W wypowiedziach licznych polityków, prawników i dziennikarzy niezliczoną ilość razy przewijał się termin „neosędzia” jako synonim politruka, który zaprzedał się Zbigniewowi Ziobrze.
Można zadać pytanie, na czym właściwie miałoby polegać upolitycznienie sędziego? Nasuwa się oczywista odpowiedź: na orzekaniu pod dyktando partii czy danego polityka. Klasyczna łacińska zasada mówi: ei incumbit probatio, qui dicit, non ei, qui negat. Czyli „ciężar dowodu spoczywa na tym, kto twierdzi, a nie na tym kto zaprzecza”. Żaden z krytyków „neosędziów” nigdy nie przedstawił takiego dowodu z linii orzeczniczych. Innymi słowy, nie wykazano żadnej ogólnej tendencji w orzecznictwie sędziów powołanych po 2017 r.
W niniejszym tekście spróbujemy dowieść tezy odwrotnej: liczne orzeczenia „neosędziów” w sprawach flagowych dla Zbigniewa Ziobro jako Prokuratora Generalnego, czy też w sprawach ważnych dla szeregowych posłów PiS wskazują, że wyroki wydawane były bez żadnego klucza politycznego.




