Miłosz jest troszeczkę najukochańszą i najbardziej znienawidzoną postacią polskiej literatury. Miłosz jest trochę naszą narodową własnością, trochę niewłasnością. Ja w jednym ze swoich tekstów o traktacie teologicznym (Miłosz jest autorem właściwie polskiej poetyki traktatowej) zastanawiałem się, czy kiedyś doczekamy w Polsce konferencji naukowej, takiej interdyscyplinarnej, w której o traktacie teologicznym Miłosza mówiliby filozof religii, teolog, ateista, chrześcijanin, literaturoznawca, filozof. Mam jakieś głębokie poczucie, że nam jest wygodnie patrzeć na Miłosza w konkretnym świetle. Polubiliśmy to światło, na przykład heretyka czy gnostyka.
I kontynuuje:
W Miłoszu jest jakiś głęboki synkretyzm religijny i w ogóle, tak jak Gustaw Herling-Grudziński, Miłosz mówił, że chce być pisarzem zła. I to wychodzi w tytule tej książki Łukasza Tischnera, Czesław Miłosz, Sekrety Manichejskich Trucizn. To jest bardzo dobra książka właśnie o Miłoszu jako pisarzu zła. I to taki bardzo ważny atawizm polskiej literatury. Mam na myśli to, że oni się nie lubili. Herling i Miłosz. Mieli ku temu powody metafizyczne.
Dalej, prof. Karol Samsel mówi o Miłoszu w kontekście chrześcijańskim:




