Wspomnienie z Chatki Żaka – Lublin, rok 1993
Znamy się z Markiem Dyjakiem od 1993 roku. Pamiętam go z Chatki Żaka w Lublinie, tego magicznego miejsca, gdzie rodziła się muzyka, która nie bała się prawdy. Wtedy, w korytarzach i salach prób, spotykali się ludzie tacy jak m.in. Jan Kondrak, Igor Jaszczuk, Marek Andrzejewski. młodzi, głodni słowa i dźwięku. Z tamtego świata, z tamtego Lublina, zostało coś więcej niż wspomnienie – więź, którą trudno nazwać. A właściwie to nawet nie ma sensu szukać definicji.
Z Markiem Dyjakiem zetknęliśmy się później na eliminacjach FAMY 1995. Pamiętam go dobrze – wtedy jeszcze nie miał tej sławy, ale miał coś, co trudno było pomylić z czymkolwiek innym: głos, który pachniał stalą, wódką, kurzem i modlitwą. Nie śpiewał, tylko mówił przez dźwięk. Jakby każde słowo wydzierał z siebie na nowo. Takiego Marka już wtedy nie sposób było nie zauważyć.
Z tych lat wyniosłem jedno przekonanie: że między nami, ludźmi z tamtego środowiska – z Lubelszczyzny, Zamojszczyzny – istnieje jakiś rodzaj muzycznego braterstwa, którego nie da się przerwać. Bo to nie są znajomości – to jest wspólne przeżywanie, rozumienie tego, że muzyka ma sens tylko wtedy, gdy boli.






