Maksim przyszedł do lokalu wyborczego, a obserwujący wybory stali na ulicy. Mężczyzna jako jeden z pierwszych wyszedł na plac w Homlu.
Rozpoczął rozmowę z „omonowcem”, zapytał go jak on może bez wyrzutów sumienia wracać do domu do rodziny, na co funkcjonariusz odpowiedział, że wykonuje swoją pracę w 100%, a społeczeństwo nie widzi nawet 2% ich wkładu. Według niego gdyby nie funkcjonariusze, protestujący już dawno utonęliby we krwi.
Na placu znajdowało się wielu ludzi, którzy nie reagowali na obecność OMON-u, nie dawali się sprowokować. Jednak funkcjonariusze zaczęli znienacka wyłapywać ludzi z tłumu i dosłownie wrzucać ich do więźniarek.
10 sierpnia br. Maksim Novikaŭ uczestniczył w protestach, a 11 sierpnia został złapany na ulicy późnym wieczorem, gdy wracał do domu. Brutalnie pobity został zaraz po złapaniu już w więźniarce. Maksima zabrano do Rejonowego Oddziału Spraw Wewnętrznych [przyp. tłum. białoruski odpowiednik komendy], gdzie dalej go bito, rozebrano, związano mu ręce i podwieszono. Nowikow był bity przez samego naczelnika komendy, którego twarz rozpoznał, ale sam nie wie dlaczego nie podał wcześniej tej informacji żadnym mediom. „Najciężej było mi zdać sobie sprawę z tego, że ludzie, którzy mnie bili i torturowali, też są obywatelami mojego kraju” ー powiedział Maksim Novikaŭ.




