Oto Igor Toporowski i jego tokot, jego „Części pierwsze”. Tytuł tej płyty to już zapowiedź tego, co za chwilę stanie się zmysłowym doświadczeniem, nie tylko muzycznym w następnych częściach. Dlaczego? Bowiem projekt tokot to mikrokosmos, w którym każdy dźwięk jest elementem większego witraża – nie tylko estetycznego, ale również mentalnego.
To nie tylko zbiór ścianek dźwiękowych, które budują zmysłową przestrzeń, ale także swoisty portal do innych czasoprzestrzeni, gdzie wszystko może się zmienić, zniknąć, przekształcić w coś nieoczekiwanego.
Strzępy dźwięków gitary, pełne energii, doskonale zbudowane riffy, które niosą za sobą szorstką delikatność, wręcz twardą poezję. I ten jazzowy smaczek – deciaki a la Marsalis, które wciągają, bujają, ale nie pozwalają na lenistwo w słuchaniu. A do tego słowo – nie jako dodatek, lecz żywa tkanka tego wszystkiego, coś, co toczy rytm młodego człowieka. Słowo, które nie jest jeszcze całkowicie ukształtowane, ale już świadome siebie, czułe na każdą zadrę w powietrzu, na każdą mikropauzę w tej muzycznej mozaice.



