Tyle że tutaj świat znika oczami stworzenia, które dopiero uczy się widzieć. W cyklu „Życie” a szczególnie o otwierający, „Życiu pierwszym” — być może najczystszym rozbłysku cyklu — świadomość rośnie jak zadra, jak drzazga wsunięta pod skórę egzystencji. Świadomość wchodzi na scenę jak intruz, a zarazem jedyny możliwy świadek.
Toporowski nie buduje swojej narracji na ludzkim centrum. Nie ma tu antropocentryzmu, nie ma metafizycznych ozdobników, nie ma też czułostek. Jest koci punkt widzenia — surowy, instynktowny, ale z czasem jak u Becketta zaczynający wytwarzać pętle świadomości, miejsca, w których „ja” przestaje być obietnicą, a staje się ciężarem. To trochę jak czytać Molloya na strychu obory: pół w świetle, pół w zapachu siana, a jednak w drżeniu istnienia.
Tutaj do wysłuchania Radiowy Teatr Wyobraźni z twórczością Igora Toporowskiego w roli głównej:



