Teraz na antenie:
Radio Wnet
Kultura i media

Mężczyźni, muzyka i przyjaźń. Opowieść o życiu, które zapisał Marek Dyjak na płytach. Rozmowy przy łuskaniu orzechów

Marek Dyjak to artysta, którego głos potrafi zatrzymać czas. W jego śpiewie jest Wschód i Zachód, nadzieja i rozpacz, czułość i gniew.
Mężczyźni, muzyka i przyjaźń. Opowieść o życiu, które zapisał Marek Dyjak na płytach. Rozmowy przy łuskaniu orzechów

Daniel Stachniuk, Józef Wybranowski i Marek Dyjak – bohaterami rozmów przy łupaniu orzechów w Wożuczynie.

Prolog: W kuchni, gdzie dźwięk ma smak życia

Jesienne południe w Wożuczynie pachnie orzechami i herbatą z miodem. W starym domu, gdzie cegła pamięta jeszcze modlitwy przodków, spotykają się trzej mężczyźni, których los połączył w rytmie bluesa i prawdy: Marek Dyjak – bard, artysta, dusza czująca każdą ranę świata; Daniel Stachniuk – biznesmen z sercem muzyka, człowiek, który potrafi liczyć zyski, ale przede wszystkim potrafi liczyć na przyjaźń; oraz Józef Wybranowski – gospodarz spotkania, właściciel magicznego miejsca, które od dawna nosi nazwę „Wybranówka na błotach”. 

Tu, przy kuchennym stole, między parą z garnka i dźwiękiem nalewanego wina, zaczyna się rozmowa o życiu. O mężczyznach. O muzyce. O świecie, który wciąż próbuje zrozumieć samego siebie.

Dźwięki przyjaźni

Spotkanie po latach, tak zwyczajne, że aż wyjątkowe. W kuchni pełnej wspomnień czas nie płynie, lecz snuje się leniwie jak melodia. Każdy akord, każde słowo to echo dawnych chwil. Muzyka nie jest tu dodatkiem. Ona jest tłem i językiem, który łączy. Z tej rozmowy, z tej domowej przestrzeni, być może narodzi się idea płyty „Mężczyźni 2”, z opowieściami o życiu, które rani, ale też leczy.

Jak mówi Marek Dyjak, „ta płyta to nie pomnik, tylko żywa rozmowa. Taka, którą prowadzi się o trzeciej w nocy, gdy człowiekowi nie śpi się ze szczęścia albo z żalu.”

Tutaj do wysłuchania rozmowa na cztery głosy – Marka Dyjaka, Daniela Stachniuka i Józefa Wybranowskiego:


Marek Dyjak to artysta, którego głos potrafi zatrzymać czas. W jego śpiewie jest Wschód i Zachód, nadzieja i rozpacz, czułość i gniew. Płyta „Mężczyźni” to kolejny rozdział i domknięcie niezwykłej trylogii po krążkach „Piękny instalator” i „Na wzgórzu rozpaczy”. Zamknięcie pewnego cyklu, ale też otwarcie nowej drogi.

Bard mówi o niej jak o spowiedzi, nie przed Bogiem, lecz przed samym sobą. Każdy utwór to list. Do córki. Do przyjaciela. Do świata, który nauczył go śpiewać prawdę. Do utraconej miłości… 

Wschód – kraina dusz, nie kierunków

Gdy mówią o muzyce, prędko schodzą na temat Wschodu. Bo Wschód to nie tylko geografia. To stan ducha. To wierność temu, co dawne, ciche i prawdziwe. Wschód pachnie wilgotną ziemią, obietnicą urodzaju, historią Bitwy pod Komarowem i wspomnieniem pieśni śpiewanych przez dziadków. To tu rodzą się ballady, które nie potrzebują studia, bo ich naturalną sceną jest próg domu i wiatr nad łąką.

Marek Dyjak i jego towarzysze rozmowy wiedzą to dobrze. Ten Wschód w nich nie umiera i nigdy nie umrze. On gra, nawet kiedy milkną instrumenty.

Płyta jako spowiedź mężczyzny

Mężczyźni”, tytuł prosty, ale w tej prostocie brzmi cała prawda. Bo być mężczyzną to dziś akt odwagi. Nie chodzi o siłę, lecz o umiejętność przyznania się do słabości. Dyjak śpiewa nie o bohaterach, lecz o ludziach. Tych poranionych, lecz wiernych, upadających, ale wracających do gry. To płyta o mężczyznach, którzy „nie boją się łez, bo wiedzą, że woda oczyszcza”.

Obok Dyjaka – Daniel Stachniuk, człowiek z dwóch światów: muzyki i biznesu. Ich przyjaźń to nie wynik wspólnego interesu, lecz wspólnej drogi. Byli razem, gdy przyszła bieda, gdy zgasły sceniczne światła i gdy trzeba było po prostu przetrwać. Marek Dyjak mówi o nim z czułością:

Daniel to taki brat, który nie pyta, czy potrzebujesz pomocy. On po prostu przyjeżdża.

W świecie, gdzie lojalność jest rzadkością, ta przyjaźń błyszczy jak płomień w starym piecu.

Marek Dyjak pisze życzenia dla słuchaczki Agnieszki. Obok Daniel Stachniuk, biznesmen, muzyk i przyjaciel, który zawsze jest. Obok niego lecznicze ziołowe nalewki, dar od Józefa, gospodarza „Wybranówki na błotach”.

Daniel Stachniuk – między biznesem a balladą

Choć na co dzień Daniel Stachniuk zarządza swoimi firmami i projektami, ale w jego sercu gra muzyka. Wspiera Marka nie tylko finansowo, ale przede wszystkim duchowo. Wierzy w jego talent, nawet wtedy, gdy sam artysta traci(ł) wiarę. To on pomagał, gdy zabrakło pieniędzy na paliwo, by dotrzeć na koncert. To on stał z boku, gdy Marek Dyjak walczył o siebie. W tej historii nie ma patosu – jest zwyczajna, męska lojalność. Takiej, której się nie wypowiada, tylko się nią żyje.

Rozmowa przy stole w Wożuczynie często wraca do przeszłości – do starych scen, zadymionych klubów, koncertów, które dziś brzmią jak legenda. Marek Dyjak wspomina zawsze ludzi, którzy już odeszli, i te momenty, gdy muzyka była wszystkim. Płyta „Mężczyźni” to właśnie podróż w czasie! Ku młodości, ku miłości, ku chwilom, gdy świat był może prostszy, może mniej kolorowy ale prawdziwszy.

Pod koniec rozmowy, kiedy herbata stygnie, a cisza robi się gęsta niczym galareta, Marek Dyjak śmieje się cicho i mówi:

„Wschód Polski wciąż śpiewa, choć często tylko dla siebie.”

Przy orzechach i wspomnieniach

Rozmowy przy łuskaniu orzechów – jak  mówi Józef Wybranowski, gospodarz miejsca, w którym ta historia dojrzewała jak dobre wino – to po prostu radość pięknej chwili bez pośpiechu i syku wskazówek zegara. Tu, w jego „Wybranówce”, muzyka spotyka codzienność (tę dobrą), a przyjaźń staje się sztuką.

Bo w gruncie rzeczy – ta opowieść o Marku, Danielu i Józefie – snuta przez nich samych – to nie tylko historia o muzyce.

To opowieść o mężczyznach, którzy wciąż potrafią rozmawiać ze światem. Szeptem, dźwiękiem, milczeniem, zerwanym grzybem, uściskiem ręki. Czasem, Drodzy Czytelnicy, człowiek spotyka ludzi, którzy dźwięczą. Pięknie brzmią, ale nie przez mikrofon, nie przez scenę, teatr czy salę koncertową, ale przez obecność.

Józef Wybranowski i Marek Dyjak w poszukiwaniu grzybów. Jesień 2025

Tacy właśnie są Marek Dyjak, Daniel Stachniuk i Józef Wybranowski.

Nie trzeba ich przedstawiać, bo kiedy zaczynają mówić – lub milczeć – w powietrzu dzieje się coś, czego nie da się opisać słowem. To muzyka, która nie potrzebuje nut. To życie, które samo staje się piosenką.

Tam, w Wożuczynie, w „Wybranówce” świat na przestaje się spieszyć, a czas wyraźnie zwalnia. Płomień w piecu tańczy, a dym rysuje w powietrzu nuty, takie, których nie zapisze żaden kompozytor.

Marek Dyjak opowiada o świecie, który boli, ale w tym bólu jest prawda. Stachniuk uśmiecha się lekko – jak ktoś, kto wie, że sens kryje się w prostocie gestu, w uścisku dłoni. A gospodarz, mój Tata Józef Wybranowski, patrzy z ciepłem człowieka, który wie, że w jego domu dzieje się coś więcej niż rozmowa. Że powstaje pieśń, lojalność i przyjaźń.

Bo „Mężczyźni”, ten album, to nie projekt muzyczny. To stan ducha. To piosenki o tym, że w życiu najważniejsze jest być w prawdzie. Czasem z gitarą, czasem ze szklanką herbaty, czasem tylko z ciszą. Ale być!

Więc jeśli kiedyś, późną nocą, włączycie radio i usłyszycie głos, który chropowatością przypomina kamień toczony przez wiatr, albo Syzyfa na szczyt góry, to zatrzymajcie się i posłuchajcie! To Marek Dyjak!

To człowiek, który nie śpiewa – on modli się dźwiękiem. Za siebie, za przyjaciół, za Wschód, który wciąż śpiewa mimo wszystko.

I wtedy może, tak jak ja dzisiaj, pomyślicie o tym, że warto spotkać się przy kuchennym stole, przy orzechach i wspomnieniach. Że warto mówić szeptem o rzeczach, które mają wagę życia. Bo My – mężczyźni też potrafimy płakać, śmiać się i śpiewać. Zwłaszcza wtedy, gdy obok jest drugi człowiek.

A teraz, Drodzy Państwo, posłuchajcie, jak brzmi prawda w głosie Marka Dyjaka, słuchając Jego albumu „Mężczyźni” – Tomasz Wybranowski

Marek Dyjak i Tomasz Wybranowski – spotkanie po latach. Wożuczyn, październik 2025

Przeczytaj więcej

Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
Lato z Rafaelem ruszyło pełną parą!
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
WNET Kultura ruszyła. Nowe formaty i transmisje na YouTube
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks
Dlaczego Niemcy wciąż ufają swoim mediom? Raport Reutersa obnaża paradoks