdej chwili wsiąść do samolotu
— mówi Iwański.
Dopóki jednak nie ma ustalonego grafiku spotkań ani pewności rozmów na najwyższym szczeblu, Zełenski woli pozostać w Kijowie. Chodzi nie tylko o kwestie operacyjne, ale też wizerunkowe.
Nie chce stawiać się w pozycji petenta bez uzgodnionego grafiku i bez pewności spotkań na wysokim szczeblu
— dodaje analityk OSW.
Ukraina na bocznym torze światowej agendy
Iwański zwraca uwagę, że w ostatnich tygodniach temat Ukrainy wyraźnie stracił na znaczeniu w międzynarodowej debacie. Zamiast wojny na wschodzie Europy dominują inne wątki: Grenlandia, relacje USA–UE, polityka Donalda Trumpa.
Temat ukraiński zszedł na dalszy plan, co jest złą informacją dla Ukrainy i w pewnym sensie także dla nas
— podkreśla.
W takiej sytuacji wyjazd do Davos bez konkretnej agendy mógłby przynieść więcej strat wizerunkowych niż korzyści.
Ostrożna gra z Trumpem
Zdaniem Iwańskiego ukraińska dyplomacja w ostatnim roku wyraźnie zmieniła styl działania wobec Stanów Zjednoczonych. Po wcześniejszych napięciach Kijów stara się unikać publicznych konfliktów z Trumpem.
Ukraińska dyplomacja robi wszystko, żeby nie antagonizować prezydenta Trumpa
— mówi.
Nie oznacza to jednak, że ta strategia przynosi przełomowe efekty.
To wcale nie znaczy, że Ukraina ma sukcesy w strategicznej zmianie polityki amerykańskiej
— zaznacza Iwański.
Problem dotyczy zresztą nie tylko Ukrainy.
Cały świat zachodni ma dziś problem z Trumpem i z tym, jak nim zarządzać
— dodaje.
90 miliardów euro: stabilizacja, nie cud
Kluczowym elementem ukraińskiej perspektywy jest wsparcie finansowe Unii Europejskiej. Chodzi o pakiet 90 miliardów euro rozłożony na dwa lata.
To – jak tłumaczy Iwański – nie jest kwota symboliczna.
90 miliardów euro pokrywa grubo ponad połowę budżetu cywilnego Ukrainy
— mówi.
Dzięki temu państwo może w miarę stabilnie funkcjonować: wypłacać pensje, utrzymywać administrację, planować wydatki. Co istotne, zmieniła się też struktura wydatkowania pomocy.
Dwie trzecie środków może pójść na wysiłek obronny, w tym na wynagrodzenia żołnierzy i zakupy uzbrojenia
— podkreśla analityk.
Wojna, która nie kończy się na Ukrainie
Najważniejszy wniosek Iwańskiego dotyczy jednak nie samego Davos, lecz perspektywy zakończenia wojny.
Bardzo ważne jest to, na jakich warunkach ta wojna się zakończy
— mówi.
W jego ocenie Rosja od początku traktowała Ukrainę jako pierwszy etap szerszego projektu.
Celem Rosji jest cofnięcie sytuacji do czasów sprzed rozszerzenia NATO
— zaznacza.
Dlatego pomoc dla Ukrainy nie jest – w jego interpretacji – aktem dobrej woli, lecz elementem strategicznej obrony regionu.
Wsparcie dla Ukrainy to nie wolontariat, to inwestycja w nasze własne bezpieczeństwo
— podkreśla.
Upadek Ukrainy oznaczałby realne wzmocnienie rosyjskiego potencjału.
Jeśli Ukraina zostanie podporządkowana Rosji, rosyjskie zasoby się zwiększą
— mówi Iwański.
Już dziś widać to na terenach okupowanych, gdzie ludzie są przymusowo mobilizowani do armii rosyjskiej.
Ludzie są tam przymusowo wcielani i walczą w armii rosyjskiej przeciwko Ukraińcom
— zaznacza.
W tym sensie – jak podsumowuje analityk – los Ukrainy nie jest problemem wyłącznie ukraińskim. To kwestia bezpieczeństwa całej Europy Środkowej.




