Mija 40 lat od Mundialu w Hiszpanii. Polska została trzecią reprezentacją świata

Oficjalna piłka meczowa MŚ 1982 fot.: Warren Rohner, www.flickr.com, CC BY-SA 2.0

Mundial 82 – 8 lipca graliśmy w półfinale, dwa dni później Polacy zdobyli trzecie miejsce. Te wielkie dni polskiego sportu, na łamach Przeglądu Sportowego, wspomina Antoni Piechniczek. 

Cztery dekady temu reprezentacja Polski biła się o medale Mistrzostw Świata w Hiszpanii. Te wielkie dni polskiego sportu, na łamach „PS”, wspomina Antoni Piechniczek.

Stan wojenny

W dniu wprowadzenia stanu wojennego nasza kadra przebywała na Węgrzech w ramach wyjazdu zorganizowanego przez PZPN. Wówczas Polacy przebywający na Węgrzech mieli możliwość opuszczenia państw bloku wschodniego. Taką szansę dawała, granicząca z Węgrami, Austria. Żaden z reprezentantów Polski nie zdecydował się na taki ruch, dzięki czemu wspaniała kadra Antoniego Piechniczka w komplecie mogła kontynuować przygotowania do piłkarskiego święta, które rozpoczynało się pół roku później w Hiszpanii.

Stan wojenny nie ułatwiaj życia polskim piłkarzom. Kadra, zamiast grać z reprezentacjami innych krajów, musiała zadowolić się pojedynkami z drużynami klubowymi z Hiszpanii i Włoch. Jak się okazało, przeciwników mieliśmy wręcz idealnych. Prócz oswojenia się z klimatem iberyjskim, nasza reprezentacja solidnie zaznajomiła się z futbolem włoski, a na Mundialu z Azzurri zagraliśmy dwa razy.

Czytaj także:

Sławomir Peszko się wygadał. Do 15 lipca Lewy będzie zawodnikiem Barcelony! – mówi menedżer piłkarski Daniel Kaniewski

 

Niemrawy początek 

Mistrzostwa w Hiszpanii rozpoczęliśmy od dwóch bezbramkowych remisów. O ile ten pierwszy, z Włochami, jakoś się bronił, o tyle taki sam wynik w starciu z Kamerunem spowodował niemałe napięcie. Trener Piechniczek, w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” tak wspomina te chwile:

Jak dziś o tym myślę, to z perspektywy tych 40 lat wciąż przyjąłbym ten wynik z pocałowaniem ręki, bo przecież pozostawaliśmy w grze. A nas wtedy osądzano? od czci i wiary, że wstyd i tak dalej. A my wyszliśmy i to w pięknym stylu. Wygraliśmy 5:1 z Peru i oni się po tym nie odkręcili przez kolejne 30 lat.

Jednak ostatni mecz pierwszej fazy grupowej zaczął się tak jak poprzednie dwa. Na drugą połowę Antoni Piechniczek wpuścił na boisko, zmarłego w poniedziałek (4 lipca br.), Janusza Kupcewicz, który zaprezentował się na środku pomocy. Z kolei Zbigniew Boniek, od tego meczu, zamiast na pomocy, grał jako napastnik.

Solidarność na Camp Nou 

Pamiętną drugą fazę grupową reprezentacja Polski rozgrywała na słynnym stadionie FC Barcelony. Trafiliśmy na Belgię i Związek Radziecki. Do półfinału awansowała tylko najlepsza z trzech drużyn. W starciu z Belgami na piedestał wstąpił Zbigniew Boniek. Na jego hat trick Belgowie odpowiedzi nie znaleźli.

W odległej Katalonii, podczas stanu wojennego, przyszło nam stoczyć bój z reprezentacją ZSRR. Na stadionie kibice dopingowali Polaków, trzymając transparenty Solidarności. Polska telewizja starała się zamazywać te obrazki, ale piłkarze grający z orzełkiem na piersi widzieli je doskonale i zatrzymali Rosjan. Jednym z bohaterów tego wydarzenia jest Włodzimierz Smolarek, który przytrzymywał piłkę przy narożniku boiska, powstrzymując tym samym zapędy Rosjan. Trzeci rezultat 0:0 był najszczęśliwszym z polskich remisów, gdyż zapewnił nam drugi w historii awans do strefy medalowej.

Czytaj także:

Carlos Sainz wygrał swój pierwszy wyścig w F1. Czy możemy spodziewać się po nim czegoś więcej?

 

Prześcieradło czy balkon?

Pobyt naszej reprezentacji w Hiszpanii był źle zorganizowany. Boisko znajdujące się w pobliżu głównej bazy naszych piłkarzy nie było odpowiednio przygotowane. Jeden z hoteli odwiedzanych przez Polaków nie był wyposażony w klimę. Pomocnik, Włodzimierz Ciołek, przyznał, że niektórzy w nocy owijali się mokrymi prześcieradłami. Z kolei sam selekcjoner, nie mogąc zasnąć, o czwartej nad ranem poszedł położyć się na balkonie. Na sąsiednim zobaczył swoich podopiecznych.

Brąz też cenny

W półfinale ponownie zmierzyliśmy się z Azzurri. Do meczu nie mógł przystąpić Zbigniew Boniek, który pauzował za kartki. Przed Piechniczkiem stanęło kolejne wyzwanie.

Podchodziłem do sprawy analitycznie. Pomyślałem, że jak zamiast Bońka wystawię do ataku Grześka Latę, króla strzelców Mistrzostw Świata, to coś zrobimy.

Tym razem „Entliczek pentliczek, co zrobi Piechniczek?” nie zdało egzaminu. Przynajmniej nie na tyle, by powstrzymać przyszłych mistrzów globu.

Ten mecz był dla mnie najtrudniejszym. Na zawsze pozostaną pewne niedomówienia. Zdawałem sobie sprawę, że już nigdy nie dostanę szansy, żeby zagrać o finał mistrzostw świata – przyznaje trener.

Pozostał nam „mały finał”. Mecz o brąz z Francją, która była zniesmaczona wynikiem swojego półfinału, w którym przegrała z RFN-em. Motywacja w naszych szeregach także nie była sprawą oczywistą.

Marian Renke, przewodniczący Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu, wziął mnie na spacer. Powiedział wtedy: „Ja panu radzę, żeby pan maksymalnie zmobilizował chłopaków, by wygrać z Francuzami. Jak wygramy, to zostanie na zawsze i nikt tego Panu nie odbierze. Ale nikt nie będzie pamiętał, kto był ministrem sportu”. Zrozumiałem, że trzecie miejsce to będzie wielki sukces. Ale szkoda tego finału, tego chyba już nigdy nie osiągniemy. – pesymistycznie spuentował Piechniczek.

Polacy wygrali w Alicante 3:2. Ostatnią polską bramkę na Mundialu w Hiszpanii zdobył śp. Janusz Kupcewicz.

Czytaj także:

Nie tak prędko 

Na Okęciu niezliczone tłumy oczekiwały na trzecią najlepszą reprezentację globu. Jednak ich powrót znacznie się opóźnił. Po wylocie z Hiszpanii, załoga samolotu zakomunikowała, że system nie potwierdza zamknięcia podwozia – „Zawracamy!”. Przed lądowaniem pilot nie wypuścił paliwa, więc samolot lądował w asyście straży pożarnej. Nie zapowiadało się na szybki wylot. Zareagowały polskie władze. Marian Renke w trybie pilnym zorganizował inny samolot. Drużyna Antoniego Piechniczka wróciła do macierzy, a wyczekujący w Warszawie kibice zgotowali jej królewskie przywitanie.

Przed 1982 rokiem polska reprezentacja piłkarska po brązowy medal Mistrzostw Świata sięgnęła także na Mundialu w RFN. W 1974 roku drużyna Kazimierza Górskiego zajęła trzecie miejsce po wygraniu z reprezentacją Brazylii. Natomiast od czasu wydarzeń z Hiszpanii, Polacy w najważniejszych rozgrywkach brali udział cztery razy. Tylko w ’86 udało nam się wyjść z grupy. Tegoroczne Mistrzostwa Świata w Katarze będą dziewiątymi z udziałem Biało-Czerwonych.

Kamil Kowalik

Zobacz także:

Porozmawiajmy o sporcie – 03.07.2022 r.

Komentarze