Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

ZGM: nadzieje nie tylko wrocławskiego hip hopu i trap! Łabędzki, Mularczyk i Warwasiewicz gośćmi Radia Wnet

W audycji Muzyczna Polska Tygodniówka ci trzej młodzi heblarze bitów i słów opowiadali o swojej drodze i pierwszych krokach w świecie muzyki.
ZGM: nadzieje nie tylko wrocławskiego hip hopu i trap! Łabędzki, Mularczyk i Warwasiewicz gośćmi Radia Wnet

ZGM to nowy punkt na wrocławskiej mapie hip hopu i trapu Wrocław od lat jest kolebką młodych, nieszablonowych artystów. Jednak pojawienie się składu ZGM – Franciszka Łabędzkiego, Ignacego Mularczyka i DJ Huberta Warwasiewicza – to moment, który może zdefiniować nową dekadę w polskim trapie. Ich muzyka jest surowa, przemyślana, emocjonalna, ale nieprzesadzona w owym akcie, a przy tym przebojowa na tyle, by przyciągać kolejne fale słuchaczy.

W audycji Muzyczna Polska Tygodniówka ci trzej młodzi heblarze bitów i słów opowiadali o swojej drodze i pierwszych krokach w świecie muzyki. Prowadzący nie ukrywał fascynacji tym, jak dojrzale brzmią na tle młodego wieku – i jak świadomie budują swoją markę.

ZGM ma w sobie coś, czego nie da się nauczyć. Określam to mianem intuicji emocji. Oni nie grają trapu, oni go przeżywają. – podkreślę z całą stanowczością raz jeszcze.

Szczególnie ujmująca była relacja z ich koncertu w „Rewirze Twórczym”, gdzie – mimo skromnych warunków garażowej sceny – udało im się utrzymać publiczność przez blisko dwie godziny.

Nie chcieliśmy kończyć. Jak patrzyliśmy na ludzi, którzy się bawią, to wiedzieliśmy, że musimy jechać dalej” – wspominał Ignacy. Energia tego wieczoru stała się ich nieformalną wizytówką.

I Should Smoke Alone” – trapowy hymn zmierzchu

Najnowszy singiel „I Should Smoke Alone” z gościnnym udziałem Jimmiego Jeffreya to bezdyskusyjnie moment, który może wyprowadzić ZGM na orbitę najlepszych trapowych składów w Polsce. Utwór jest czymś więcej niż kolejną propozycją młodego zespołu! To kompozycja, która łączy w sobie mrok trip-hopu, szlachetny chłód elektronicznych inspiracji i ciężar współczesnego trapu.

To jeden z tych kawałków, które działają jak późnowieczorny dym, bo otulają, wyciszają, hipnotyzują.

Gdy wchodzi refren, słychać echo recenzji trip-hopowych klasyków: „mglisty puls”, „ciemniejąca przestrzeń”, „dźwiękowy film noir dla ucha”. Nie brakuje w nim analogii do Massive Attack czy Portishead, choć ZGM, kochający hip hop, dokłada tu własny, polski pierwiastek. A przede wszystkim młodzieńczą szczerość i delikatny pomruk buntu.

Jimmy Jeffrey perfekcyjnie uzupełnia kompozycję, wprowadzając aurę lekkiej dekadenckiej ulotności, przez co utwór zamienia się w zmierzchowy hymn o samotności i poszukiwaniu miejsca dla siebie. To nie jest zwykły singiel – to znakomita wizytówka ich stylu.

 

ZGM i światowe inspiracje – od Kanye Westa po Travisa Scotta

Siłą ZGM jest nie tylko ich oryginalność, ale też świadomość muzycznych korzeni. Inspirują się najlepszymi, ale nie kopiują! Po prostu trawestują po swojemu ducha muzyki, ale nie schemat:

My najbardziej wzorujemy się i inspiracje czerpiemy ze sceny amerykańskiej, tam ze Stanów Zjednoczonych – z mainstreamowych raperów, ale też tych z undergroundu.

Franciszek Łabędzki mówił o swoich wzorcach z wyjątkową precyzją i pokorą:

Z takiej typowo trapowej inspiracji to zawsze na pewno Kanye West, który można powiedzieć jest prekursorem tego dźwięku. Travis Scott też był dla mnie wielką inspiracją. To, jak on buduje klimat, jak tworzy pełne emocji przestrzenie.

To wyznanie pokazuje, że Franciszek Łabędzki – centralna postać ZGM, ich najbardziej wyrazisty głos i jednocześnie serce kompozycyjne – nie tylko jest osłuchany w świecie hip hop / trap, ale i potrafi go przetworzyć, wykreować na własny język muzyczny.

To on niesie w sobie największy ciężar twórczy i – muszę to podkreślić – robi to z dojrzałością, która wyróżnia go na tle nie tylko rówieśników. Jego przywiązanie do idei nieustannego rozwoju, pracowitość i poszukiwania nowych brzmień, jak też czasami zaskakujące łączenie gatunków sprawia, że ZGM nie jest zwykłym składem trapowym. ZGM to grupa, która przed którą rysuje się wielka przyszłość.

Franciszek Łabędzki – bity, sample, wizja i… rodzinne fundamenty

Na szczególną uwagę zasługuje postać Franciszka Łabędzkiego, lidera ZGM, którego twórczość i podejście do muzyki stały się motorem napędowym składu. Jego wszechstronność to skarb ZGM, który zespół wykorzystuje w pełni. Nie bez znaczenia jest także wsparcie rodziny. W audycji Franciszek z wyraźnym wzruszeniem wspominał:

Rodzice – Joanna i Aleksander – byli moimi pierwszymi mentorami. Ich wsparcie od początku było ogromne. Jasne, że inspirują mnie artyści tacy jak Kanye czy Travis, ale największą inspiracją zawsze byli rodzice. To oni dali mi siłę, żeby robić swoje.”

To wyznanie mówi wszystko o tym, skąd w ZGM tyle dojrzałości mimo młodego wieku. Ich muzyka umocowana jest na fundamentach emocjonalnym, rodzinnym i przyjacielskim. Franciszek, Ignacy i Hubert są jak jeden mikrofon przez który chcą opisać, oswoić i deszyfrować świat.  

Przyszłość ZGM: krok od wielkiego wybuchu

ZGM stoi dziś na progu czegoś naprawdę dużego. Mają talent, charakter, wrażliwość, a przede wszystkim swój własny już i kod, i język dźwiękowy. „I Should Smoke Alone” pokazuje, że ich muzyczna droga dopiero się zaczyna, ale już teraz prowadzi ich w stronę najjaśniejszych punktów polskiej trapowej galaktyki.

Jeśli utrzymają ten kurs, wkrótce mogą stać się jednym z tych składów, których nazwę znają już nie tylko fani gatunku, ale wszyscy, dla których muzyka jest przestrzenią emocji i doświadczeń. A patrząc na ich determinację i na siłę, jaką wnosi Franciszek Łabędzki, trudno oprzeć się wrażeniu, że to dopiero pierwszy rozdział historii, o której za kilka lat będą mówić: „tak zaczynały trapowe legendy”.

Tomasz Wybranowski

Przeczytaj więcej

Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks